Jeśli ktoś postawiłby tezę, że tylko wielkie wyścigi mogą generować ogromne emocje, to po dzisiejszym etapie Międzynarodowego Wyścigu o Puchar Prezydenta Grudziądza powiedziałbym, że się myli. Walka na rundach wokół Kijewa Królewskiego miała w sobie sporo dramaturgii, a ostatecznie peleton z 7-sekundową przewagą ubiegli uciekinierzy. Wygrał nie do końca dowierzający w swój sukces Stijn Vlieland, a w ścisłej czołówce mieliśmy dwóch Polaków – główną grupę przyprowadził 3. Igor Juszczak, a jako 5. metę przeciął Jakub Śledziński.
Cóż to był za etap! 2. dnia rywalizacji w ramach 35. edycji Kujawy-Pomorze Tour – Międzynarodowego Wyścigu Kolarskiego Juniorów o Puchar Prezydenta Grudziądza w pierwszej chwili wydawało się, że zobaczymy atmosferę niczym na pikniku, ale była to jedynie cisza przed burzą. Choć z początku wydarzenia na trasie, podobnie jak wczoraj, w pełni kontrolowali kolarze
Uno-X – Carl Ras Roskilde, to z czasem rywale zaczęli coraz śmielej podgryzać pewnych siebie Duńczyków. Tuż po 1. lotnej premii do przodu wyrwał Stijn Vlieland (Goudenbod – Parkhotel), któremu wówczas towarzyszył Jamie Rathke (Team Standert Brandenburg), a gdy akcję Holendra i Niemca skasowano, ten pierwszy nie poddał się i ruszył ponownie – tym razem jego kompanem był o głowę wyższy Stijn Sloot (Fortune Coffee Regioteam Noord).
Ktoś powiedziałby, że co to za sztuka upilnować dwójkę uciekinierów, a jednak w peletonie zabrakło współpracy i reakcji na czas, czego efektem był fakt, że duet Holendrów zdołał między sobą rozegrać finisz. Czy to znaczyło, że uciekający krócej i lepiej zbudowany Sloot ograł swojego imiennika? Nic z tych rzeczy, a dużo mocniej zaangażowany w pracę Stijn Vlieland sięgnął w Kijewie Królewskim po swoją 1. w karierze wygraną UCI. Przed ceremonią dekoracji udało mi się poprosić 17-latka o krótką rozmowę, o którą wcale nie było tak łatwo – pełen emocji Holender nie był bowiem w stanie opanować łez szczęścia i sam przyznawał, że nie do końca jeszcze dociera do niego to, co dziś osiągnął.
Czuję się świetnie, naprawdę, naprawdę świetnie. Co kierowało mną przy 2. ataku? Nie wiem, to było niczym próba samobójcza. Wiedziałem, że odrywając się mogę pomóc mojej ekipie. Wiadomo, to był sprinterski etap, ale warto było próbować, bo czasem są takie dni, kiedy peleton nie dopada ucieczki i właśnie taki szczęśliwy dzień jest dzisiaj
— zaczął Stijn Vlieland, którego dopytałem o to, czy atakując myślał o walce aż do mety, czy jednak skupiał się na lotnych premiach.
Gdy 1. raz ruszałem, to przez te 3 okrążenia na czele myślałem tylko o lotnych premiach. To wyścig, który rozgrywa się na sekundy, więc takie ich zbieranie jest dobre dla klasyfikacji generalnej, pomaga całej drużynie. Dopiero na ostatniej rundzie dotarło do mnie coś na zasadzie „wow, ale my mamy przewagę”. Gdy usłyszałem 40, a potem 55 sekund, zdałem sobie sprawę, że naprawdę możemy to wygrać. To, o co walczymy, dotarło do mnie dopiero 8 kilometrów przed metą, a następnie zostało gonić za marzeniem o zwycięstwie. Jestem teraz taki szczęśliwy
— kontynuował nowy lider Wyścigu o Puchar Prezydenta Grudziądza.
Choć akcja Stijna Vlielanda sprawiła, że kolejny raz nie doczekaliśmy się polskiego zwycięstwa, to trzeba przyznać, że za taką śmiałość, jaką wykazał się Holender, po prostu należała się nagroda w postaci wygranej. 17-latek, który dotychczas sukcesy osiągał wyłącznie podczas krajowych wyścigów, nie krył swojej gigantycznej radości z tego, że zuchwałość została wynagrodzona wielkim triumfem i koszulką lidera klasyfikacji generalnej. W tej przewaga kolarza Goudenbod – Parkhotel nie będzie jednak wielka, zatem wciąż wszystko może się wydarzyć.
Tak, zostałem liderem, więc chyba teraz będzie trzeba skupić się na obronie koszulki i walce o końcowe zwycięstwo. To byłoby dla mnie coś niesamowitego. To póki co mój największy sukces w karierze. Wygrywałem w swoim kraju, ale zwycięstwo w wyścigu UCI, w międzynarodowej stawce, to bez wątpienia największy moment w mojej przygodzie z kolarstwem na ten moment
— zakończył szeroko uśmiechnięty Stijn Vlieland.
Jeszcze wczoraj o uczuciu pewnego niedosytu mógł mówić Igor Juszczak – najlepszy z Polaków na 1. etapie w Łasinie zajął 5. miejsce, dziś udało mu się przesunąć o 2. pozycje w górę. Po drodze kolarz UKS Copernicus Toruń CCC, choć tu jadący jako przedstawiciel „Region Toruń”, zgarnął także 2 sekundy bonifikaty na lotnej premii. Na twarzy 16-latka pojawił się w związku z tym uśmiech, choć musiałem go zapytać, czy nadal nie towarzyszy mu niedosyt – wygrany sprint z grupy nie dał w końcu zwycięstwa na etapie, a „zaledwie” 3. miejsce za plecami dwójki uciekinierów.
Można powiedzieć, że znowu jest ten niedosyt, ale tym razem cieszę się, że dałem radę wygrać finisz. Brakuje tego zwycięstwa, ale nadal jest wielka, ogromna motywacja na jutrzejszy dzień, myślę, że na tym 3. etapie może się sporo wydarzyć, więc choć pierwsze 2 jechałem jako sprinter, to dopiero jutro pokażę, jaką mam nogę
— zaczął Igor Juszczak, u którego zauważyłem mimo wszystko szeroki uśmiech. Czy wynikał on z faktu, że dziś udało się pokonać tych, którzy jeszcze wczoraj byli górą?
Tak, dokładnie tak, dlatego mimo wszystko cieszę się. Cieszę się, bo to dowód na to, że treningi przynoszą efekty. Teraz przed nami Świecie, ta końcówka powinna mi odpowiadać. Można powiedzieć, że jestem dość uniwersalnym sprinterem i liczę, że jutro ponownie będę miał szczęście i nogę. Jutro ta grupa w końcówce, moim zdaniem, będzie dużo, dużo mniejsza, co pozwoli nam uniknąć nieco chaosu, który obserwowaliśmy przez te 2 dni
— zakończył Igor Juszczak.
O ile wczoraj w najlepszej szóstce, która wychodzi do dekoracji, mieliśmy tylko jednego Polaka, tak tym razem udało się, że w ścisłej czołówce znalazło się dwóch biało-czerwonych. Na 5. miejscu metę przeciął bowiem Jakub Śledziński – na co dzień zawodnik UKS Copernicus Toruń CCC, tu jadący w barwach kadry narodowej. To progres w stosunku do 12. lokaty z Łasina, jednak czy sprawia to, że 18-latek widzi się w kolejnych dniach na etapowym podium?
Liczę na to, że będzie coraz lepiej, wczoraj była ta 12. lokata, dzisiaj piąta, więc chciałbym jeszcze więcej z dnia na dzień. Jednocześnie jest szansa, że teraz zaczną dojeżdżać ucieczki – już dziś było widać, że Uno-X nie było takie chętne do kasowania odjazdów, więc myślę, że kolejna udana ucieczka jest bardzo prawdopodobna
— mówił Jakub Śledziński, który przed wyścigiem zdradzał, że dla niego optymalne byłoby jednak, by codziennie o losach etapu decydował sprint. Naszą 1. rozmowę odbyliśmy przed startem 1. etapu, albowiem 18-latek przed rokiem był 11. w klasyfikacji generalnej i niejako stawał się w ten sposób nadzieją polskich kibiców. Czy to doświadczenie i znajomość końcówki w Świeciu może jutro zaprocentować? Czy jazda w biało-czerwonej koszulce jest wartością dodaną w takiej imprezie?
Myślę, że to moja przewaga. Znam końcówkę, wiem czego się spodziewać i będę na to gotowy. Czy koszulka niesie? Tak, tak, to na pewno wielkie wyróżnienie i od razu lepiej się w niej jedzie. Czego mi życzyć? By noga niosła, by była moc
— zakończył Jakub Śledziński, któremu właśnie ten nogi wszyscy życzmy.

Jutro areną zmagań będzie Świecie i jego okolice, gdzie na kolarzy czekają 4 rundy, każda o długości 23,3 kilometra. 3. etap jest zdecydowanie najtrudniejszym spośród wszystkich za sprawą kilku podjazdów na trasie, zwłaszcza jednego, który otwiera każde z okrążeń. Trzymajmy kciuki, by dotychczas gościnni Polacy wyszli jednak górą z tego pojedynku i jutro mogli udzielać wywiadów jako zwycięzca zmagań czy nowy lider klasyfikacji generalnej.
W Kijewie Królewskim rozmawiał Jakub Jarosz.
Wszystko o 35. edycji Kujawy-Pomorze Tour – Międzynarodowego Wyścigu Kolarskiego Juniorów o Puchar Prezydenta Grudziądza:




![Filip Pasterski: „Przyjechałem tu po coś więcej – po wygraną” [wywiad]](https://naszosie.pl/wp-content/uploads/2026/05/Filip-Pasterski-218x150.jpeg)



