Wielu kibiców cały sezon czekało na ten moment – już w sobotę rozpocznie się 111. edycja Tour de France, a podczas niej dojdzie do jednego z najgłośniejszych pojedynków w ostatnich latach w kolarstwie. Naprzeciw siebie staną zwycięzcy w sumie aż 16 wielkich tourów, w tym przede wszystkim broniący tytułu Jonas Vingegaard, uważany za jego głównego rywala Tadej Pogačar, polujący od lat na ten triumf Primož Roglič oraz najmłodszy z tego grona Remco Evenepoel!
Historia Tour de France widziała już wiele epickich pojedynków. Począwszy od 1903 roku, kiedy to wygrał Maurice Garin, a który to rok później po zwycięstwie został zdyskwalifikowany za korzystanie z pomocy m.in. pociągów, Wielka Pętla przyciągała na swój start największe gwiazdy światowego peletonu, które czasem dominowały, a innym razem toczyły niesamowite boje ze swoimi konkurentami do ostatniej kropli krwi. Coppi kontra Bartali, Anquetil przeciwko Bahamontesowi i Poulidorowi, Merckx, a później Hinault kontra Zoetemelk, Armstrong vs Ullrich (choć to akurat źle się zestarzało), Contador kontra Evans i bracia Schleck czy później Team Sky przeciwko reszcie świata – wymieniłem tylko kilka pojedynków, które pamięta cały kolarski świat, a było ich zdecydowanie więcej. 2024 rok przyniesie nam kolejny akt walki między zwycięzcami w sumie aż 6 ostatnich edycji, a przede wszystkim pomiędzy Jonasem Vingegaardem i Tadejem Pogačarem.
Na zatytułowanie tej zapowiedzi Gwiezdnymi Wojnami pozwoliłem sobie jednak nie ze względu na walkę wyłącznie Duńczyka z Słoweńcem – tegoroczne Tour de France przyciągnęło bowiem, mam przynajmniej takie wrażenie, rekordowo dużo naprawdę mocnych zawodników reprezentujących barwy więcej niż 2 drużyn, a tak często bywało w poprzednich latach. Po długiej i miejscami nudnej dominacji Team Sky, szalonych występach młodego Tadeja Pogačara i triumfach z zimną krwią Jonasa Vingegaarda ta edycja zapowiada się na papierze na niezwykle otwartą i wyrównaną, choć jej głównych aktorów odmienianych przez wszystkie przypadki jest „zaledwie” czterech. Wczoraj w naszym portalu mogli już Państwo przeczytać o trasie, na której odbędzie się ta walka (kto nie czytał odsyłam pod ten link do tekstu autorstwa Aleksandry Górskiej), a my tymczasem skupmy się na tym kto ma jakie argumenty za tym by sięgnąć po sukces w 111. Tour de France!
Obrońca tytułu
Dwie ostatnie edycje Wielkiej Pętli padły łupem Jonasa Vingegaarda i wielu uznało już, że na Duńczyka przez kolejne wiele lat nie będzie mocnych. Życie bywa jednak przewrotne i poważna kraksa podczas Itzulia Basque Country, długi pobyt w szpitalu i bardzo późny powrót na rower stawia pod sporym znakiem zapytania obecną dyspozycję 27-letniego kolarza urodzonego w duńskim Hillerslev. Rybiarz, jak niektórzy zwą Jonasa Vinegaarda ze względu na to gdzie za młodu pracował, wciąż jest jednak sportowym fenomenem i to właśnie na niego stawia najwięcej osób.
W XXI wieku nie ma już praktycznie szans by wygrać Tour de France bez dobrego zespołu u swojego boku. Team Visma | Lease a Bike wysyła do Francji skład mocny, acz przeżywający wiele niekoniecznie pozytywnych perypetii w ostatnim czasie. Tuż przed startem Wielkiej Pętli z powodu powikłań po przejściu koronawirusa wycofany został główny pomocnik Jonasa Vingegaarda, czyli Sepp Kuss, w obliczu czego wydaje się, że z Duńczykiem najdłużej w górach jeździć powinni doświadczony Wilco Kelderman i będący objawieniem tego sezonu Matteo Jorgenson.
Z pewnością wielu liczy na to, że niczym w 2022 roku ponownie w górach swoją niebywałą wszechstronność pokaże także Wout van Aert. Belg wydaje się, że nie odczuwa już skutków kraksy z końca marca, ale jednocześnie planowo nie szykował się do Tour de France co może mieć wpływ na jego dyspozycję. Przed najcięższą selekcją u boku Jonasa Vingegaarda kręcić powinni także solidni Jan Tratnik i dowołany na ostatnią chwilę Bart Lemmen, ale z pewnością nie będą oni do końca przy swoim liderze. W nieco prostszym terenie wielką pracę do wykonania będą mieli z kolei Christophe Laporte i Tiesj Benoot.
