W kuriozalny sposób zakończył się 3. etap Volta a Catalunya. Na ostatnim kilometrze przewrócił się jadący przed peletonem Remco Evenepoel, który wcześniej zaatakował z głównej grupy na rantach wraz z Jonasem Vingegaardem. Z rozpędzonego peletonu najszybciej finiszował lider wyścigu Dorian Godon, dla którego to już 2. zwycięstwo w tej edycji.
Trzeci dzień zmagań w 105. edycji Volta a Catalunya to klasyczny etap „dwóch twarzy”, liczący 159,5 kilometra na trasie z Mont-roig del Camp do Vila-seca. Pierwsza połowa dystansu została naszpikowana trudnościami, które mogły mocno nadwyrężyć nogi sprinterów – już na 34. kilometrze kolarze musieli zmierzyć się z wymagającym Alt de la Mussara (10,4 km, średnio 6,6%), a chwilę później z Coll de Capafons. Jednak po pokonaniu trzeciej i ostatniej górskiej premii, Coll Roig, profil trasy uległ całkowitej zmianie. Ostatnie 40 kilometrów to niemal całkowicie płaski dojazd do mety na wybrzeżu Costa Daurada, co zapowiadało nerwową walkę o pozycje i możliwy finisz z dużej grupy.

Od samego startu tempo było bardzo wysokie, a liczne próby ataków doprowadziły w końcu do uformowania sześcioosobowej ucieczki dnia. W odjeździe znaleźli się: Reuben Thompson i Baptiste Veistroffer (Lotto Intermarché), Diego Uriarte (Equipo Kern Pharma), Yago Aguirre (Euskaltel-Euskadi), Josh Burnett (Burgos-Burpellet BH) oraz Mark Stewart (Modern Adventure Pro Cycling). Śmiałkowie dość szybko wypracowali przewagę, która w szczytowym momencie oscylowała wokół dwóch i pół minuty, co pozwoliło im powalczyć o punkty na pierwszych górskich premiach. Szczególnie aktywny był Veistroffer, starający się zaznaczyć swoją obecność w klasyfikacji górskiej. Francuz wygrał obie.
Sytuacja w peletonie była jednak pod pełną kontrolą ekip zainteresowanych masowym sprintem. Główny ciężar dyktowania tempa wzięła na siebie drużyna INEOS Grenadiers, pracująca na rzecz lidera wyścigu i zwycięzcy pierwszego etapu, Doriana Godona. Brytyjska ekipa nie pozwoliła uciekinierom na zbyt wiele, sukcesywnie tnąc różnicę czasową na zjazdach i płaskich odcinkach. Gdy do mety pozostało 85 kilometrów, przewaga ucieczki stopniała do zaledwie minuty, a peleton stawał się coraz bardziej nerwowy ze względu na zapowiadane podmuchy bocznego wiatru na odsłoniętych odcinkach w drodze do Vila-seca.
W miarę zbliżania się do lotnej premii w Cornudella de Montsant, różnica między grupami spadła poniżej 40 sekund, a w głównej grupie do pracy zaczęły włączać się także inne zespoły, m.in. UAE Team Emirates-XRG i Red Bull-BORA-hansgrohe, pilnujące interesów swoich liderów w klasyfikacji generalnej.
W międzyczasie z wyścigu wycofał się m.in. Jay Vine (UAE Team Emirates – XRG), poza nim znalazł się także nieobecny na starcie Danny van der Tuuk (Euskaltel-Euskadi).
Peleton na chwilę zmniejszył obroty i przez jakiś czas różnica między obiema grupami utrzymywała się na poziomie około minuty. Właśnie z taką przewagą ucieczka rozpoczęła wspinaczkę pod Coll Roig. Kontrolę nad tempem peletonu przejęła drużyna INEOS Grenadiers. Uciekinierom, a zwłaszcza Veistrofferowi, zależało na tym, by dotrzeć na szczyt przed peletonem i od samego podnóża narzucili mocne tempo, którego nie wytrzymali Aguirre i Thompson. Premię po raz kolejny wygrał Veistroffer i kolarze ruszyli w dół. Na zjeździe z Coll Roig na czoło peletonu wyszła ponownie drużyna Red Bull-BORA-hansgrohe, a przewaga ucieczki zaczęła drastycznie maleć. Ucieczka dnia przeszła do historii na 30 kilometrów przed metą.
Wysokie tempo dyktowane przez drużynę Red Bulla i mocny boczny wiatr doprowadziły do porwania peletonu. Z tyłu zostali chociażby zawodnicy UAE Team Emirates-XRG. Dość niespodziewanie zaatakował Remco Evenepoel (Red Bull-BORA-hansgrohe). Bardzo szybko zareagował Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike), który po chwili usiadł na kole mistrza olimpijskiego. Choć Belg namawiał Duńczyka na współpracę, ten nie zdecydował się wyjść na zmianę, co spotkało się z dezaprobatą Remco.
Na około 22 km przed metą obie grupy, głównie za sprawą mocno pracujących kolarzy UAE Team Emirates-XRG, połączyły się. Zawodnicy drużyny ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich nie zwolnili nawet na moment, po chwili wychodząc na czoło peletonu i rozpoczynając pogoń za prowadzącym duetem. Z czasem do pościgu włączyli się przedstawiciele innych drużyn i różnica zaczęła topnieć.
Na premii lotnej jako pierwszy, zgarniając 3 sekundy bonifikaty zameldował się Remco Evenepoel. Dwie sekundy zdobył Vingegaard, a jedną przejeżdzający przez premię jako pierwszy z peletonu Brandon McNulty (UAE Team Emirates-XRG).
10 kilometrów przed metą przewaga duetu wynosiła już zaledwie kilkanaście sekund i cały czas malała. Gdy wydawało się, że peleton lada chwila złapie uciekinierów, na kolejny zryw zdecydował się Evenepoel, dzięki czemu przewagę udało się utrzymać prawie do samej mety. Wówczas jednak wydarzyło się coś czego nikt się nie spodziewał. Belg stracił przyczepność na dojeździe do ronda i wylądował na ziemi. Zdezorientowany Vingegaard odpuścił finisz i został na ostatnich metrach dogoniony przez grupę rozpoczynających finisz zawodników. Najszybszy w tej grupie, po raz drugi w tej edycji Volta a Catalunya, okazał się lider wyścigu Dorian Godon (INEOS Grenadiers).
Surreal finish in Catalunya: Remco crashed when victory was in sight, Jonas stopped and waited for the bunch where race leader, Dorian Godon took his 2nd victory of the week. 🤯 #VoltaCatalunya105pic.twitter.com/znDf1qQghK
— Mihai Simion (@faustocoppi60) March 25, 2026
Wyniki 3. etapu 105. Volta a Catalunya:
Results powered by FirstCycling.com










Co ten Vingegaard ma z jeżdżeniem na kole? Lubi patrzeć się na tylek Pogacara a teraz Remco?
Dał się polubić po wygranej Vuelcie gdzie można było zobaczyć wyluzowanego Jonasa, który bawi się kolarstwem.
Dziś wrócił antypatyczny kolarz, którego postawa doprowadziła do tego że nie dojechali do mety.
Tak jak nie lubię teatru Remco, jego narzekania i machania łapami, tak dziś rozumiem jego frustrację która doprowadziła go do spotkania z asfaltem.
Mam nadzieję że jutro dołoży Duńczykowi w górach.
Szkoda Remko mielibyśmy finisz dwójkowy. A tak to Belg leżał a Duńczyk odpuścił. Za to Godon ma niezłą formę i wygrał kolejny etap. Brawo dla niego.
Wątpię, żeby Remco po dzisiejszym wysiłku i kraksie był w stanie dołożyć Jonasowi czy Almeidzie jakiekolwiek sekundy w górach.
Remco w górach sobie nie poradzi za dobrzy tu jadą górale ale Vinigo żle się zachowuje
Grzesiek – rozumiem, że taka jazda Jonasa się nie musi podobać, ale można zapytać dlaczego właściwie miał mu dawać te zmiany? Bo Remco miał akurat dziś fantazję na taką akcję? Wiadomo, że jak odjechał, to Jonas MUSIAŁ za nim ruszyć ale na 100% to nie był jego plan na ten etap – jest raczej spokojny, że bez problemów rozniesie towarzystwo w górach i pewnie tam też sobie powygrywa.
