fot. UCI

Trzeciego dnia rywalizacji w kolarstwie torowym na igrzyskach olimpijskich w Paryżu ściganie zainaugurowali sprinterzy. Jedyny reprezentant Polski, Mateusz Rudyk, w kwalifikacjach ustanowił nowy rekord Polski, a w 1/32 finału pokonał Nowozelandczyka Sama Dakina i awansował do kolejnej fazy rywalizacji. 

Mateusz Rudyk od lat jest najlepszym polskim sprinterem ścigającym się na torze. Polak zainaugurował dziś swoje drugie igrzyska w karierze, choć − jak pamiętamy − jeszcze kilka dni temu jego nazwiska widniało na liście kolarzy tymczasowo zawieszonych przez Międzynarodową Unię Kolarską. „Problem proceduralny”, jak w rozmowie z Naszosie.pl nazwał nieprzyjemną sytuację lekarz kadry Robert Pietruszyński, został jednak wyjaśniony, a Mateusz Rudyk mógł przygotowywać się do startu na welodromie w Saint-Quentin-en-Yvelines.

Dziś Polak wyjechał na pachnące nowością deski toru w kwalifikacjach, tradycyjnie rozgrywanych na dystansie 200 metrów ze startu lotnego. Pobił w nich swój rekord życiowy, a zarazem rekord kraju, uzyskując czas 9,416 s, co dało 11. pozycję. Dwaj czołowi zawodnicy − Holender Harrie Lavreysen i Australijczyk Matthew Richardson − pobili rekord globu, co po raz kolejny potwierdziło, że francuski welodrom sprzyja osiąganiu bardzo dobrych czasów.

− On był zawsze uważany za jeden z najszybszych torów w Europie, przez to, że ma wysokie ściany, ale Francuzi na igrzyska wyszlifowali go, wymienili deski. To jest praktycznie nowy tor, też podkręcają temperaturę, żeby te rekordy padały. Zawody są na bardzo wysokim poziomie

− mówił nam Mateusz Rudyk po biegu 1/32 finału, w którym trafił na Nowozelandczyka Sama Dakina.

Polak mógł odczuć déjà vu bowiem na igrzyskach olimpijskich w Tokio na tym etapie rywalizacji mierzył się z innym reprezentantem kraju z Oceanii − Samem Websterem. Tym razem uniknął jednak powtórki z japońskiej imprezy i awansował do 1/16 finału.

− Jestem z siebie zadowolony, bo w kwalifikacjach pojechałem swój rekord życiowy i rekord Polski. Niestety dało to dopiero 11. miejsce. Teraz pierwszy bieg z Nowozelandczykiem wygrany i zobaczymy, co będzie dalej. Mówiłem, że będę najlepszy w swoim życiu i jestem, ale jeżdżą po prostu szybciej i ja z tym nic nie zrobię

− tłumaczył polski sprinter.

− Ciężko mówić tu o uldze, bo wiem, na jakim jestem teraz poziomie. Nie ukrywajmy − 11. czas kwalifikacji nie napawa jakimś optymizmem, ale staram się jak mogę. Staram się walczyć do końca i zobaczymy, gdzie dotrę

− dodał.

O awans do kolejnej fazy zmagań Mateusz Rudyk zmierzy się z wielokrotnym medalistą mistrzostw świata i Europy, a także igrzysk olimpijskich − Holendrem Jeffrey’em Hooglandem. Konstrukcja sprinterskiej drabinki sprawia, że przegrana w 1/16 i 1/8 finału nie oznacza bezpośredniej eliminacji. Kołem ratunkowym są repasaże, jednak miejmy nadzieję, że nie będzie ono potrzebne polskiemu zawodnikowi.

Z welodromu w Saint-Quentin-en-Yvelines dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułTour de France Femmes 2024: Katarzyna Niewiadoma i Agnieszka Skalniak-Sójka w składzie Canyon//SRAM Racing
Następny artykułVuelta a Burgos 2024: Sepp Kuss z etapem i koszulką lidera
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Majkel Wantyrnałt.
Majkel Wantyrnałt.

Jak można mówić o nadziei medalowej przy jedenastym czasie?