Gwiazdozbiór UAE Team Emirates
Moją pierwszą myślą po zobaczeniu składu bliskowschodniej formacji było „to powinno być nielegalne”. Wydaje się bowiem, że takiej liczby naprawdę czołowych zawodników skupionych w jednym zespole nie było chyba nigdy, a na pewno tak długo jak tylko sięgam pamięcią. UAE Team Emirates od lat kupuje naprawdę wielkie gwiazdy, a teraz zebrało wszystkie w jednym miejscu z jednym celem – Tadej Pogačar ma powrócić po 2 latach przerwy na tron w Tour de France, a przy okazji być pierwszym kolarzem w XXI wieku, któremu uda się ustrzelić dublet Giro-Tour.
U boku niesamowitego 25-letniego Słoweńca ponownie znajdzie się Adam Yates, czyli 3. kolarz zeszłorocznej Wielkiej Pętli. Tym razem jednak nie mamy nawet 100-procentowej pewności czy to właśnie 31-letni Brytyjczyk będzie jako ostatni dawał zmiany dla Tadeja Pogačara, albowiem w składzie UAE Team Emirates znaleźli się także dotychczas jeżdżący głównie na siebie Juan Ayuso i João Almeida. 21-letni Hiszpan i 25-letni Portugalczyk znają już smak podium w wielkim tourze i obu stać na naprawdę wiele – pytanie jak będzie wyglądała współpraca w gwiazdozbiorze spod znaku UAE Team Emirates.
Przy tak mocnych kolegach wydaje się, że jak najdłużej utrzymywać ich w komfortowej sytuacji będą się starali pozostali czterej muszkieterowie z bliskowschodniej ekipy. W górach na długie zmiany stać Pavla Sivakova i Marca Solera, w przejściowym terenie wielką robotę do wykonania będzie miał Tim Wellens, zaś po płaskim swoich liderów przeprowadzać powinien przede wszystkim Nils Politt. Co za skład!
Spełnić marzenie
Primož Roglič po 8 latach odszedł z Jumbo-Visma w jednym celu – by zostać samodzielnym liderem na Tour de France i zostać otoczonym mocną pomocą w drodze do tego sukcesu. Wszystko to dała mu BORA-hansgrohe, która na rzecz 3-krotnego zwycięzcy La Vuelta a España (2019-21) i triumfatora Giro d’Italia (2023) wystawia do boju swoje największe gwiazdy w postaci Jaia Hindleya i Aleksandra Vlasova.
34-letni Słoweniec po swojej stronie ma nie tylko tych dwóch górali, ale także dużo świeższą nogę od swojego rodaka potencjalnie zmęczonego wiosną i Giro d’Italia, a także to, że najszybciej ze wszystkich wrócił do treningów po kraksie podczas Itzulia Basque Country. Wygrana podczas Critérium du Dauphiné z kolei pokazała, że forma jest wyborna – jak na to odpowiedzą wielcy nieobecni Delfinatu?
Ten czwarty?
Czytając przekazy medialne wszyscy mówią o czterech głównych faworytach 111. Tour de France. W każdym z nich jednak Remco Evenepoel wydaje się być wypisywany dopiero po opisanej powyżej trójce – tak jakby z jednej strony był uznawany za groźnego dla nich rywala, z drugiej jednak kolarza nieco słabszego. Z pewnością po stronie Belga z Soudal Quick-Step stoi genialna umiejętność jazdy na czas, podczas której 24-latek może sporo nadrobić nad rywalami bądź odrobić straty podczas finałowego odcinka do Nicei. Nie zapominajmy także, że Remco Evenepoel ma już w swoim dorobku wygraną w wielkim tourze, podczas którego jednym z jego rywali był Primož Roglič.
U boku 24-latka znajdzie się zespół, który był budowany właśnie z myślą o walce w trzytygodniówkach – to dla potencjalnego sukcesu w Tour de France do belgijskiej formacji został sprowadzony m.in. Mikel Landa. W górach pracę do wykonania będzie miał także 8. w tegorocznym Giro d’Italia Jan Hirt, Ilan Van Wilder czy Louis Vervaeke, podczas gdy na płaskim swojego lidera asekurować będą Yves Lampaert, Casper Pedersen i Gianni Moscon.
