Każdy dostrzega niebezpieczeństwo wynikające z brawurowej jazdy na rowerze. Kraksy i kontuzje z nich wynikające zdarzają się bardzo często. Są jednak osoby, które uważają, że zaostrzanie zasad bezpieczeństwa nie doprowadzi do niczego dobrego, gdyż wygeneruje to dodatkowe problemy.
O problemach mówi jasno Fabian Wegmann, dyrektor Deutschland Tour. 46-latek rozumie niebezpieczeństwa wynikające z nieprzestrzegania zasad bezpieczeństwa, ale wskazuje także, że organizatorzy mniejszych wyścigów będą mieć jeszcze większe problemy ze znalezieniem funduszy, jeśli dojdzie do zaostrzenia zasad bezpieczeństwa. Koszty z roku na rok są coraz wyższe, co sprawia, że budżety niektórych wyścigów są dopinane niemal w ostatniej chwili. Taki los spotkał w tym roku m.in. Tour de Romandie:
Jeśli postawimy standardy bezpieczeństwa ponad samo ściganie, to po prostu wyścigów nie będzie. 90% wyścigów już teraz nie przynosi realnych zysków, a rywalizacja nawet ostra jest tym, co napędza kolarstwo. Jeśli chodzi o Deutschland Tour, to mamy już dziś duży problem z zabezpieczeniem wyścigu. Początkowo mieliśmy do dyspozycji 40 motocykli policyjnych na każdym etapie. Dzisiaj jest ich maksymalnie 20. Policja przekazała nam wprost, że nie jest ona od zabezpieczania wyścigów, a od reagowania, jeśli wydarzy się coś złego. Możecie sobie wyobrazić, jak kosztowne jest zabezpieczenie wyścigu. Potrzebujemy jednolitych przepisów dla wszystkich. Samo zaostrzenie zasad nie jest rozwiązaniem.
– wkazywał Wegmann, który w dalszej części wywiadu tłumaczył, co miał na myśli w sprawie ujednolicenia przepisów:
Przepisy dotyczące bezpieczeństwa są różne ze względu na kraje, w których są rozgrywane wyścigi. Każdy kraj ma swoje prawa. Po prostu w jednym kraju wymogi są bardziej zaostrzone, w innych mniej. W sprawach bezpieczeństwa potrzebujemy, by w każdym kraju na wyścigach obowiązywały dokładnie te same zasady.
– wyjasnił 46-latek, który uważa, że wina za kraksy i konsekwencje z nich wynikające, leży po stronie kolarzy, którzy ryzykują zbyt wiele:
Większość wypadków wynika z tego, że zawodnicy podejmują zbyt duże ryzyko. Nawet jeśli dyrektor sportowy mówi, że zjazd jest niebezpieczny, a na trasie są ronda i wysepki, zawodnik wygrać i jedzie fulla. Kiedy jest mokro i jest dobrym zjazdowcem, to stara się zrobić przewagę. Takie właśnie jest myślenie kolarzy i tak to wygląda.
– zakończył Fabian Wegmann.










Perspektywa Wegmanna:
Kolarze sami są sobie winni, wiedzą, że jest niebezpiecznie, a mimo to jadą na granicy ryzyka.”
Idąc za rozumowaniem Wegmanna, nieuchronnie trzeba dojść do wniosku, że kraksy kolarzy można wyeliminować tylko w jeden sposób, …..eliminując kolarzy.
Ale część ludzi myślących inaczej, może powiedzieć ,
Panie Wegmann,
skoro wiadomo, że zawodnicy będą ryzykować, bo od tego zależą wyniki, kontrakty i zwycięstwa, to organizatorzy powinni projektować trasy tak, by ograniczać skutki właśnie tego przewidywalnego ryzykownego zachowania.
Właśnie dlatego, że kolarze będą ryzykować zawsze, bezpieczeństwo nie może opierać się wyłącznie na ich rozsądku.
A przypomnę, że w przeszłości, w celu „uatrakcyjnienia nudnych etapów sprinterskich ” były organizowane finisze sprinterów na zjazdach.