fot. Decathlon AG2R La Mondiale / Getty Sport Images

Ależ to był wyścig! Po Giro d’Italia i Tour de France całkowicie zdominowanych przez jednego kolarza La Vuelta a España dała nam zupełnie inne emocje – te były związane nie tylko z walką na etapach, ale i przez długi okres czasu bardzo otwartą sytuacją w klasyfikacji generalnej. Finalnie triumfatorem został Primož Roglič, a my jeszcze raz przyjrzyjmy się co warto zapamiętać z tego wyścigu.

Takiego scenariusza na wyścig nie napisałby chyba nikt. Genialna ucieczka Bena O’Connora na 6. etapie sprawiła, że przez kolejne dni długo zastanawialiśmy się czy Australijczyka uda się dogonić jego rywalom, a pasywnie jadący Primož Roglič był kąsany przez szukających swoich szans Enrica Masa, Richarda Carapaza czy Mikela Landę. Z biegiem czasu wszyscy zdaliśmy sobie sprawę, że Słoweniec bez pechowego zdarzenia jest nie do ruszenia, a lider z Decathlon AG2R La Mondiale Team prędzej czy później skapituluje, ale to nadal było naprawdę ciekawe widowisko. 79. La Vuelta a España przyciągała przed telewizory nie tylko walką o klasyfikację generalną, ale i bardzo ciekawymi odjazdami, emocjonalnymi zwycięstwami czy dzięki Woutowi van Aertowi, który dwoił się i troił, ale niestety po pechowym upadku nie dowiózł do mety żadnej z dwóch koszulek, których posiadaczem był na początku 3. tygodnia. Pora obszernie podsumować to co za nami.

Primož Roglič ma patent na Vueltę

Wiecie jaki aktywny kolarz ma najwięcej wygranych wielkich tourów w tym momencie? Nie, nie jest to jeszcze Primož Roglič, acz Słoweniec znajduje się samodzielnie w tabelach wyłącznie za plecami zmierzającym powoli ku końcowi kariery Chrisem Froomem. Brytyjczyk takich zwycięstw ma 7, 34-letni triumfator tegorocznej La Vuelty zgromadził ich z kolei 5 i wyprzedza takie sławy jak Tadej Pogačar (4) czy Jonas Vinegaard (2).

Czy wygrana Primoža Rogliča w 79. edycji La Vuelta a España była wyjątkowo piękna? Niespecjalnie. Słoweniec wygrał co prawda po drodze 2 etapy, w tym przede wszystkim pokazał wszystkim, że będzie głównym faworytem już 4. dnia na Pico Villuercas, ale w ogólności był to występ bardzo spokojny, przepełniony pragmatyzmem i raczej taki, którego nie będziemy wspominali latami. 34-latek po raz 4. w karierze wygrał La Vueltę i chyba najlepiej podsumować jego wielki dorobek słowami „zwycięzców się nie sądzi”.

fot. Red Bull – Bora – hansgrohe
Królestwo uciekinierów

Ile odjazdów dojechało skutecznie do mety przed peletonem podczas 79. edycji La Vuelta a España? Gdy siadałem do tego tekstu to miałem wrażenie, że cała masa, acz w rzeczywistości było ich „tylko” 9. W pamięć zapadły mi jednak zapewne nie dlatego, że były aż tak częste czy skuteczne, ale dlatego, że były wiele razy naprawdę piękne i wyjątkowe. Dwa triumfy Pablo Castrillo z piękną dedykacją dla zmarłego założyciela Equipo Kern Pharma, w tym ten drugi odniesiony po epickiej batalii na Cuitu Negru, gigantyczna pewność siebie kolarzy tej hiszpańskiej drużyny jadącej z dziką kartą na 18. etapie zakończonym wygraną Urko Berrade, szalona szarża Bena O’Connora na 6. odcinku, która dała mu długie prowadzenie i finalnie 2. lokatę w klasyfikacji generalnej, piękne zwycięstwo Wouta van Aerta, niesamowita wola walki Marca Solera, bardzo długa solowa akcja Adama Yatesa czy wreszcie psikus jaki swoim towarzyszom odjazdu sprawił Eddie Dunbar – praktycznie każda ucieczka miała jakąś historię i swoje piękno dzięki czemu śledziło się je z zapartym tchem, a przecież były też takie, które nie zakończyły się powodzeniem. Pod tym względem, mówiąc potocznie, La Vuelta po prostu dowiozła z poziomem emocji.

fot. Equipo Kern Pharma / Sprint Cycling Agency
Pechowy jak Wout van Aert

Tegoroczny wyścig, jak zresztą każdy wielki tour, to nie tylko chwile piękne, ale i smutne historie. Choroby i inne zdarzenia już w pierwszej połowie zmagań wyeliminowały faworyzowanych João Almeidę i Antonio Tiberiego, do mety nie dotarł także jadący świetnie w 1. tygodniu Lennert Van Eetvelt, mający spore ambicje Giulio Ciccone czy kończący karierę Rigoberto Urán, ale jedno wycofanie było dla wszystkich chyba najbardziej znaczące – po kraksie na zjeździe pod koniec 16. etapu do mety nie dotarł poważnie poturbowany Wout van Aert. Choć Belg niczego nie połamał to uraz kolana okazał się być na tyle poważny, że zawodnik Team Visma | Lease a Bike musiał zakończyć starty w sezonie 2024.

Nie ma co się jednak rozwodzić nad sytuacją 29-latka w artykule podsumowującym La Vueltę, której ten był jednym z największych bohaterów. 3 wygrane etapy, do tego cztery lokaty na etapowym podium, pewne prowadzenie w klasyfikacji punktowej i skuteczna walka w zestawieniu na najlepszego górala, którego Belg był liderem po 15. odcinku sprawiły, że Team Visma | Lease a Bike mogła na chwilę zapomnieć o całkowitym blamażu broniącego tytułu Seppa Kussa czy innych kłopotach. I tylko żal, że Wout van Aert kolejny raz w karierze okazał się być pechowcem nie docierając do mety w Madrycie…

Foto: Rafa Gomez/SCA/Cor Vos © 2024 / Team Visma | Lease a Bike
Kaden „grandtourowiec” Groves

Po 1 kwietnia 2023 roku Kaden Groves odniósł w swojej karierze 7 zwycięstw etapowych, a także zgarnął 2 koszulki punktowe. Były to kolejno 5. odcinek Giro d’Italia 2023, 3 etapy i klasyfikacja punktowa Vuelta a España sprzed roku oraz analogiczny dorobek uzyskany w tegorocznej edycji. 25-latek ma jakiś patent na wielkie toury i odżywa podczas nich robiąc niesamowite rzeczy. Wiadomo – w tym roku stawka sprinterska była bardzo uboga, ale wygrywać nadal trzeba potrafić, a Australijczyk był po prostu półkę wyżej od praktycznie każdego poza Woutem van Aertem, którego także dawał radę ogrywać. Kaden Groves z pewnością nie zapisał się w pamięci kibiców jako jeden z bohaterów tego wyścigu, ale trzeba mu oddać, że potrafi robić swoje jak mało kto w peletonie.

Zagubione UAE Team Emirates

Tadej Pogačar nie może jechać każdego wyścigu, a tegoroczna dyspozycja Seppa Kussa bardzo dobitnie pokazuje jak bardzo można wyeksploatować organizm jadąc wszystkie trzy wielkie toury w jednym sezonie, zatem podczas 79. edycji La Vuelta a España ekipa Słoweńca musiała sobie radzić bez swojego największego gwiazdora. Wydaje się także, że to ze względów dyscyplinarnych powołania nie otrzymał Juan Ayuso, w obliczu czego João Almeida i Adam Yates zostali liderami na klasyfikację generalną. Oczekiwania nadal były ogromne, zaś efekt… Portugalczyk wycofał się z powodu choroby, Brytyjczyk zaś poza genialną akcją na 9. etapie był cieniem siebie i uplasował się w drugiej dziesiątce. Najwyżej sklasyfikowanym kolarzem UAE Team Emirates był zaś niespodziewanie Pavel Sivakov, który zajął dopiero 9. miejsce. Dla tej ekipy to z pewnością porażka.

Na osłodę kolarze bliskowschodniej formacji napędzanej petrodolarami zgarnęli jednak 3 etapy (wspomniany triumf Adama Yatesa, czasówka Brandona McNulty’iego oraz wygrana Marca Solera), a także byli najlepsi w klasyfikacji górskiej, gdzie do końca bratobójczy pojedynek toczyli Jay Vine i Marc Soler. Warto jednak pamiętać, że Australijczyk i Hiszpan wcześniej dostawali bęcki od Wouta van Aerta nie potrafiąc mu się przeciwstawić, koszulka ta zatem jest dla nich pewną nagrodą pocieszenia wywalczoną dzięki sprzyjającym okolicznościom, nie zaś wyraźnej dominacji w wyścigu.

Gdzie ci Polacy?

Kolarze podczas wyścigów mają różne zadania – jedni walczą o etapy, inni o klasyfikację generalną czy poboczne, a jeszcze inni wyłącznie skupiają się na pomaganiu swoim liderom. Do tej ostatniej grupy można było zaliczyć z pewnością obu Polaków obecnych na starcie 79. edycji La Vuelta a España, aczkolwiek dość przykro śledziło się ich rezultaty na kolejnych odcinkach. Kamil Gradek (Bahrain-Victorious) stracił swojego lidera na 9. etapie, kiedy to wycofał się Antonio Tiberi, a w wyścigu nie jechał już także Damiano Caruso, Łukasz Owsian (Arkéa – B&B Hotels) wspierał zaś Cristiána Rodrígueza – 13. kolarza wyścigu. Wiadomo, taka praca, ale szkoda, że choć raz nie zobaczyliśmy biało-czerwonej flagi np. przy nazwisku jednego z uciekinierów.

Ciasno w czołówce

Po całkiem sporych różnicach już na Pico Villuercas na 4. etapie i fantastycznej ucieczce Bena O’Connora z 6. odcinka wydawało się, że tegoroczna La Vuelta a España zakończy się z ogromnymi różnicami w klasyfikacji generalnej – takimi jakie mogliśmy oglądać podczas Giro d’Italia i Tour de France. Choć to właśnie hiszpańska trzytygodniówka miała najtrudniejszą trasę jeśli patrzeć wyłącznie na liczbę pokonywanych metrów przewyższenia, których organizatorzy przygotowali na przestrzeni 3 tygodni przeszło 60 tysięcy, to jednak podczas La Vuelty do końca w czołówce było ciasno, a różnice na mecie okazały się być najmniejsze.

Wspomniany już pragmatyczny Primož Roglič nie miał interesu by nadrabiać nad rywalami jakby będąc pewnym, że finałowa czasówka i tak będzie działała na jego korzyść, Enric Mas, Richard Carapaz czy Mikel Landa nie potrafili na dobre zerwać rywali z koła i nawet jeśli nadrabiali to stosunkowo niewiele, a Ben O’Connor genialnie minimalizował straty kończąc zmagania na 2. miejscu. Z perspektywy czasu można tylko żałować, że na 6. etapie z Australijczykiem nie utrzymał się również obecnym w tamtym odjeździe Florian Lipowitz – Niemiec z Red Bull – BORA – hansgrohe był wówczas 3. na etapie tracąc 5:12 do zwycięzcy, zaś w klasyfikacji generalnej na koniec wyścigu zbliżył się do niego nawet na 4:29. To już jednak tylko gdybanie, a i tak trzeba po prostu docenić jak wyrównany to był wyścig, co zresztą świetnie ukazuje poniższa tabela:

Liczba kolarzy w: Giro Tour Vuelta
3 minutach 1 1 2
5 minutach 1 1 4
10 minutach 2 3 8
15 minutach 6 3 11
20 minutach 8 4 13
30 minutach 12 10 14
1 godzinie 20 18 18

 

Mój pierwszy raz

Tegoroczna La Vuelta a España przyniosła wielu kolarzom ich „pierwsze razy”. Warto zatem je zebrać w jednym miejscu:

  • 1. wygrana w karierze: Pablo Castrillo, Urko Berrade
  • 1. zwycięstwo na poziomie World Tour: Equipo Kern Pharma, Eddie Dunbar, Pavel Bittner
  • 1. etap wielkiego touru w karierze: Stefan Küng
  • 1. raz na podium wielkiego touru: Ben O’Connor
  • 1. koszulka za klasyfikację poboczną wielkiego touru: Mattias Skjelmose, Jay Vine

A Wy z czego zapamiętacie 79. edycję La Vuelta a España? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach!


Wszystko o 79. Vuelta a España:

Poprzedni artykułPaul Magnier z wstrząsem mózgu po wypadku
Następny artykułMarc Hirschi i Arvid de Kleijn najlepsi na zapleczu World Touru – wyniki z niedzieli
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Kuba
Kuba

Moim zdaniem bardzo ciekawa Vuelta. Wielki pościg za Benem, który udał się jedynie Primożowi. Seria niesamowitych ucieczek i odjazdów. Niespodziewane zwycięstwa Castrillo, Dunbara i Berrade.
Dla UAE nie był to wcale nieudany wyścig: mimo straty Almeidy – 3 zwycięstwa etapowe i koszulka górala.
Z rozczarowań: kompletnie pogubiony Soudal na 18. etapie co kosztowało Landę ostatecznie co najmniej 3 miejsca (ciekawe co tam się wydarzyło). No i Ineos – bez zwycięstwa etapowego, Rodriguez na 10. miejscu.

Piotrek
Piotrek

Ciekawy bo nie było największego koksiarza .Wyglądalo na uczciwą rywalizację wszystkich kolarzy a nie jeden który nie dawał wygrać uciekinierom Pazerny jak Armstrong

Tomek
Tomek

UEA to pestka w porównaniu do ogólnego kryzysu, w jakim znalazł się Ineos.

PAPSI
PAPSI

@piotrek zawsze znajdzie się w komentarzach jakiś piotrek rodem z klanu ruskich troli