INEOS Grenadiers w poszukiwaniu dawnego blasku
Pamiętacie dominację Team Sky i 7 zwycięstw w 8 lat? Z pewnością tak, bowiem trzeba by zainteresować się kolarstwem dopiero co i unikać jakichkolwiek wzmianek z historii najnowszej bądź żyć pod kamieniem by przegapić wygrane Bradleya Wigginsa, Chrisa Froome’a, Gerainta Thomasa i Egana Bernala. Czasy zmieniły się jednak bardzo dynamicznie – wiek i kraksy dotknęły liderów brytyjskiej grupy, a jednocześnie na świecie wystrzeliły kariery nowych zawodników. Nie oznacza to jednak, że INEOS Grenadiers wywiesiło białą flagę – wręcz przeciwnie, w 111. Tour de France wystąpią niemal wszyscy ich najlepsi kolarze.
Nominalnym liderem brytyjskiego zespołu ma być wyłącznie Carlos Rodríguez, którego wspierać z jednoczesnym szukaniem własnych szans mają Egan Bernal, Tom Pidcock i mający już w nogach zakończone na podium tegoroczne Giro d’Italia Geraint Thomas. Wydaje się, że każdego z nich będziemy widzieć w grupie faworytów gdy ta będzie zredukowana do poziomu 20 kolarzy, ale czy na dalszym etapie zmagań też to się uda? Zdania są podzielone.
Do pomocy swoim liderom przypisany jest także jedyny Polak na starcie 111. Tour de France, czyli Michał Kwiatkowski. 34-latek wraz z Laurensem De Plusem, Jonathanem Castroviejo i Benem Turnerem zrobią wszystko by ich hiszpański kolega znalazł się jak najwyżej w klasyfikacji generalnej.
Dla kogo pierwsza „10”?
Zwycięstwo kogokolwiek spoza grona wyżej opisanych zawodników byłoby niemałą sensacją, ale to nie oznacza, że na tym kończy się lista startowa. Ta wprost ocieka jakością, albowiem na 111. Tour de France zdecydowana większość zespołów wysłała do boju co najmniej 1. kolarza mogącego poważnie myśleć o dobrej lokacie w klasyfikacji generalnej. Nawet przyjmując poprawkę na kraksy, choroby i inne zdarzenia losowe wydaje się, że nie ma szans by podczas tegorocznej Wielkiej Pętli w czołowej „10” czy „15” znalazł się ktoś przypadkowy.
Smak zwycięstwa w wielkim tourze zna już Richard Carapaz (EF Education – EasyPost), ale Ekwadorczyk w ostatnich sezonach nie dawał najmniejszych powodów do wiary by miał choć wrócić na podium wyścigu trzytygodniowego. Prędzej w tej pierwszej „3” znajdzie się zawsze solidny, choć od lat nie wybitny Enric Mas (Movistar Team), choć wydaje się, że i w przypadku Hiszpana jego główną nadzieją musiałyby być wycofania największych rywali.
Wielką niewiadomą od dawna jest Simon Yates (Team Jayco AlUla). Brat bliźniak Adama piękną jazdę przeplata całkowicie anonimowymi występami, ale to wciąż 4. kolarz zeszłorocznej edycji Tour de France i warto o tym pamiętać. Brytyjczyk wydaje się być bowiem zdolnym do jakiejś „niespodzianki” (o ile można o takiej mówić przy tak utytułowanym zawodniku), czego nie powiedzieć o duecie z Bahrain-Victorious – Pello Bilbao i Santiago Buitrago to po prostu solidni, ale nie wybitni kolarze, których stać na długie utrzymywanie się na kole, śmiałe akcje gdy ich straty się zwiększą i finalnie znalezienie się gdzieś na miejscach 6-10. Tam przed rokiem znalazł się Felix Gall (Decathlon AG2R La Mondiale Team) – kto wie, może Austriak powtórzy ten wynik?
2-krotnie w pierwszej „10” Tour de France bywał już Alexey Lutsenko (Astana Qazaqstan Team), ale Kazach jest obecnie daleki od formy i wypisuje go bardziej przez wzgląd na przeszłość niż realną wiarę w sukces. Niepewnie do tej zapowiedzi trafia także Giulio Ciccone (Lidl-Trek) – być może pod nieobecność Tao Geoghegana Harta najlepszy góral zeszłorocznej edycji spróbuje jazdy na klasyfikację generalną, ale zapewne skończy się u Włocha na jeździe na etapy. Oczyma wyobraźni przy takim odpuszczaniu przez kilku wyżej wymienionych jestem w stanie zobaczyć w czołowej „10” jadących bez wychylania się Tobiasa Hallanda Johannessena (Uno-X Mobility) czy Steffa Crasa (TotalEnergies) – dla ekip z dziką kartą takie miejsce byłoby wielkim sukcesem.
Nadzieje gospodarzy
Ktoś zapyta „a gdzie Francuzi?”. Odpowiedź jest prosta – to nie będzie ich rok, dlatego zostawiłem ich sobie zbiorczo na koniec. David Gaudu (Groupama-FDJ) nie jest już tym samym kolarzem, którego zobaczyliśmy tuż za podium w 2022 roku – jego forma jest dużo gorsza i nie daje żadnych nadziei na coś więcej niż codzienne minimalizowanie strat w walce o czołową „10′. Postawiłbym wręcz śmiałą tezę, że i to się może nie udać Davidowi, którego w roli lidera może zastąpić wówczas debiutujący w Tour de France, ledwie 20-letni Lenny Martinez.
Arkéa – B&B Hotels do boju posyła Kévina Vauquelina. Dla 23-latka to drugi wielki tour w karierze – rok temu nie ukończył La Vuelty i nie wiem czy ten spróbuje swoich sił w klasyfikacji generalnej. Wielki znak zapytania stawiam także przy zmęczonym Giro d’Italia Romainie Bardetcie (Team dsm-firmenich PostNL) – 33-latek żegna się z rodzimą publicznością i wydaje się, że walka o etapowy triumf będzie bardziej efektowna niż odpadanie od rywali i ograniczanie strat. Wobec tego wszystkiego kto wie – może jeżdżący jak wańka-wstańka Guillaume Martin (Cofidis) koniec końców będzie najlepszym trójkolorowym?
To wszystko w temacie przeglądu faworytów klasyfikacji generalnej 111. Tour de France. W najbliższych dniach opiszemy dla Państwa także kolarzy zdolnych do powalczenia w zestawieniach pobocznych, a później każdego dnia do przeczytania w naszym portalu będą obszerne zapowiedzi poszczególnych etapów Wielkiej Pętli. Śledźcie Naszosie.pl podczas tego wyścigu – postaramy się zrobić wszystko byście byli na bieżąco z informacjami na temat największej kolarskiej imprezy świata.
Wszystko o 111. Tour de France:










Dla Pogacara kluczowe mogą być dwie czasówki. Jeśli w nich wyrobi sobie przewagę nad rywalami, to przez resztę wyścigu jedynym celem będzie kontrolowanie rywali, żeby nie uciekli.
Jednakże w jeździe indywidualnej na czas to Evenepoel jest mistrzem świata, Roglič mistrzem olimpijskim a Vingegaard zdecydowanie pokonał Tadeja Pogačara w ostatnich dwóch czasówkach na Tour de France.
Skąd więc pomysł, że czasówki do dla Pogačara pole do zyskiwania czasu nad głównymi rywalami?
Pogi na czas to może co najwyżej minimalizować straty, bo Jonas jest znacznie lepszym czasowcem. Nie wspominając już Remco no ale on w górach przepadnie. Pogi mógłby dla odmiany przestać tracić energię jak to robił w poprzednich dwóch edycjach wtedy jest w stanie pokonać Jonasa o ile ten oczywiście zdołał się przygotować do walki. Mój typ na top 3: 1 Roglic- myślę że tym razem mu się uda, jest znacznie mniej zmęczony od Pogacara, 2. Pogacar 3 Jonas ( myślę że nie zdążył się odpowiednio przygotować)
Mój typ:
1) Pogacar
2) Adam Yates
3) Jorgenson
Pogacar zdecydowanym faworytem po Giro. Skoro odstawił resztę na 10 minut w klasyfikacji generalnej….no chyba że tam byli leszcze.
Tadej pewnie zaatakuje od pierwszego etapu, żeby sprawdzić formę Jonasa i Remco. Ich dyspozycja na początku wyścigu może jeszcze nie być stuprocentowa. Gdyby zyskał trochę czasu już w pierwszym tygodniu, to w dużej mierze ustawiłoby cały wyścig.
Wańka-wstańka drogi Panie redaktorze!
Co znaczy dowołany?
Dowołany?
Dowołany – powołany na ostatnią chwilę w zastępstwie kogoś innego. Jest to słowo regularnie używane w świecie sportu, wystarczy wpisać je w Google by zaraz dostać nagłówki pokroju „Paweł Wszołek dowołany na finał baraży Euro 2024”.