fot. Tour du Rwanda

Stało się! Mimo ogromnych kontrowersji organizatorzy Tour du Rwanda doprowadzili do etapu z metą w Gisenyi – zaledwie kilka kilometrów od granicy z Demokratyczną Republiką Konga. Zwycięzcą 3. odcinka został Brady Gilmore, a prowadzenie pewnie obronił 4. na mecie Fabien Doubey.

Za nami etap, o którym mówiło się najwięcej w kontekście bezpieczeństwa kolarzy biorących udział w 17. edycji Tour du Rwanda. Kolarski peleton udał się dziś z Musanze w stronę Rubavu, a dokładnie Gisenyi będącego miastem granicznym z Gomą w Demokratycznej Republice Konga. To właśnie zajęcie ostatniego tego miasta przez rebeliantów z M23 było najgłośniej poruszane medialnie, a w następstwie odcięcia prądu w Gomie istniało m.in. ryzyko uwolnienia się z laboratorium wirusa Ebola.

Co ciekawe na oficjalnej mapie ze strony wyścigu kolarze nie zafiniszowali bezpośrednio przy granicy z DRK – ta jest na niej bowiem przesunięta o kilka kilometrów na zachód sugerując, że zbrojnie zajęte lotnisko w Gomie należy w rzeczywistości do Rwandy. Przypadek czy celowa manipulacja mająca wpływać na opinię publiczną i sugerować nowy układ granic w pamięciach? Tego się nie dowiemy.

Wracając do aspektu sportowego rywalizacji – kolarze mieli dziś do pokonania niezbyt wymagające 121,3 kilometra, na które składał się 60-kilometrowy dojazd z Musanze oraz dwie nieco ponad 30-kilometrowe rundy wokół Rubavu zawierające podjazd pod Rambo (5,5 km; 6,4%). Zawodnicy zafiniszować mieli tuż pod siedzibą browaru Amstel mieszczącego się w tym mieście.

W odjazd dnia zabrało się dziś czterech kolarzy, a byli to Didier Munyaneza (Reprezentacja Rwandy), Samuel Niyonkuru (Team Amani), Etienne Tuyizere (Java – Inovotec Pro Team) oraz Filimon Zerabruk Debay (Reprezentacja Etiopii). Grupka szybko wypracowała sobie 5 minut przewagi. W peletonie na pracę zdecydowali się kolarze Israel – Premier Tech mający nadzieję na trzecie z rzędu zwycięstwo etapowe.

Przy pierwszym podjeździe pod Rambo do przodu ruszył Samuel Niyonkuru. Także i peleton mocno się podzielił, a swoich sił w akcji ofensywnej spróbował nawet liderujący w wyścigu Fabien Doubey (TotalEnergies), z którym w pierwszej chwili zabrało się zaledwie 5 rywali. 38 kilometrów przed metą samotnie uciekający Rwandyjczyk został dogoniony przez grupę lidera, a ta następnie została doścignięta przez peleton.

Kolejne raporty informowały, że w pierwszej grupie kręciło zaledwie kilkunastu kolarzy, druga część peletonu traciła zaś do nich jedynie kilkadziesiąt sekund, aczkolwiek te nie mogły się połączyć. W mediach społecznościowych wyścigu niestety brakowało dziś zbyt wielu raportów z trasy, w zamian mogliśmy za to otrzymać np. reklamę wczasów nad jeziorem Kivu, która całkowicie ignoruje, że w okolicy trwa właśnie ogromny kryzys humanitarny związany z wielkimi migracjami wywołanymi konfliktem zbrojnym.

Finalnie w walce o etapowy triumf liczyło się 19 zawodników. Po drugie z rzędu zwycięstwo sięgnął Brady Gilmore (Israel-Premier Tech), za którym metę przecięli Yoel Habteab (Bike Aid) i Henok Mulubrhan (Reprezentacja Erytrei). 4. zmagania ukończył Fabien Doubey (TotalEnergies), który nie tylko obronił koszulkę lidera, ale i dzięki swoim ofensywnym akcjom znacząco ograniczył dziś liczbę rywali w walce o końcowy triumf w wyścigu. Kolejne większe grupy stracił dziś bowiem przeszło 1,5 oraz 2,5 minuty do pierwszego peletonu.

Wyniki 3. etapu 17. Tour du Rwanda:

Wyniki dostarcza FirstCycling.com

Poprzedni artykułMathieu van der Poel bez kluczowego pomocnika
Następny artykułSkłady Soudal Quick-Step na Omloop Nieuwsblad i Kuurne-Bruksela-Kuurne 2025
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze