fot. Movistar Team / Getty Images

Tadej Pogačar, Remco Evenepoel, Mathieu van der Poel, a może jeszcze ktoś inny? Przed niedzielnym wyścigiem ze startu wspólnego w ramach Mistrzostw Świata w kolarstwie szosowym – Zurych 2024 niemal wszyscy kibice tego sportu głośno debatują na temat tego kto zostanie nowym mistrzem świata i przez kolejny rok będzie miał prawo do noszenia tęczowej koszulki. Odpowiedź poznamy już dziś około godziny 17:00.

1921 roku sięga historia mistrzostw świata w kolarstwie szosowym. Za nami masa edycji, a każda z nich na swój sposób zapisała się gdzieś w dziejach tego pięknego sportu. Nie inaczej będzie zapewne podczas 97. czempionatu, który ma miejsce w szwajcarskim Zurychu i okolicach, gdzie finałowym aktem zmagań będzie wyścig ze startu wspólnego mężczyzn, czyli jedyna konkurencja, która jest rozgrywana niemal w każdej edycji tych zawodów – zabrakło jej jedynie w programie Mistrzostw Świata 1931 w Kopenhadze, gdzie kolarze walczyli wyłącznie w jeździe na czas.

Jeśli chodzi o zmagania zawodowców to tu historia sięga właściwie nie 1921, a 1927 roku, a pierwszym mistrzem został legendarny Alfredo Binda. Włoch jest zresztą jednym z pięciu zawodników, którym tęczową koszulkę udało się wywalczyć trzykrotnie – czynili to także Eddy Merckx, Peter Sagan, Óscar Freire oraz Rik Van Steenbergen. Jedynym kolarzem na tegorocznej liście startowej, któremu teoretycznie może powieść się dołączenie do tego grona jest Julian Alaphilippe – mistrz świata z 2020 i 2021 roku.

Na czele tabeli wszech czasów jest Belgia, czyli kraj, którego reprezentanci triumfowali aż 26-krotnie. Dwucyfrową liczbę złotych medali mają także Włochy (19) i Francja (10), a w sumie przedstawiciele 17 nacji zdobywali w historii tęczową koszulkę. Wśród nich jest Polak – Michał Kwiatkowski był najlepszy przez 10 laty, swój medal wywalczył także Zbigniew Spruch – 2. zawodnik czempionatu z 2000 roku. To jednak historia, a zatem warto spojrzeć na to co przed nami, a niedzielny wyścig zapowiada się naprawdę pasjonująco.

Program 8. dnia Mistrzostw Świata – Zurych 2024
  • Parakolarstwo: mężczyźni H4 i H5: 9:45-11:30
  • Wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn (273,9 km): 10:30-17:00
Trasa wyścigu elity mężczyzn

Elita mężczyzn wystartuje jako jedyna nie w Uster, a w Winterthur. Panowie zaliczą przez to niemal 70-kilometrowy dojazd do doskonale znanych już rund, na które wjadą poprzez podjazd do Binz (1,5 km; 9,4%). Dalej czeka na nich 7,5 przejazdów przez okrążenie mierzące 27 kilometrów poprowadzone wokół Zurychu. Na tym do pokonania są m.in. Zürichbergstrasse (700 m; 8,4%), Witikonerstrasse (1,4 km; 7,3%) czy 500-metrowa hopka o średnim nachyleniu 5,9% na 6 kilometrów przed metą – podjazdy, które pokazały, że może i nie mają przerażających średnich nachyleń, ale ich najtrudniejsze momenty potrafią być bardzo selektywne. W sumie na 279,9 kilometra panowie pokonają 4470 metrów przewyższenia.

Pogoda

Po wielu deszczowych dniach aura postanowiła ulitować się nad uczestnikami wyścigu elity mężczyzn w i niedzielę w Zurychu oraz okolicach ma być sucho. Nie oznacza to jednak, że będzie całkowicie przyjemnie – w momencie startu ma być ledwie 8 stopni Celsjusza, a z czasem słupki rtęci mają pokazać maksymalnie 14 kresek. Ponadto cały czas będzie pochmurnie, a miejscami może powiać w porywach do 35 km/h.

Faworyci wyścigu elity mężczyzn

Do obrony tytułu przystępuje Mathieu van der Poel, który jako najlepszy przed rokiem może liczyć na wsparcie najliczniejszej reprezentacji w całej stawce – w peletonie zobaczymy aż 9 Holendrów. Wcześniejsze dni pokazały jednak, że przewaga liczebna nijak nie musi przełożyć się na realne wsparcie dla swojego lidera, albowiem trasa w Zurychu jest bardzo selektywna, a peleton w praktycznie każdym wyścigu dość szybko dzielił się i najwięksi zawodnicy oraz zawodniczki musieli liczyć wyłącznie na siebie. Wracając jednak do tematu 29-letniego Holendra to ten przed mistrzostwami był gdzieś nieco w tle rozważań, albowiem przepowiadano, że trasa ma być dla niego nieco za trudna. Po kilku dniach jesteśmy mądrzejsi i wiemy, że Mathieu van der Poel jest w stanie przetrwać trudności, a jego umiejętności zjazdowe oraz wiele kilometrów mniej lub bardziej płaskich przejazdów może mu sprzyjać – ten będzie miał gdzie doganiać rywali atakujących go na największych stromiznach. Warto także pamiętać o tym, że 29-latek podobno dość zauważalnie schudnął przed tym czempionatem co ma mu pomóc w pokonywaniu podjazdów – czy tak rzeczywiście będzie przekonamy się już dzisiaj.

Zgubić rywali – ten cel będzie przyświecał mistrzowi świata z 2022 roku, aktualnemu mistrzowi olimpijskiemu, zdobywcy złota w jeździe indywidualnej na czas, szalenie utytułowanemu Remco Evenepoelowi. Lider reprezentacji Belgii dziesiątki razy w swojej karierze udowadniał, że potrafi genialnie rozgrywać wyścigi jednodniowe, a atakowanie z daleka i utrzymywanie przewagi aż do mety przychodzi 24-latkowi z gigantyczną, wręcz niemożliwą do zrozumienia łatwością. Czy i w Zurychu będziemy świadkami jakiejś pięknej szarży? To wydaje się być pewne, aczkolwiek inną kwestią jest to czy ta zakończy się powodzeniem. Zainteresowanych utrzymywaniem się na kole Belga bądź dogonieniem go na prostszych fragmentach będzie bowiem pół peletonu, a co najmniej kilku zawodników ma realne szanse by odpowiadać na ataki najmłodszego z głównych faworytów.

Jeśli już mówimy o najważniejszych zawodnikach na liście startowej to nie może zabraknąć akapitu o tym, dla którego zdobycie mistrzostwa świata jest obecnie chyba najważniejszym życiowym celem. Tadej Pogačar od dawna mówi wprost – Zurych to jest jego szansa na to by założyć tęczową koszulkę i dla tego celu poświęcił się całkowicie po zakończeniu Tour de France. Słoweniec odpuszczał kolejne starty, w Kanadzie testował jak odnajdzie się na finiszu z małej grupy oraz atakując w odległości do mety, jaka w Zurychu będzie z ostatniego z cięższych podjazdów. 26-latek wydaje się być perfekcyjnie gotowy i podobnie jak Remco Evenepoel tak i on będzie chciał zgubić wszystkich najgroźniejszych rywali gdzieś na trasie. Tadej Pogačar dzięki swojej sporej szybkości wydaje się jednak nie być przerażony ewentualnym finiszem przeciwko Belgowi, a to z pewnością dodaje mu pewności siebie przed niedzielnymi zmaganiami. Warto także wspomnieć, że 26-latek dysponuje prawdopodobnie najmocniejszym spośród wszystkich drugich noży – to u jego boku wystąpi Primož Roglič. Pytanie tylko czy 34-latka stać na pełne poświęcenie się na rzecz młodszego rodaka?

Utrudnianie wyścigu do granic możliwości będzie leżało także w gestii reprezentacji Hiszpanii. Choć ta nie ma w składzie jednego z murowanych liderów to w ich składzie znajdziemy całą masę mniej lub bardziej dynamicznych górali. Pello Bilbao, Juan Ayuso, Enric Mas, Mikel Landa, Carlos Rodríguez czy Pablo Castrillo będą próbowali zapewne wykorzystać jakoś swoją moc drużynową, ale czy przełoży się to na choć jeden medal dla tej kadry? Moim zdaniem będzie ciężko, ale zobaczymy.

O krążku z pewnością marzą także gospodarze, którzy znowu by go uzyskać muszą liczyć jednak na nieco spokojniejszy wyścig. Piątkowa wygrana mierzącego 195 centymetrów Niemca Niklasa Behrensa z pewnością tchnęła cień nadziei na sukces w serce Stefana Künga – Szwajcar pokazywał w tym roku, że potrafi długo utrzymywać się z rywalami na podjazdach, jego przewagą będzie zapewne także doskonała znajomość lokalnych szos. To nie 30-latek będzie jednak pierwszą opcją swojej kadry, której liderem jest z pewnością Marc Hirschi. 26-latek powrócił tego lata do formy z 2020 roku i w genialnym stylu pozostawał niepokonany przez ponad miesiąc w 5 kolejnych startach zgarniając triumfy w m.in. worldtourowych Donostia San Sebastian Klasikoa i Bretagne Classic. Reprezentujący na co dzień UAE Team Emirates Szwajcar jest niesamowicie dynamiczny, potrafi pokonywać ścianki i zasadniczo ma wszystko czego potrzeba by wygrać na tej trasie. Tylko czy 26-latek udźwignie presje faworyta oraz będzie potrafił pokonać największych tego sportu? Na to pytanie ciężko odpowiedzieć.

Wracając do tematu kadr, które mają dużo opcji, ale żadna z nich nie jest oczywistym typem do medalu trzeba spojrzeć w stronę reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Genialny w tym sezonie Matteo Jorgenson, nieobliczalny Brandon McNulty, miewający swoje momenty Neilson Powless oraz młody, ale bardzo regularny Kevin Vermaerke zrobią wszystko by gwieździsta flaga zawisła podczas ceremonii dekoracji w Zurychu, a ich szanse na powodzenie są większe niż by się mogło wydawać.

Największe doświadczenie w tym jak zostaje się mistrzem świata w tej stawce ma z kolei Julian Alaphilippe. Być może 32-letni Francuz swoje najlepsze momenty w karierze ma już za sobą, ale ten sezon pokazał, że ten potrafi nadal być bardzo groźny, a idealna forma dnia może zaprowadzić go na sam szczyt. Julian Alaphilippe skorzysta także z pewnością na tym, że nie jest obecnie wymieniany w jednym szeregu z największymi faworytami, a zatem ci mogą go nieco zignorować, a kolarz tej klasy potrafi wykorzystać nawet najmniejszą okazję by zamienić ją w wielki sukces. Trójkolorowi mogą liczyć także na aktualnego wicemistrza olimpijskiego Valentina Madouasa oraz będącego ostatnio w dobrej formie Davida Gaudu.

A może wszystkich pogodzą Brytyjczycy? Wyspiarze z pewnością woleliby deszczową, jakże kojarzoną z tym krajem pogodę, acz i tak nacja ta wydaje się dysponować bardzo mocną reprezentacją na niedzielny wyścig. Nieco nie widzę co prawda scenariusza, w którym tęczową koszulę zakładają Adam Yates bądź jego brat Simon, mimo wygranej w Strzale Walońskiej wciąż kolarzem z drugiego szeregu w takiej stawce jest Stephen Williams, nie przekonuje mnie także Tom Pidcock, a abstrakcyjny w kontekście walki o medale wydaje się być Oscar Onley, ale właśnie mnogość opcji sprawia, że jako kolektyw kadra ta może po prostu sprawić niespodziankę.

Patrzymy tak na górali bądź bardzo mocnych puncherów, a może wszystkich pogodzi kolarz, którego główną cechą charakterystyczną jest szybkość? Michael Matthews (Australia) dziesiątki razy w karierze pokazywał, że potrafi wytrzymywać ataki rywali by gdzieś w kluczowym momencie odnaleźć się i wygrać finisz z mniejszej grupy, szalone rzeczy w swojej karierze robił już także mistrz świata z Yorkshire, czyli Mads Pedersen (Dania). Typowanie tych zawodników wydaje się na pozór być szaleństwem, ale może jest w nim metoda?

Przeglądając dalej listę startową warto także rzucić okiem w stronę mniej licznych reprezentacji narodowych. Jestem praktycznie pewien, że gdzieś w pewnym momencie niedzielnego wyścigu padnie zdanie „atakuje Ben Healy„. Irlandczyk wraz z drugim nożem swojej kadry, jakim wydaje się być Eddie Dunbar, muszą postawić na ofensywną jazdę, a jak mawiają kolarskie porzekadła – może i 100 ataków zakończy się niepowodzeniem, ale ten 101 da nagle wielki, upragniony sukces. Z podobnego założenia wyjść może także 8. kolarz zeszłorocznych mistrzostw świata, 2. zawodnik tegorocznego Strade Bianche, czyli niepozorny, acz bardzo mocny Toms Skujiņš (Łotwa). 33-latek rzadko nazywany jest faworytem, ale gdy dostaje szanse to zwykle je wykorzystuje. Podobnie gdzieś po cichu w czołówce kręcić mogą się niesamowity Derek Gee (Kanada) oraz 4. kolarz wyścigu olimpijskiego, czyli Attila Valter (Węgry).

Gdzieś w różnych scenariuszach swoją obecność w tym wyścigu zaznaczyć mogą, a zatem i powalczyć o wysokie lokaty, tacy kolarze jak Giulio Ciccone, Antonio Tiberi i Filippo Zana (Włochy), João Almeida (Portugalia), Santiago Buitrago i Daniel Felipe Martínez (Kolumbia), Mattias Skjelmose (Dania), Ben O’Connor (Australia), Maximilian Schachmann i Florian Lipowitz (Niemcy), Jonas Abrahamsen (Norwegia) czy Aleksandr Vlasov (Indywidualny sportowiec).

Reprezentacja Polski wystąpi w składzie Marcin Budziński, Filip Maciejuk, Łukasz Owsian oraz Piotr Pękala.

Transmisja

Eurosport 1 i ich internetowe platformy streamingowe, czyli Max oraz Player pokażą zmagania kolarzy elity mężczyzn od startu do mety. Od 13:25 rywalizację śledzić będzie można także w TVP Sport. Ponadto dostępny jest także dość kulawo działający live timing po każdej rundzie na stronie Tissot Timing.


Wszystko o Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Zurych 2024:

Poprzedni artykułZurych 2024: Lista startowa wyścigu elity mężczyzn
Następny artykułZurych 2024: Puck Pieterse złotą orliczką
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Nerd
Nerd

Tak patrząc na nasz skład, to chłopaki powinni celować w ucieczkę dnia z reprezentantami takich potęg jak: Bangladesz, Tajlandia, Maroko, czy Albania.