fot. Giro d'Italia
Chris Harper wygrywa 20. etap Giro d’Italia. Nie on był jednak głównym bohaterem dzisiejszego dnia. Tę rolę odegrał Simon Yates, który niemal zapewnił sobie zwycięstwo w wyścigu.
25 maja 2018 roku przeszedł do historii jako dzień ostatniego – i być może największego – spośród wielu wielkich triumfów Chrisa Froome’a. To wtedy Brytyjczyk przeprowadził 80-kilometrowy rajd, który pozwolił mu całkowicie odwrócić losy wyścigu. Zaatakował na Colle delle Finestre – podjeździe, który dziś, po siedmiu latach przerwy, wrócił na trasę Giro d’Italia.
Blisko 20 kilometrów wspinaczki o średnim nachyleniu wynoszącym 9,2%, a do tego osiem kilometrów prowadzących po szutrze… To właśnie obecność Finestre była największą obietnicą na to, że dziś doczekamy się emocjonującego starcia Simona Yatesa, Richarda Carapaza oraz Isaaca del Toro – trzech najlepszych kolarzy klasyfikacji generalnej, których dzieliło kilkadziesiąt sekund.

Yates żądny zemsty

Gdy Chris Froome atakował na Finestre, Isaac del Toro miał zaledwie 14 lat i prawdopodobnie nie wiedział, że w przyszłości będzie zarabiał na życie jeżdżąc na rowerze. W przeciwieństwie do dwóch goniących go kolarzy, którzy w 2018 roku rywalizowali z przeżywającym wielkie chwile Brytyjczykiem, jednak wspominają tamten dzień zupełnie inaczej. Carapaz zajął 2. miejsce, co zapewniło mu pierwszy w karierze awans do czołowej „5” klasyfikacji generalnej. Yates – wcześniej pewnie zmierzający po zwycięstwo w wyścigu, na Finestre został daleko z tyłu, a do mety dojechał 40 minut po najlepszych.
7 lat później Carapaz wyglądał na kolarza, który chciałby w jakiś sposób nawiązać do wyczynu, którego był wówczas naocznym świadkiem. Od pierwszego kilometra podjazdu niezwykle mocne tempo zaczęli nadawać kolarze EF Education First, a sam Ekwadorczyk ruszył już na około 44 kilometry przed metą. Chciał zaskoczyć Del Toro, ale nie dał rady. Meksykanin jako jedyny odpowiedział na jego atak i obaj panowie stopniowo oddalali się od grupy faworytów, której poprzednie podjazdy nie zdążyły jeszcze przerzedzić.

Wtedy jeszcze wydawało się, że Finestre po raz drugi zakończy marzenia Simona Yatesa o zwycięstwie w najdłuższym włoskim wyścigu. Ten jednak nie zamierzał się poddawać. Owszem, nie zdążył zareagować na przyspieszenie dwóch kolarzy z Ameryki Łacińskiej, ale później sam oderwał się od grupy faworytów i zaczął odrabiać straty do uciekającej dwójki.

Dogonił ją około kilometr później i od razu zaczął atakować. Na pierwszy skok zareagował Carapaz, więc spróbował po raz drugi – również bez powodzenia. Ostatecznie, w myśl powiedzenia „do trzech razy sztuka”, dopiął swego. Między nim a Carapazem i Del Toro znów utworzyła się luka – tyle że tym razem to Yates był na czele.
W drodze po zwycięstwo

Przez pierwsze kilometry akcji Brytyjczyka, różnica między nim a dwójką Latynosów była stosunkowo niewielka – według oficjalnych danych oscylowała między kilkunastoma i dwudziestoma sekundami. Szybko zaczęła jednak rosnąć, gdy okazało się, że dwaj pierwsi kolarze klasyfikacji generalnej ewidentnie nie mogą się dogadać. Raczej nie ze względu na różnice pomiędzy ekwadorską a meksykańską odmianą języka hiszpańskiego.

Od początku pogoni Del Toro zrzucał ciężar gonitwy na bardziej doświadczonego Carapaza. Być może był zmęczony bronieniem od dwóch tygodni różowej koszulki, a być może założył, że to broniący drugiego miejsca Ekwadorczyk powinien być bardziej zainteresowany zminimalizowaniem strat do Brytyjczyka. Ten jednak również nie zamierzał dawać z siebie wszystkiego tylko po to, by dowieźć zwycięstwo w całym wyścigu swojemu rywalowi.

Owszem, to Carapaz pracował przez większość czasu, ale bardzo rwanym tempem. Raz jechał bardzo spokojnie, by po chwili zaatakować. Za każdym razem bez powodzenia. Rwane tempo grupy Carapaz-Del Toro najlepiej ukazywał… Derek Gee. Jazda czwartego kolarza klasyfikacji generalnej również mogła się podobać. Nie miał dziś formy, pozwalającej mu na walkę z najlepszymi, jednak zyskiwał jadąc cały czas równym tempem, nie przejmując się rywalami. W efekcie, gdy tempo liderów spadało – doganiał ich a gdy tylko ci przyspieszali, zostawał z tyłu.

Gdy kolarze w końcu wjechali na szczyt Finestre, Yates… był już wirtualnym liderem. Pobił rekord podjazdu – przejechał go szybciej nawet niż 7 lat temu Chris Froome. Jego przewaga dochodziła do 1:50. Istniały wielkie szanse na to, by słynna wspinaczka oddała mu to, co zabrała 7 lat temu.

Odkupienie

Kolejne kilometry tylko przybliżały Yatesa do końcowego zwycięstwa. Del Toro wciąż nie zamierzał nadawać tempa – podobnie jak Carapaz, który ewidentnie stracił już wiarę w końcowe zwycięstwo. Przez niemal 20 ostatnich kilometrów oglądaliśmy zatem dziwaczny obrazek: kolarze, którym uciekało zwycięstwo w klasyfikacji generalnej zaczęli jechać spacerowym tempem. Tempo nieco wzrosło dopiero wtedy, gdy stało się coś, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się niemożliwe: do Carapaza i Del Toro dojechała grupa pozostałych liderów, w której jechał m.in. Rafał Majka.

Yates był na przeciwnym biegunie – on mógł liczyć na stuprocentowe oddanie Wouta Van Aerta. Zaraz po rozpoczęciu zjazd dołączył do Belga, który jakiś czas wcześniej został za ucieczką dnia. Gdy samotny Yates dojeżdżał do mety, jego przewaga nad goniącymi wynosiła już ponad 5 minut.

Po siedmiu latach dopiął swego, choć jest już zupełnie innym kolarzem niż wtedy. W 2018 roku wygrał trzy etapy i przez trzynaście etapów był liderem klasyfikacji generalnej. Tymczasem teraz właściwie zapewnił sobie zwycięstwo w wyścigu, choć do tej pory ani przez moment nie jechał w różowej koszulce i nie wygrał choćby jednego etapu.

Harper w cieniu

Tak, być może najlepszy dzień w karierze Simona Yatesa nie zakończył się jego zwycięstwem etapowym. Swój dzień mieli bowiem uciekinierzy dnia, wśród których znaleźli się tym razem: Quinten Hermans (Alpecin-Deceuninck), Jimmy Janssens (Alpecin-Deceuninck), Timo Kielich (Alpecin-Deceuninck), Alessandro Verre (Arkéa-B&B Hotels), Pello Bilbao (Bahrain Victorious), Fran Miholjević (Bahrain Victorious), Sylvain Moniquet (Cofidis), Dries De Bondt (Decathlon AG2R La Mondiale), Andrea Vendrame (Decathlon AG2R La Mondiale), Kevin Geniets (Groupama-FDJ), Quentin Pacher (Groupama-FDJ), Enzo Paleni (Groupama-FDJ), Rémy Rochas (Groupama-FDJ), Kim Heiduk (INEOS Grenadiers), Francesco Busatto (Intermarché-Wanty), Kevin Colleoni (Intermarché-Wanty), Simon Clarke (Israel-Premier Tech), Jacopo Mosca (Lidl-Trek), Mads Pedersen (Lidl-Trek), Carlos Verona (Lidl-Trek), Jon Barrenetxea (Movistar Team), Jefferson Alveiro Cepeda (Movistar Team), Milan Vader (Q36.5 Pro Cycling Team), Gianmarco Garofoli (Soudal Quick-Step), Ethan Hayter (Soudal Quick-Step), Chris Harper (Jayco AlUla), Chris Hamilton (Team dsm-firmenich PostNL), Mirco Maestri (Team Polti Kometa), Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike), Martin Marcellusi (VF Group-Bardiani CSF-Faizanè), Manuele Tarozzi (VF Group-Bardiani CSF-Faizanè).

Wymienieni kolarze wykorzystali fakt, że główna grupa ożywiła się dopiero na Finestre, a u podnóża podjazdu traciła już do ucieczki blisko 8 minut. Niewiele wiadomo na temat tego, co, z uciekinierami stało się później – kamery telewizyjne były całkowicie skupione na epickiej walce o zwycięstwo w całym wyścigu. Wygląda jednak na to, że walka o etapowy triumf była zdecydowanie mniej interesująca niż to, co działo się z tyłu. Chris Harper, który wyszedł z niej zwycięsko, zaatakował na 43 kilometry przed metą i szybko oddalił się od pozostałych zawodników, którzy byli stopniowo doganiani przez grupę liderów.

Harper bardzo mocno pojechał Finestre – stracił tam do Yatesa tylko 3 minuty, a później ani przez moment nie groziło mu, że zostanie doścignięty do Brytyjczyka. Zasłużenie wygrał więc etap, a niespełna dwie minuty później mógł spokojnie obserwować jak kolarz, który jeszcze rok temu był jego kolegą z zespołu, w ostatniej chwili przejmuje Maglia Rosa.

Wyniki 20. etapu Giro d’Italia 2025:

Results powered by FirstCycling.com

Poprzedni artykułPiękna wśród bestii – zapowiedź 20. etapu Giro d’Italia 2025
Następny artykułLadies Tour of Estonia 2025: Polski dublet. Karolina Kumięga wygrywa przed Malwiną Mul
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
28 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Ale za to ładnie finiszowal del toro.

Piotr
Piotr

Takiego etapu to by Hitchcock nie wymyślił , etap dziesięciolecia. Epicki podjazd, epicka akcja yates. Wout wspaniale pomógł . Przykre, ale muszę to napisać , że Majka po dzisiejszym etapie już taki cwaniaczek nie będzie . To był cios wagi ciężkiej . Ale trzeba oddać carapazowi, że na samym dole podjazdu wykosił wszystkich pomocników UAE. To był pierwszy kluczowy moment .

Marcraft
Marcraft

Pogacar ma prostszą i szerszą twarz niż Vingegaard. Już wiadomo, dlaczego z nim przegrywał. Visma ma najlepsze witaminy po prostu.

Majkel Wantyrnałt.
Majkel Wantyrnałt.

Brawo kapitan Jajec. W sumie wolałem Carapaza, ale parafrazując popularne ostatnio powiedzonko – byle nie UAE. Trochę niepoważne zachowanie Ekwadorczyka na podjeździe, który pracował na Del Toro niemal jak Majka, ale to nie wystarczyło. Swoją drogą nie podoba mi się ten gościu od etapu do Sieny, kiedy atakował po kraksie nawet swojego teoretycznego lidera z drużyny. Mołodiec. Dzisiaj jeszcze dołożył pretensje, że Riczi już dalej nie pracuje na niego.
Swoja drogą straszna szkoda byłaby gdyby ten etap został wykastrowany z tak pięknego podjazdu, który oddziela, mężczyzn od chłopców.
Denerwuje mnie już podniecanie się komentatorów jak to pięknie pracuje Majka. Gościu zgarnia niezłą kasę i świetnie wykonuje swoje obowiązki, ale takie jaranie się zalatuje potężnymi kompleksami.

szczebelek
szczebelek

Powiedzmy sobie szczerze, że nie każdy jest Pogacarem czyli posiadania wytrzymałości do trzech tygodni ciągłego atakowania i szarpania. Natomiast mnie dziwi, że Yates, Majka i Mcnaulty nie potrafili utrzymać na wodzy przedszkola w postaci Del Toro i Ayuso , którzy mieli między sobą pretensje kto komu powinien robić dobrze. Za to Simon Yates wygrał Giro na górze, która go kiedyś pokonała natomiast Del Toro zrobił po prostu Simonka…

Padej Togacar
Padej Togacar

UEA pojechało taktyką na Tadka, bez Tadka.

Albert
Albert

@Alek, nom, zystał na tym z 1-2 sek., niemal uratował różowy koszul

Łukasz
Łukasz

Odrzucając trolerskie teksty napiszę jak to widzę z mojej perspektywy. Jestem wielkim fanem Pogiego, ale szanuję, choć ani trochę nie lubię, Vismę. Rozegrali wyścig po królewsku. Szymon jechał w tle, ale ani razu nie tracił dystansu do liderów. Oszczędzał siły by dziś pokazać moc. Del Toro to taki młokos, nieogarnięty z niezłym potencjałem, ale czy będzie z niego mistrz to dopiero szosa pokaże. Dzisiejszy etap był po prostu piękny. Dostarczył emocji dla każdego. Dla tych którzy się cieszyli, że UAE dostało manto i tych, którzy krzyczeli do tv (ja tak robiłem) dawaj del Toro, dawaj. Ale ten Brytyjczyk niesamowicie równo jadący po kolejny sukces w karierze zrobił robotę. Starcie Visma vs UAE kolejna odsłona. Następny akt TdF. Nie mogę się doczekać tej walki Jonas kontra Pogi 😁
PS. Rafał Majka jest wielkim pomocnikiem i należą mu się słowa uznania.

Adam
Adam

Marcraft witaminy to by Tobie się chyba przydały na rozum…

Pablito
Pablito

Majkel kompleksami to zalatuje Twoja prostacka wypowiedź, spróbuj dostać się przynajmniej na paraolimpiadę jako fotograf to pogadamy, Majka jest świetnym kolarzem ze wspaniałą karierą i naprawdę pięknie się ogląda jak ciągle jeździ z najlepszymi. Denerwować to się można tym, że jutro kolejny żałosny cwaniaczek zostanie prezydentem, ku uciesze tempej, ciemnej masy, która zamiast z biblioteki czerpie wiedzę z mediów społecznościowych.

Ricky
Ricky

Skoro Majka jest takim „profesorem” i „kapitanem” (do tego, jak się wczoraj nasłuchałem, fantastycznie rzuca bidonami w stronę kibiców) to dlaczego nie jedzie na TdF asystować Tadeuszowi?

Czapki z głów przed całą Vismą, będę im kibicował, by na Tourze też utarli nosa ekipie finansowanej przez arabską satrapię (znudziło mnie już kibicowanie Roglicowi i ciągle rozczarowania z tym związane…).

Barmanekm
Barmanekm

Czy to były błędy, czy granice możliwości, czy trochę pecha/szczęścia/przypadku trudno powiedzieć ale:
1) UAE nie zabiera się w ucieczkę (fakt, że mieli już okrojony skład)
2) EF wykasza pomocników UAE na początku decydującego podjazdu
3) Byczek lekceważy/nie ma siły/ma inny plan/nie działa radio – skreślić niepotrzebne atak Yatesa
4) Yates ma precyzyjny plan, prawdopodobnie ustalony już od kilku dni i znakomicie razem z zespołem go wykonują.

Kilka czynników, w tym stara prawda „gdzie dwóch się bije…” i mamy kolejny, legendarny etap na Giro. Super się to oglądało.

Czekam na „oficjalne” komentarze ekip i takie tam.

pik
pik

Och, piękna walka, podoba mi się ten wyścig, ale zasmuca mnie myśl, ze następny będzie TdF, a tam w zasadzie wszystko już wiadome

yeb
yeb

Marcraft
Weź długi rozbieg i tak mocno się stuknij w główkę. Powtórz 3 razy

Wajcha
Wajcha

Ten etap trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze jeżeli chcemy analizować przyczyny porażki del Toro/Carapaza i wielki triumf Yatesa:
1. Ucieczka. UAE miało w teorii jedno zadanie – nie puścić nikogo z Vismy i EF do ucieczki, żeby Yates i Carapaz nie mieli z przodu pomocników. Ze wszyskich zawodników puścili tego, który wiele razy już pokazał, że potrafi robić cuda – Wouta van Aerta. Błąd numer 1.
2. Jazda w peletonie. UAE totalnie odpuściło ucieczkę, dając Belgowi na tyle duży zapas, żeby ten na spokojnie miał szansę przejechać podjazd przed zawodnikami z peletonu. EF postanowiło gonić, ale wtedy na liczniku było już 9 minut. W tamtym momencie UAE zamiast głupio rozjeżdzać powinno posłać do przodu Baronciniego i liczyć, że choć trochę uda się tą stratę zredukować. Ciągle powinni mieć w głowie to, że van Aert na płaskim zniszczy del Toro, nawet jeżeli na szczycie to będzie 15 sekund. Tutaj jest błąd numer 2.
3 . Początek podjazdu. EF narzuciło strasznie mocne tempo, ale po chwili Carapaz zwolnił, mając na kole Meksykanina. Ten przestój wykorzystał Simon Yates, który przeskoczył do tej dwójki. Nikt z UAE nie ruszył, a to był moment, kiedy Majka, McNulty mieli szansę choć trochę uspokoić sytuację z przodu. Mogli nie mieć nóg – OK, ale jak nie wtedy, to już nigdy nie będzie szansy znaleźć się przy liderze.
4. Syndrom Carapaza. Tak nazwałbym dzisiaj zachowanie del Toro. Jasnym jest, że to Ekwadorczyk był najbliższym zagrożeniem dla lidera. Ten naprawdę dobrze odpowiadał na wszystkiego jego ataki, ale zapomniał, że Yates też jest „blisko”. A zupełnie odpuścił Brytyjczyka. Nie wiem tylko dlaczego tak się stało. Zwłaszcza w momencie, kiedy widział, żę Carapaz już nie zamierza mocno deptać i gonić Yatesa powinien chociaż na chwilę pociągnać. A wyglądało to tak, jakby nie miał siły, ale jak tylko Carapaz przyspieszał, to del Toro od razu znajdował w sobie nowe pokłady energii. No i to zachowanie na zjeździe i płaskim. To po prostu nie wyglądało dobrze, jak Meksykanin zrezygnował z walki o zwycięstwo. A ten finisz pokazał tylko to, jak głupio del Toro pojechał, bo widać, że jakieś tam pokłady siły jeszcze w nim były. W tej sytuacji trochę szkoda mi Carapaza, bo trochę to wyglądało tak, jakby Yates i del Toro jechali w jednej drużynie i próbowali ograć Ekwadorczyka.

Ta radość na mecie była dziwna, bo pomimo tego, że dla tak młodego zawodnika 2. miejsce w Giro to wielkie osiągnięcie, to ten ostatni etap i jazda del Toro wyglądała źle. Zarówno z taktycznego jak i zwyczajnego sportowego punktu widzenia. Być może trochę jest w tym także wina Carapaza, który na ostatnich etapach skutecznie kradł Yatesowi sekundy budując wrażenie, jakoby faktycznie tylko on był w stanie pokonać Meksykanina. A Yates spokojnie wyczekał swoją szansę i ruszył. Dojechał do van Aerta i było po wszystkim. Taka prosta i oczywista taktyka, a jaki rezultat przyniosła. Brawa dla drużyny Visma.

tom
tom

jak mowilem od poczatku tak sie tez stalo, czarny kon zwycieski. Takie samo upokorzenie czeka na uae we francji na tourze i dauphine jak jonas rozjedzie tadka.

Kuba
Kuba

Etap bardzo interesujący. Fajnie się oglądało. Piękna jazda S.Y. Do samego końca. Fajnie, że było trochę po szutrze. To, że UAE straciło dziś koszulkę lidera. No cóż, taki jest sport.

Tajfun
Tajfun

Ciekawe jakby Majka się zaprezentował w całym wyścigu gdyby był nr 1

Adolf Hitman
Adolf Hitman

Szymek wyjaśnił wszystkich przepotężnie.

reko
reko

@Tajfun….nijak, Rafał już się najeździł jako lider i rola która ma mu pasuje. Posłuchaj wywiadu Marczysnkiego z Majką „rozmowy pod oknem” , czy jakoś tak. Rafal tam dużo mowi o swoich początkach, jeździe jako lider i obecnej roli. Czasami tak jest ze ktoś lepiej odnajduje się w roli luksusowego pomocnika, łowcy etapów niż lidera na wielkie tour lub też na wszystko w życiu przychodzi odpowiedni czas.

Kuba
Kuba

Tak jak już parę osób tu napisało: UAE popełniło dzisiaj parę poważnych błędów: puścili van Aerta do ucieczki, potem pozwolili tej ucieczce odjechać na 8 minut i do tego wszyscy pomocnicy odpadli od swojego lidera zaraz na początku podjazdu. Del Toro z kolei pilnował Carapaza, a zlekceważył zupełnie Yatesa. Potem postanowił z Richim nie współpracować. Oddał dzisiaj wygraną w Giro praktycznie bez walki. W UAE Rafał chyba jako jedyny pojechał parę ostatnich etapów na 100%. A. Yates bez formy i bez woli walki. McNulty – wyglądało na to, że ważniejsze dla niego było aby znaleźć się w top 10 niż obronić różową koszulkę dla drużyny.

Ricky
Ricky

Pablito, fakt, że nie umiesz nawet poprawnie napisać słowa „tępy” sugeruje, że sam raczej też nie jesteś bywalcem bibliotek. Pomijam już bijącą z wypowiedzi pogardę dla innych ludzi, bo to typowe dla takich „oświeconych” postępaków.

Greg
Greg

Postawe del Toro na dzisiejszym etapie okresliłbym jako godzącą w ducha sportu. Podjął chłopak jednoosobowo decyzje o przegraniu touru dla UAE. Nie wiem czy miał siły aby wygrać, ale ewidentnie miał aby walczyć. Czegos takiego jeszcze nie widziałem. Dla mnie skandal.

Anty hiphop
Anty hiphop

To probosz tak podejrzanie wychwala tego Majkę… pomocnik jakich wielu w peletonie…

Albert
Albert

Najważniejsze pytanie, na korbach jakiej długości jechał S. Yates?

Nerd
Nerd

Pogacar tak mi obrzydził oglądanie kolarstwa, że każda taka klęska UAE cieszy podwójnie.
Co do del Toro, to dzieciak wyraźnie nie dorósł jeszcze do takiej sytuacji, co było widać na zjeździe z Finestre (jego dziwne miny i zachowanie). Ważniejsze było zająć 2 miejsce i nie przegrać z Carapazem, niż walczyć o zwycięstwo.

Mateusz
Mateusz

Brawo Visma teraz tylko w zdrowiu do TdF. Skoro. Jonas rok temu będąc w jakiejś formie na 70proc stracił tylko ok 5min i to mając słabszy skład to teraz idziemy po zwycięstwo. Precz z tymi szejkami.

Mateusz
Mateusz

Teraz oby Simon po spełnieniu się zregenerował się na Tour i dał z siebie wszystko na jakieś chociaż dwóch ważnych etapach przy pomocy. Resztę niech totalnie oleje.