Ruszył prestiżowy ORLEN Wyścig Narodów, w którym startuje reprezentacja Polski. Pierwszego dnia rywalizacji w głównej grupie do mety pod zamkiem w Bouzovie dojechali Mateusz Gajdulewicz i Filip Gruszczyński.
Biorąc poprawkę na ubiegłoroczną edycję ORLEN Wyścigu Narodów i sukces ucieczki na pierwszym etapie kończącym się pod Balatonem, główna grupa od samego początku tegorocznej odsłony była bardzo aktywna. Raz po raz zawodnicy starali się odjechać rywalom i uformować ucieczkę, jednak nic nie odjeżdżało.
Aktywny był też reprezentant Polski, Mateusz Gajdulewicz, liczący na zabranie się w odjazd.
– Próbowałem, chciałem się zabrać. Miałem taki sprytny plan, żeby przyjechać z lekkim buforem na metę i trzymać to w generalce, ale w tym roku się to nie udało. W ubiegłym roku ucieczka poszła bardzo łatwo, a teraz była o nią wojna. Angażowałem się dopóki było to za pół-darmo i mogłem po kołach próbować się w coś złapać, ale gdy zobaczyłem, że robi się naprawdę ciężko i peleton niczego nie chce odpuścić, to przestałem się angażować
– mówił po etapie reprezentant Polski.
Gdy po kilkudziesięciu kilometrach peleton w końcu odpuścił ucieczkę, brakowało drużyny dyktującej tempo i kontrolującej odjazd. Uciekinierzy wypracowali sobie wystarczająco dużą przewagę, by między sobą rozstrzygnąć kwestię zwycięstwa. W Bouzovie triumfował Kristian Egholm z reprezentacji Danii.
Główna grupa dojechała do mety z 45-sekundową stratą, a finiszowali w niej dwaj Polacy, Mateusz Gajdulewicz oraz Filip Gruszczyński, którzy zajęli 18. i 21. miejsce.
– Widziałem, że peleton się rozjechał, więc spodziewałem się, że tego nie dogonimy. Było mi szkoda Michała Pomorskiego, bo był bardzo blisko przeskoczenia do ucieczki. Pod koniec walczyliśmy z Filipem, by wjechać w pierwszej grupie
– opisywał Mateusz Gajdulewicz.

– Dzisiaj chciałem przejechać cały etap w grupie, bo mam w tym wyścigu zadanie celować w klasyfikację generalną, tak że dzisiaj starałem się oszczędzać. Było dosyć nerwowo, wiatr grał rolę, więc było dużo naciągania grupy i przestojów. Końcówka była trudna, w szczególności ostatnie 500 metrów na ściance
– wyjaśniał Filip Gruszczyński.
Dziś końcówka będzie jeszcze cięższa – meta zostanie ulokowana na sztywnym, kilukilometrowym podjeździe pod Kohutkę.
– Jutro (wypowiedź z 15.05) i w Arłamowie są najtrudniejsze etapy. Charakterystyka podjazdu pod Kohutkę chyba najbardziej mi odpowiada, bo lubię dłuższe wspinaczki
– dodał Gruszczyński, na co dzień ścigający się we włoskim Biesse-Carrera.
Kolarze startujący w ORLEN Wyścigu Narodów ruszą do dzisiejszego etapu równo o godzinie 12.00. Relację tekstową będzie można śledzić na portalu Naszosie.pl.









