Rok temu kolarze Jumbo-Visma wygrali wszystkie trzy wielkie toury – od kilku dni wiemy już, że w tym sezonie nie uda im się to ani razu. A to tylko wierzchołek góry lodowej, bo rzeczy, które nie im w tym roku nie wyszły, była cała masa.
Wiele było zespołów, które w przeszłości absolutnie dominowały nad rywalami. HTC z Cavendishem na czele było nie do powstrzymania na sprinterskich finiszach, Quick-Step straszył swoją szeroką gamą klasykowców, Team Sky nie pozostawiał rywalom żadnych złudzeń w górach… przykłady, także z ostatnich lat można byłoby mnożyć.
Dawno jednak – jeśli nie nigdy, nie było w kolarskim świecie zespołu, który byłby świetny właściwie na każdym polu. Choć nieskuteczność Wouta Van Aerta w sięganiu po zwycięstwa stała się kolarskim memem, to Jumbo-Visma zakończyła sezon, jako zdecydowanie najlepsza ekipa wiosennych klasyków – nawet pomimo braku zwycięstw w monumentach. Do tego dochodziły liczne sukcesy niezawodnych w etapówkach Rogliča i Vingegaarda oraz zakończona trypletem w Vuelta a Espana. Nawet Olav Kooij, który z powodu zespołowej polityki nie dostawał szans w najważniejszych wyścigach sezonu, to gdy stawał w szranki z najlepszymi sprinterami globu, z reguły nie zawodził.
Wyborna forma gwiazd zespołu (wspomnianych Vingegaaarda, Rogliča i Van Aerta), ale także nieco mniejszych nazwisk pokroju Kooija, Dylana Van Baarle (fakt, że tylko w pierwszym wyścigu sezonu), Christophe’a Laporte’a, Tiesja Benoota czy nawet Milana Vadera i Pera Stranda Hagenesa pozwoliła zespołowi zakończyć sezon z 69 zwycięstwami na koncie, a licząc mistrzostwo Europy Laporte’a, żółta maszyna dobiła do okrągłej siedemdziesiątki.
Dziś na podobny wynik nie ma już szans. Na kilka wyścigów przed zakończeniem sezonu na liczniku triumfów Visma | Lease a Bike widnieje liczba 31. To bardzo niewiele, tym bardziej, gdy zauważy się, że rok temu, na tym etapie sezonu, kolarze Richarda Pluggego mogli się pochwalić 34 zwycięstwami w wyścigach zaliczanych do World Touru! Jak widać, nie zgadza się ani ilość, ani jakość odnoszonych sukcesów.
Efekt Kussa?
Częściowo niemoc – szczególnie w wielkich tourach, można wytłumaczyć jednym zdaniem: “Visma | Lease a Bike padło ofiarą swojego własnego sukcesu”. I nie chodzi tu wcale o coś w rodzaju samozadowolenia, które naturalnie przychodzi po dokonaniu wielkich rzeczy – tego, czy pojawiło się ono w głowie Richarda Plugge i pozostałych osób zarządzających holenderskim gigantem, niestety nie wiemy.
Wiemy natomiast na pewno, że obecnie w jego składzie jest wyłącznie jeden kolarz będący pewniakiem do walki o wielkotourowe zwycięstwo. Visma | Lease a Bike nie przespała ostatniego okienka transferowego. Zarówno Cian Uijtdebroeks, jak i Matteo Jorgenson – dwaj kolarze ściągnięci przez nią w czasie międzysezonowej przerwy, już w tym sezonie pokazali, że mają duży potencjał na osiąganie sukcesów nawet w klasyfikacjach generalnych takich wyścigów. Tyle że żaden z nich nie jest zawodnikiem pokroju Primoža Rogliča.
Sprowadzenie kogoś takiego albo utrzymanie Słoweńca, nie narażając się przy okazji na zepsucie atmosfery w drużynie, byłoby zadaniem wyjątkowo trudnym. Trudno kolarza takiego formatu przekonać do jazdy w drużynie, w której nie będzie numerem jeden – zwłaszcza gdy ma on w świeżo w pamięci niesnaski, mające miejsce podczas Vuelta a Espana.
Nieobecność Rogliča to jedno. Drugie to kwestia zwycięzcy wspomnianego przed chwilą wyścigu – Seppa Kussa. Kto wie, czy Amerykanin nie jest dla Visma | Lease a Bike kolarzem ważniejszym, niż Słoweniec. Od sześciu lat pełnił on rolę kluczowego pomocnika w górach – z oszałamiającym efektem. Przed sezonem mógł pochwalić się niesamowitą statystyką – 10 z 12 wielkich tourów, które przejechał, kończyło się podium któregoś z kolarzy obecnego Visma | Lease a Bike. Wyjątki były dwa – w 2018 Steven Kruijswijk zajął “dopiero” 4. miejsce w Vuelta a Espana, zaś w 2022 roku Primož Roglič musiał wycofać się z wyścigu w wyniku upadku. Z kolei te wielkie toury, w których Kussa nie było, jego zespół kończył bez sukcesu – tu zespół zakończył na podium tylko Tour de France z 2019 roku.
W zeszłym roku był wyjątkowo zapracowany – przejechał wszystkie trzy wielkie toury. Tak, zespół nie bez przyczyny bierze Kussa na niemal każdy trzytygodniowy wyścig, który chce wygrać, ale przecież nawet on jest tylko człowiekiem. Trzy wyścigi trzytygodniowe przejechane w ciągu jednego roku, każdy na sto procent możliwości – to musiało się w jakiś sposób odbić na jego startach.
Gdyby podobna sytuacja wydarzyła się w nieistniejącej kolarskiej wersji Football Managera (nie, nie chodzi o Pro Cycling Manager, bo ta gra zdecydowanie słabiej obrazuje długofalowe konsekwencje poszczególnych decyzji), pierwszą rzeczą, którą sam bym zrobił na miejscu włodarzy zespołu, żeby zapobiec szkodom z tego sezonu, byłoby… wczytanie stanu gry sprzed Vuelta a Espana. Nie zabrałbym na ten wyścig Kussa i zobaczył, co się stanie dalej.
Sytuacja między ubranymi w żółte koszulki pretendentów do zwycięstwa w tamtym wyścigu byłaby tam bardziej klarowna, a to mogłoby zmniejszyć dysharmonię wewnątrz zespołu i ułatwić utrzymanie w nim Rogliča. Z kolei samemu Amerykaninowi łatwiej byłoby wtedy wypracować odpowiednią formę na trwający obecnie sezon, a jego morale wcale nie musiałoby ucierpieć – zapewne nawet przez myśl nie przeszłoby mu nawet, że stracił właśnie szansę na wielkotourowy triumf. Oczywiście na koniec mogłoby się okazać, że takie działanie nie przyniosłoby oczekiwanych skutków (np. Roglič odszedłby tak czy inaczej, licząc na pozycję lidera zespołu w Tour de France), ale wtedy można byłoby… wrócić do późniejszego zapisu, tracąc jedynie nieco czasu, który przecież można byłoby poświęcić na aktywności bardziej pożyteczne niż kilkugodzinne wysiadywanie przed komputerem.
Niestety, życie to nie Football Manager i nigdy nie dowiemy się, jakie konsekwencje przyniosłoby podjęcie innej decyzji. Zresztą, to właściwie bez znaczenia. Fakty są bowiem takie, że na całościowy obraz tego wciąż trwającego sezonu w wykonaniu Visma | Lease a Bike większy wpływ niż jakakolwiek decyzja ma… nadzwyczajny pech.
Wielki tour wokół porażek
Patrząc na to, co dzieje się w tym roku z holenderskim zespołem, można byłoby napisać, że Primož Roglič odchodząc z zespołu, pozostawił w spadku po sobie klątwę ciążącą dotychczas nad nim. Z tym zdaniem są jednak dwa problemy – po pierwsze, tegoroczne Tour de France pokazało, że Słoweniec zabrał ją jednak ze sobą. Po drugie – nawet Rogliča nie spotkała nigdy taka seria nieszczęść, jak w tym roku szefów Visma | Lease a Bike.
I poniekąd właśnie jedną z ofiar tej serii nieszczęść jest Sepp Kuss. W Tour de France – najważniejszym wyścigu sezonu nie wystartował nie z powodu zmęczenia poprzednim sezonem, a dlatego, że w momencie rozpoczęcia wyścigu odczuwał jeszcze skutki zakażenia się koronawirusem. Nie był jedyny, ponieważ Dylana Van Baarle i Stevena Kruijswijka z udziału w Wielkiej Pętli wykluczyła kraksa. W ciągu kilku ostatnich dni przed Tour de France, Visma | Lease a Bike straciła więc blisko połowę swojego składu na ten wyścig. I nie był to wcale jej największy problem.
Jeszcze gorsze było to, że przygotowania jej lidera – Jonasa Vingegaarda zostały niemal całkowicie storpedowane przez kontuzję odniesioną w wyniku pamiętnej kraksy z Wyścigu Dookoła Kraju Basków. Przez dwa ostatnie, kluczowe miesiące przygotowań, Duńczyk zamiast szlifować formę przed najważniejszym wyścigiem na świecie i kolejnym starciem z Tadejem Pogačarem, musiał błyskawicznie do niej wracać. Wrócił na tyle późno, że nie wystartował już przed Wielką Pętlą w żadnym wyścigu.
– Jonas jest obrońcą tytułu. Wygrał Tour de France dwa razy z rzędu, więc nie może pojechać tam na wycieczkę – musi być gotowy na 100 procent. – mówił Plugge jeszcze w maju. Jednak gdy Vingegaard do Francji już przyjechał, nieco zmienił ton, nieco sugerując, że forma jego podopiecznego jest pewną niewiadomą. Skończyło się happy endem – 27-latek zajął 2. miejsce, jednak tym razem okazał się słabszy, niż Tadej Pogačar. I choć sam mówił, o tym, że jest w życiowej formie, wskazując na wykręcane przez siebie waty, to trudno zakładać, że zakłócone przygotowania nie miały żadnego wpływu na jego dyspozycję we Francji.
Tour de France zakończyło się dla Visma | Lease a Bike względnym sukcesem w przeciwieństwie do dwóch pozostałych wielkich tourów. Tam nikt nie wymagał od nich końcowego zwycięstwa, jednak kolarze, którzy się tam wybrali i tak mieli wyznaczone swoje cele. I tu niestety znów pojawia się pech.
Tym, którzy jakimś cudem zdążyli zapomnieć, przypominamy – Wout Van Aert wycofał się z Vuelta a Espana po upadku, gdy był na prostej drodze do wygrania klasyfikacji punktowej i najlepszego górala dopiero jako czwarty kolarz w historii. Z kolei wcześniej, podczas Giro d’Italia, dzień po swoim pierwszym etapowym zwycięstwie choroba wykluczyła z dalszych startów zarówno Kooija, jak i Uijtdebroeksa.
Tragedia klasyczna
Zresztą we Włoszech Kooij i Uijtdebroeks największymi gwiazdami w składzie swojego zespołu byli wbrew pierwotnym planom. Obok nich w składzie miał się przecież znajdować Wout Van Aert, o którego pechu również mógłby powstać długi artykuł. To niesamowite, jak dużo w tym sezonie ominęło świetnego Belga.
Zmieniony ostatniej zimy tryb przygotowań miał poskutkować tym, że w końcu uda mu się wygrać pierwszy w karierze brukowany monument. I początek sezonu był całkiem optymistyczny – udany weekend otwarcia sygnalizował, że forma Belga jest w odpowiednim miejscu.
Niestety później zaczęła się prawdziwa katastrofa. O ile wydarzenia z E3 Saxo Bank Classic, gdzie Van Aert przewrócił się akurat wtedy, gdy zaatakował Mathieu van der Poel, były dość typowe dla fortuny Belga (podobną sytuację widzieliśmy rok wcześniej podczas Paryż-Roubaix), to już kraksa, której uległ pięć dni później, całkowicie przedefiniowała jego sezon. Po upadku podczas Dwars door Vlaanderen okazało się nagle, że może zapomnieć o monumentach, do których szykował się przez cały okres przygotowawczy. Fakt, że kraksa, jak okazało się niedługo później, wykluczyła go również z Giro d’Italia, jest przy tym fraszką.
Co gorsza kolarska kosa nie zatrzymała się na nim – innym członkom klasycznej formacji zespołu dopiekła ona tylko odrobinę mniej. Najlepiej pokazuje to chyba skład, w którym Visma | Lease a Bike wystartowało w Paryż-Roubaix. Edoardo Affini, Per Strand Hagenes, Christophe Laporte, Julien Vermote, Tim Van Dijke i Mick Van Dijke. Z drużyny, w której podczas weekendu otwarcia wygrać któryś z ważnych klasyków, mógł niemal każdy, ostał się wyłącznie wykończony kilkutygodniową chorobą Christophe Laporte, bo Dylan Van Baarle – również zgłoszony do wyścigu, musiał wycofać się tuż przed jego rozpoczęciem.
To jeszcze nie koniec
Tak, obecny sezon jest dla Visma | Lease a Bike prawdziwym koszmarem, nawet mimo tego, że prawdopodobnie tak jak rok wcześniej zajmą w rankingu UCI drugie miejsce za UAE Team (choć zdobędą o ok. ⅓ mniej punktów, niż wtedy). Owszem, kraksy, choroby i inne nieprzewidziane zdarzenia są w kolarstwie normą, tylko że… nie w takiej skali. Duże perturbacje spotykały największe gwiazdy Visma | Lease a Bike niemal przed każdym wielkim tourem i monumentem tego sezonu. A nielicznych szczęśliwców, których omijały je przed wyścigiem, dopadały już w jego trakcie. Wyjątkiem jest Liege-Bastogne-Liege, jednak marne to pocieszenie dla zespołu, który kolarzy mogących uchodzić za faworytów tego wyścigu (poza Woutem Van Aertem) właściwie nie ma.
Bardziej pocieszający dla włodarzy zespołu jest jednak fakt, że tak pechowego sezonu nie da się powtórzyć. I owszem, w składzie holenderskiego zespołu nie ma już Primoža Rogliča, ale wciąż znajdują się dwaj w nim pozostali zwycięzcy wielkich tourów z 2023 roku, a od nowego sezonu dołączy do nich Simon Yates. Zaś o tym, jaki potencjał ma klasyczne zastawienie Vismy najlepiej przekonacie się oglądając powtórkę tegorocznego Omloop Het Nieuwsblad. Wczorajsze mistrzostwo Europy Edoardo Affiniego, ani wciąż możliwa wygrana któregoś z jego kolegów w Il Lombardia w ostatnim wyścigu sezonu raczej nie zmieni smutnego obrazu tego zespołu z ostatnich kilku miesięcy. Jednak mimo to, można się spodziewać, że to nie jest jeszcze ostateczny upadek kolosa, a w przyszłym sezonie dominację jego kolarzy będziemy oglądać częściej niż tylko podczas Tour de Pologne.








Cudowna analiza! Widać włożoną pracę i miło się czyta. W sumie jak zawsze 😉 doceniamy!
Zgadzam się z Domelem a minus jedynie mogę dodać za Pro Cycling Managera, jak na tak trudny sport jak kolarstwo silnik i mechanizmy gry oddają w bardzo dużym stopniu rzeczywistość choć w tej kwestii fakt – trzy Wielkie Toury jednego sezonu nie odbijają się w kolejnym sezonie ani trochę 😉
Kuss na Vuelcie wyglądał dobrze, to jednak skutki odczuł po kilku miesiącach. Być może podobne obawy miał Tadej, zakładając nawet ze by wygrał, mogło się okazać, że ma to poważne skutki.
Tak, właśnie do tegk, co napisałeś w ostatnim zdaniu piłem. FM bije PCM na głowę, jeśli chodzi o zarządzanie długoterminowe. Ile ja bym dał, żeby w FM-ie moi chłopcy z Cracovii reagowali kondycyjnie na sezon z półfinałem Ligi Konferencji tak dobrze jak kolarze w PCM-ie na sezon z trzema wielkimi tourami (:
Poza tym, kapitalnie byłoby w PCM zobaczyć tam takie zarządzanie dynamiką wewnątrzzespołową. Wyobraź sobie, że po Vuelcie przeglądasz skrzynkę mailową, a tam wiadomość od Addy’ego Engelsa: „Primož Roglič kazał mi przekazać, że jest bardzo niezadowolony po tym, jak nie wywiązał się pan z obietnicy dotyczącej jego roli w zespole podczas Vuelta a Espana i nie wyobraża sobie dalszej przeszłości w zespole”…
Z drugiej strony, możesz mieć rację. Jak się nad tym chwilę zastanowiłem, to przyznaję, że PCM nie jest tak prymitywną grą, jak mi się przez moment wydawało. Specyfika kolarstwa jako sportu powoduje, że ma się tam zdecydowanie większą kontrolę nad zawodnikiem w trakcie wyścigu niż w FM-ie nad piłkarzem w trakcie meczu. Chyba więc rzeczywiście powinienem lekko skorygować dopisek w nawiasie, choć jego meritum nie zmieni to w najmniejszym stopniu.
Dzięki
rozwlekłe, niestrawne
Pomysł przypodobania się kibicom
Twitterowym i sprezentowania Seppowi zwycięstwa na Vuelcie ma swoje skutki. Sepp sympatyczny gość ale tegoroczna Vuelta pokazała że jednak daleko mu do lidera GC. A TVL pewnie teraz skręca wewnątrz jak czyta że Tadek po raz pierwszy od ilustam lat wygrał 2 Toury w jednym roku. W zeszłym Jonas lub Primoz mieli to w kieszeni ale musieli to oddać Seppowi.
Przepraszam, Sepp, jeśli Cię uraziłem. Naprawdę szanuję Cię jako kolarza i przykro mi, jeśli poczułeś się dotknięty. Swoją drogą, dobrze piszesz po polsku, jak na Amerykanina. Ciebie też kolarsko wychowali Polacy?
A zatem może to sabotaż?
Świetny artykuł widać, że autor był rzetelnie przygotowany