Podczas wyścigu Ethias-Tour de Wallonie Arnaud De Lie wraca do rywalizacji po Giro d’Italia. Jego pierwszy start po powrocie nie należał do szczęśliwych.
Belg celował w dobre wyniki podczas Giro d’Italia. Szybko musiał pożegnać się z tym wyścigiem. Z powodu choroby wycofał się z Giro już na 4. etapie. Po przerwie wrócił do ścigania na Ethias-Tour de Wallonie. Zdarzenia na pierwszym etapie nie mogły poprawić humoru kolarzowi Lotto Intermarche. Liczne defekty, także w końcówce pozbawiły go szans na walkę o czołowe pozycje.
Sam nie wiem, ile razy miałem przebitą oponę. Na trasie nie było bruku, ale za to było dużo dziur. Po defekcie na 7 kilometrów przed metą przez kolejne 4 kilometry jechałem z przebitą gumą. Dobrze się skończyło, bo było to w strefie ochronnej i nie straciłem czasu. Głównie goniłem peleton. Nie mogłem osiągnąć dobrego wyniku, ale czułem się już dobrze. W następnych dniach chce się pokazać z jak najlepszej strony
– przyznał Arnaud De Lie dla Het Nieuwsblad.
Zwycięzcą pierwszego etapu został Jordi Meeus. Na drugim odcinku triumfował Ben Oliver, a De Lie był szósty. Przed kolarzami jeszcze 3 etapy, co oznacza, że wyścig w Walonii potrwa do piątku. Przed Arnaudem De Lie oraz całą stawką jeszcze kilka szans na walkę na poszczególnych etapach oraz w klasyfikacji generalnej.
De Lie w tym sezonie odniósł tylko jedno zwycięstwo. Trzeciego maja triumfował w klasyku Lotto Famenne Ardenne Classic. To miało się przełożyć na dobrą formę na Giro d’Italia. Teraz Belg stara się wrócić do wysokiej dyspozycji w Walonii, a także w przyszłości na Tour de Suisse, mistrzostwach krajowych oraz przede wszystkim na Tour de France.









Straszny pechowiec, może pora rzucić to w diabły i wrócić do krówek…