Kryteria uliczne to wydarzenia, które często symbolicznie zamykają sezon kolarski. Zawody te mają lekki, pokazowy charakter – służą przede wszystkim temu, by zbliżyć znane nazwiska ze świata kolarstwa do publiczności w miejscach, które na co dzień nie mają dostępu do wyścigów najwyższego szczebla. Bywa, że przyciągają sponsorów, a sami zawodnicy mogą potraktować je jako formę rozrywki lub okazji do dodatkowego zarobku.
Wielu sportowców nie ukrywa swojego negatywnego nastawienia do takich inicjatyw. Do tego grona zalicza się Mads Pedersen (Lidl – Trek), który w swoim podcaście w ostrych słowach wypowiedział się o tych wyścigach.
Są okropne. Na końcu chodzi tylko o założenie wymyślnego kasku, kilka gestów do trybun i niewiele więcej. Po to są. Odrzuciłem takie propozycje kilkakrotnie. Nigdy nie mów nigdy, ale to ostatnia rzecz, jaką chciałbym robić po zakończeniu sezonu
Są jednak zawodnicy, dla których udział w kryteriach ulicznych bywa wartościowym przeżyciem. W opozycji do swojego rodaka stoi Jonas Vingegaard, który relacjonował niedawno swoje doświadczenia z japońskiego Criterium de Saitama i imprezy w Andorze.
To prawda, że to chyba nie jest najtrudniejszy wyścig kolarski w Japonii, ale to wciąż wyścigi i nie zawsze są łatwe. Jeździłem również w kilku wyścigach w Singapurze, gdzie o mało nie musiałem się wycofać. W Japonii padał deszcz, a nawierzchnia była trochę śliska, więc skończyłem na ziemi. Może to nie była zbyt mądra decyzja, ale uważam, że to było dobre doświadczenie – sam wyścig i cała podróż do Japonii
– podsumował zwycięzca Vuelta a España 2025.