Eh Remco Remco. Może trzeba było sie skupić na jeździe a nie machaniu łapami i pokrzykiwaniu na Duńczyka, to do niczego by nie doszło? Zmusił typa do akcji, na którą ten pewnie nie miał wcale ochoty a potem ma pretensje, że nie chce współpracować. Trzeba było to potraktować jako nieobecną czasówkę i jechać swoj wyścig, nie oglądając się na Jonasa. Albo darować sobie takie akcje.
Cały INEOS w białych gaciach, a Godon w czarnych… 🙂
Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać.
A końcówka? Cóż Remco, to jednak zawsze był fighter, a Jonas, to jednak zawsze był du[…]waty kolarz.
Pogacar by pewnie pojechał po zwycięstwo, to jest jednak różnica, widać to było zresztą w 2022 na etapie tdf.
Nie zgadzam się. Dzisiejsza ucieczka Remco była totalnie bez sensu. Koleś stracił masę sił a jutro będzie walił pięścią w mięśnie na podjazdach jak mu grupa odjedzie. Jonas zareagował bo jeden z faworytów zaatakował i trzeba było za nim pojechać, ale od razu było widać, że nie chciał dzisiaj tracić siły bo to było bez sensu. Wyścig zaczyna się jutro.
Czy akcja Remco była bez sensu?
Nie, bo przy współpracy zrobiliby dobre 30 sekund przewagi nad Almeidą i Lipowitzem.
To już duży plus nie mówiąc o walce o etap.
Po drugie co to znaczy, że to nie teren Jonasa i nie chciał tracić sił?
Powiedzcie to Pogacarowi.
A jeśli o zły przyklad to zapewne pamiętacie Frooma z Saganem i Maćkiem jak uciekli na TdF na wiatrach. Froome też nie miał szans w sprincie, ale walczył o sekundy i nie woził się na kole.
Jestem pewny, że gdyby doszło do dwójkowego sprintu Vinigo nie wahałby się sekundy tylko ogolił etap nie na swoim terenie.
Szacunek za o co dziś zrobił Remco. Facet pokazuje emocje, czasem złe, czasem dobre, ale widać że kocha to co robi. A ja jako kibic doceniam taki charakter.
Tak szczerze to ten atak Remco oceniany tak na trzeźwo to było takie trochę wybieranie się z motyką na księżyc. Prawdopodobieństwo ich złapania przez peleton nawet porwany było większe niż mniejsze. Jonas zareagował bo musiał, żeby kontrolować wyścig. Ale zajechanie się dla 4 sekund na mecie, gdzie jeszcze są przed nimi trudne decydujące etapy z podjazdami to nie jest najlepsza taktyka. Chyba, że Belg czuł, że w wyścigu nie ugra generalki i jechał po prostu po etap. Lubie jak coś się dzieje, ale czasem mam wrażenie, że Remco działa zbyt impulsywnie, nie zawsze przynosi mu to jakiekolwiek korzyści, ale zawsze o wszystko ma do wszystkich pretensje.
Widzę, że ominęła mnie niezła akcja w wykonaniu Remkullaha. Nie cieszy mnie jego wywrotka i niepowodzenie, zawsze śmieszą jego pretensje i machanie rękami, używanie głowy jedynie do oddychania i odżywiania się. Liczył na co, że Dżonas dowiezie go do mety, żeby ten zgarnął bonifikaty i jeszcze mu wyskoczył na kilka sekund na ostatnich metrach? Przeciwko temu przyjemniaczkowi jestem całym sercem za Tadejem, a to już o czymś świadczy. Liczyłem, że na dzisiejszym finiszu zobaczymy ile jest wart, ale etap został wykastrowany, wiec nie ma o czym mówić.
Akcja miała ogromny sens, pod warunkiem że wiedzieli już o skróceniu dzisiejszego etapu. A pewnie wiedzieli.
Jonas nie miał interesu, żeby pracować podczas takiej ucieczki. Evenepoel byłby pewnie lepszy, więc jechał swój wyścig. A Remko faktycznie będzie znowu płakał, machał łapami i rzucał rowerem bo mu coś nie pasuje.
@Grzesiek „Jestem pewny, że gdyby doszło do dwójkowego sprintu Vinigo nie wahałby się sekundy tylko ogolił etap nie na swoim terenie.”
Nie dam sobie głowy uciąć, że tak by nie było, choć fakt, że po kraksie Remco Jonas odpuścił walkę o etap zdaje się temu przeczyć.