Niezwykle zacięta rywalizacja na 17. etapie Vuelty pokazała, że nawet najlepsi mają swoje słabości. Bohaterem dnia został Giulio Pellizzari, który odniósł swoje pierwsze zawodowe zwycięstwo, a liderzy klasyfikacji generalnej, Jonas Vingegaard i João Almeida, przyznają, że był to dla nich dzień przetrwania.
Młody Włoch, Giulio Pellizzari (Red Bull – Bora – hansgrohe), zaskoczył wszystkich, triumfując na 17. etapie Vuelta a España. Mimo, że startował jako pomocnik lidera zespołu, Jaia Hindleya, wykorzystał okazję w końcówce wyścigu, by odnieść swoje pierwsze zwycięstwo w karierze. Jak sam przyznaje, to była spontaniczna decyzja, która przyniosła niesamowity efekt.
To najpiękniejszy moment w mojej karierze, choć jest ona oczywiście jeszcze krótka. Dzisiaj miałem dziwne przeczucie, że to może być mój dzień. Muszę podziękować moim kolegom z drużyny, a zwłaszcza Jaiowi. Walczyliśmy o podium, ale myślę, że to jeszcze nie koniec
Pellizzari odparł ataki rywali, a następnie sam wykazał się determinacją, atakując kilkukrotnie. Jedna z tych prób okazała się skuteczna.
Cały podjazd jechaliśmy na maksa, żeby spróbować zgubić Toma Pidcocka. W ostatnich trzech kilometrach było nas dwóch w czołowej grupce i Pomyślałem, że jeśli zaatakuję, to nikt za mną nie pojedzie – i tak się stało. Riccitello kilkukrotnie próbował mnie zgubić na najtrudniejszym odcinku i cierpiałem, ale kiedy podjazd stał się łagodniejszy, bardziej mi odpowiadał i wtedy spróbowałem
– opowiedział Włoch o końcówce 17. etapu.
Liderzy klasyfikacji generalnej, João Almeida (UAE Team Emirates-XRG) i Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike), zgodnie przyznają, że 17. etap był dla nich testem wytrzymałości. Pomimo, że wielu oczekiwało wielkiej bitwy, kolarze byli dziś ewidentnie nie w formie i skupili się na kontrolowaniu rywali.
Joao Almeida przyznał, że nie jest rozczarowany swoją dzisiejszą jazdą. Portugalczyk zwrócił uwagę na trudność dzisiejszego podjazdu, a także na szalejący na nim wiatr, który utrudniał kolarzom rywalizację.
Nie jestem rozczarowany, jestem po prostu zmęczony. Podjazd był bardzo trudny w pierwszej części, a w drugiej wiał silny wiatr i nikt nie chciał marnować energii. To był ciężki podjazd i ostatecznie wszyscy dojechaliśmy prawie razem, z wyjątkiem tych, którzy są szybsi w sprincie
Zawodnik UAE Team Emirates – XRG w swoim stylu nie zareagował od razu na atak Jaia Hindleya, ale jechał swoim mocnym, stałym tempem i po chwili dociągnął do uciekającej grupki, przyciągając przy okazji późniejszego zwycięzce etapu.
Początek podjazdu pokonywaliśmy na maksa i wiedziałem, że nie mogą utrzymać tego tempa, więc jechałem swoim rytmem i byłem pewien, że ich dogonię. Później było bardzo wietrznie. Droga często zmieniała kierunek, więc wiatr wiał z przodu, z tyłu i z boku, co było dość specyficzne. Podjazd był bardzo trudny, szybko zostaliśmy sami, ale to, że nie miałem pomocników, niewiele zmieniło. Poza tym Vingegaard nie wyglądał najlepiej, ale ja też nie, więc myślę, że byliśmy w takiej samej sytuacji
Świadomy swojej nienajlepszej dyspozycji był również sam Duńczyk, który jednak nie robi z tego tragedii, a raczej stara się dostrzegać pozytywy, za który uważa fakt, iż zakończył dzień bez strat.
Szczerze mówiąc, z przodu wszyscy byliśmy dziś na podobnym poziomie. Myślę, że bardziej cierpiałem na podjeździe poprzedzającym finałowy. Tempo było dziś bardzo wysokie i był to naprawdę ciężki dzień. Nie był to mój najlepszy dzień, ale udało mi się go przetrwać. To był jeden z tych dni, kiedy nie czujesz się najlepiej i musisz po prostu spróbować przetrwać. Jeśli uda ci się zakończyć bez strat, to jest to dobry dzień
Vingegaard był głównym faworytem do wygrania dzisiejszego etapu i jak sam przyznał, miał nadzieję, że mu się to uda. Duńczyk opowiedział również o swoich oczekiwaniach na czasówkę, która zostanie rozegrana na pechowej na niego trasie, na której przed dwoma laty przeżywał trudne chwile.
Miałem nadzieję, że wygram dziś, ale mi się nie udało. Ostatecznie, te dwie sekundy, które zyskałem na mecie w klasyfikacji generalnej, są na pewno lepsze niż nic. Myślę, że jeśli zaliczę dobry występ, to 50 sekund powinno wystarczyć na João, ale jeśli będę miał kolejny słabszy dzień, mogę stracić więcej niż 50 sekund.Tamta czasówka była dla mnie straszna. Mam nadzieję, że tym razem pójdzie mi lepiej. To będzie płaska trasa, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Mam nadzieję, że dam radę
– zakończył Duńczyk.








