fot. Red Bull-Bora-hansgrohe

Remco Evenepoel (Red Bull–Bora–hansgrohe) w wielkim stylu wygrał królewski etap Volta a la Comunitat Valenciana 2026, zdobywając szczyt Cumbre del Sol po samotnym ataku. Choć w telewizji wyglądało to na łatwą egzekucję, Belg na mecie przyznał, że końcówka była walką z bólem i wiatrem, a kluczem do sukcesu okazała się bezbłędna praca jego zespołu, ze szczególnym wyróżnieniem dla młodego Giulio Pellizzariego.

Evenepoel zdradził, że decydujący moment nastąpił nie tylko na samej ściance, ale również na odcinku dojazdowym do mety, gdzie musiał zmierzyć się z niesprzyjającymi warunkami.

Musiałem jechać na maksa aż do samej kreski i było to naprawdę cholernie trudne. Oczywiście na szczycie Cumbre del Sol dałem z siebie wszystko, ale potem skręciliśmy w lewo na główną drogę i uderzył w nas czołowy wiatr. Utrzymanie  potwornym wyzwaniem. Ale powtarzałem sobie: jeśli ja cierpię, to ci z tyłu, goniąc mnie, cierpią tak samo. Więc po prostu cisnąłem dalej.

Belg podkreślił, że jego ekipa zrealizowała plan taktyczny co do joty, nie dając się sprowokować ucieczkom ani wcześniejszym ruchom rywali.

Plan był prosty: zrobić wyścig trudnym od samego startu. Dlatego zdecydowaliśmy się narzucić dość szybkie tempo już na Alto Miserat, bardzo stromym podjeździe w środku etapu, żeby zmęczyć nogi rywali. A potem przeszliśmy w tryb kontroli, nigdy nie wpadając w panikę. Wiedzieliśmy, że wszystko rozstrzygnie się na Cumbre del Sol. Myślę, że zrealizowaliśmy nasze założenia perfekcyjnie.

Lider wyścigu nie szczędził pochwał dla swojego młodego kolegi z drużyny, Giulio Pellizzariego. Włoch nie tylko wykonał tytaniczną pracę na finałowym podjeździe, rozprowadzając atak Evenepoela, ale sam zdołał finiszować na trzecim miejscu.

Chcę powiedzieć tylko jedno słowo o zespole, byli dzisiaj naprawdę niesamowici. Od pierwszych do ostatnich metrów pracowali dla mnie. Każdy odegrał swoją rolę. Nikt nam nie pomagał i doskonale to rozumiem. A skończyć w ten sposób, realizując plan, jaki chcieliśmy, jest po prostu fantastyczne. Co więcej, Giulio zajął trzecie miejsce po tak intensywnej pracy na moją rzecz, to naprawdę niesamowite. To był dla nas fantastyczny dzień.

Dla Evenepoela ten etap miał też wymiar osobisty, trasa prowadziła bowiem przez tereny, które zna z codziennych treningów.

To było jak powrót do domu. Drogi w stronę Calpe znam na pamięć, trenuję tu niemal codziennie zimą. Ściganie się na 'własnym podwórku’ dało mi dodatkowy komfort psychiczny i motywację.

Poprzedni artykułBauke Mollema chciałby zakończyć swoją karierę podczas Il Lombardii
Następny artykułGeorge Bennett mistrzem Nowej Zelandii
Artur Goławski
Kiedyś szef ligi hiszpańskiej i wydawca na iGol.pl oraz regionalny wysłannik Kuriera Lubelskiego. Dziś zakręcony na punkcie kolarstwa (nie tylko tego na szosie). Miłośnik gotowania, NBA i języków romańskich. Prowadzę małe domowe zoo, składające się dwóch psów i trzech kotów.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze