fot. Tour de Pologne / Szymon Gruchalski

Czesław Lang udzielił nam krótkiej rozmowy, w której odpowiedział m.in. na pytania dotyczące przyszłości Orlen Wyścigu Narodów.

Tegoroczna edycja największego polskiego wyścigu dla Orlików była wyjątkowa. Także dlatego, że wyścig zakończył się 17 maja – dokładnie wtedy, gdy swoje 70 urodziny obchodził dyrektor wyścigu – Czesław Lang. Pomimo wieku medalista olimpijski z Moskwy wciąż stara się utrzymywać wysoką formę, choćby poprzez kolarskie treningi.

– Muszę przyznać, że ostatnio miałem dłuższą przerwę. Najpierw była zima, potem czasu nie było, ale przedwczoraj w końcu wybrałem się na trening i przejechałem 70 kilometrów. Cieszę się, bo widzę, że forma wciąż jest

– opowiadał w piątek Lang, który trenował na podkarpackich szosach – po trasie, którą już w sobotę przejechał jeszcze raz podczas ORLEN Lang Team Race – wyścigu dla amatorów, który sam organizuje.

Trasa jego imprezy w pewnej części pokrywała się z trasą ostatnich etapów tegorocznej edycji Orlen Wyścigu Narodów. Tym razem wyścig dla orlików został przeprowadzony z nieco mniejszym niż zazwyczaj rozmachem. Podczas gdy w poprzednich latach wyjeżdżał poza granicę Polski, na terytorium Czech, Słowacji i Węgier, tym razem ograniczył się tylko do województwa podkarpackiego.

– W poprzednich latach do wyścigu dokładał się również Orlen-Czechy – w tym roku się wycofali. W związku z tym nasz budżet jest teraz zdecydowanie mniejszy – prawie o połowę. To dlatego w tym roku zorganizowaliśmy wyścig wyłącznie u nas w kraju, choć bardzo tego żałuję. Ta idea, w myśl której wyścig organizowany jest na terytorium trzech państw – Czech, Słowacji i Polski bardzo mi się podoba. Niestety sytuacja jest jaka jest i w tym roku musiałem walczyć o to, żeby wyścig w ogóle się odbył.

– Musimy rozmawiać z Orlenem, który wciąż jest naszym głównym partnerem. Mam nadzieję, że jakoś się dogadamy. Że Orlen zobaczy, że organizacja tego wyścigu to korzyść także dla nich – budowanie wizerunku i robienie czegoś dobrego nie tylko dla samej firmy, ale i dla Polski

– mówi Lang.

Oczkiem w głowie pierwszego polskiego kolarza zawodowego pozostaje jednak Tour de Pologne. W przyszłym roku na trasie wyścigu dojdzie do dość istotnej zmiany, ponieważ zabraknie na niej Krakowa, który gościł wyścig nieprzerwanie od 18 lat. Jako mieszkaniec byłej stolicy Polski, musiałem zapytać, kiedy wyścig wróci na krakowskie Błonia, które w ostatnich edycjach wyrosły na polskie Pola Elizejskie.

– Wszystko zależy od władz Krakowa. Trochę zmienili podejście do Tour de Pologne. Ale cieszę się bardzo, że doczekaliśmy się takiego partnera jak Kopalnia Soli Wieliczka. To też jest polskie dobro narodowe – tak samo nasz wyścig. Zresztą, kibice z Krakowa mają tam bardzo blisko, więc już teraz zapraszamy ich na start i metę 7. etapu tegorocznej edycji, którym będzie jazda indywidualna na czas. A rozmowy z Krakowem zawsze będą otwarte, więc miejmy nadzieję, że jeszcze tam wrócimy

– zakończył.

Z Hotelu w Sanoku Bartek Kozyra

Poprzedni artykułIsaac del Toro wzruszony słowami Egana Bernala: „Wow… to mój największy idol”
Następny artykułAndre Greipel przestał być selekcjonerem kadry Niemiec
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze