Szerokim echem w kolarskiej społeczności poniósł się wypadek, do jakiego doszło podczas wtorkowego Tre Valli Varesine. Jadący pod prąd trasy policyjny motocykl uderzył w dwóch kolarzy Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team – Marcel Camprubí zdołał się po tym pozbierać i dojechać do mety, ale Thomas Gloag musiał trafić do szpitala. Zdarzenie to skomentował m.in. wściekły Tom Pidcock.
We wtorek rozegrana została 105. edycja Tre Valli Varesine (1.Pro). Włoski klasyk wygrał Jarno Widar, który na finiszu ograł Toma Pidcocka. Jak się jednak okazało niewiele zabrakło, a ten drugi, zawodnik Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team, nie dotarłby do mety – Brytyjczyk wściekły na zdarzenie, do którego doszło na trasie, był blisko próby przerwania zmagań bądź zejścia z trasy na znak protestu. Co zadziałało aż tak na 27-latka? Otóż podczas zmagań w pracujących na jego rzecz Marcela Camprubíego i Thomasa Gloaga wjechał jadący pod prąd w stosunku do przebiegu trasy policyjny motocykl. Pierwszy z wymienionych udostępnił w sieci zdjęcie swojego roweru po tym wypadku.

To smutne, że trzeba ryzykować życie w wyścigu, miesiąc po tragicznym wypadku
— napisał Marcel Camprubí, który w ten sposób nawiązał do śmierci Finlaya Tarlinga podczas Volta a Portugal.
Chciałem przerwać wyścig, a nawet sam się wycofać, bo byłem naprawdę wściekły. Moi koledzy z drużyny jechali przede mną i nagle znaleźli się na asfalcie. Na szczęście Marcel był cały i zdrowy, mógł kontynuować jazdę. Tom też wydaje się czuć całkiem dobrze, chociaż musiał się wycofać po wypadku i pojechać na prześwietlenia do szpitala. Ma kilka zadrapań na kolanie. To po prostu nie powinno się zdarzyć
— mówił Tom Pidcock po zakończeniu zmagań w Tre Valli Varesine.
To niebezpieczne zdarzenie pokazuje, że w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa kolarzom uczestniczącym w wyścigach, cały czas jest sporo pracy do wykonania. Czy zawiodły procedury? To był zwykły ludzki błąd? To wyjaśni dochodzenie, które zostało wszczęte w sprawie ustalenia dokładnych przyczyn tego incydentu.









