Wczoraj swoje trzecie zwycięstwo w Polsce odniósł Olav Kooij, dziś tego samego dokonał Tim Merlier, który tym razem najlepszy okazał się w Katowicach.
Choć Belg w październiku skończy już 32 lata, to jego doświadczenie w Tour de Pologne jest dwa razy mniejsze niż młodszego o blisko dekadę Kooija. W Polsce startuje po raz drugi w karierze, jednak już dał się poznać kibicom, którzy rokrocznie pojawiają się na trasie – przynajmniej tym z wielkich miast. Poznań, Kraków, Katowice – to trzy największe miasta, w Polsce, które w ostatnich dwóch latach gościły finisze Tour de Pologne i w przypadku każdego z nich zwycięstwo trafiało w ręce Belga.
Ten wyścig nie jest wcale wyjątkiem. Merlier jest w tym roku w formie życia – wygrywał już 13-krotnie, więc siłą rzeczy podnosił już ręce w geście zwycięstwa także w mniejszych miejscowościach, takich jak włoskie Fossano, jednak obok nich znajdziemy również wielkie metropolie – na przykład Rzym i Brukselę albo zdecydowanie mniejszą, choć wciąż dużą Padwę. Teraz do tego grona dołączyły Katowice, choć niewiele brakowało, by stało się inaczej:
– W pewnym momencie miałem problemy, byłem trochę za daleko, ale później z przodu pojawił się kolarz, który przeciągnął mnie trochę do przodu, więc wydaje mi się, że ostatnie kilometry pokonałem mniej więcej tak, jak planowałem. Tempo było jednak wysokie, może byłem dwa miejsca za daleko, ale ostatecznie wybrałem dobry moment na przyspieszenie i w efekcie udało mi się wygrać.
– Pierwsze etapy były dla mnie trudne, także z powodu gorąca, ale jestem bardzo zadowolony z tego, że teraz w końcu udało mi się odnieść kolejne zwycięstwo tutaj. Wygląda na to, że dobrze wszedłem w tę drugą część sezonu.
– mówi Merlier.
Belg w Polsce wrócił do ścigania po dwóch miesiącach przerwy! Nic dziwnego, ponieważ po intensywnym początku sezonu zdecydowanie potrzebował odpoczynku. Do końca czerwca uzbierał 52 dni wyścigowe – to więcej, niż Tadej Pogačar w całym poprzednim roku. I nie były to tylko puste przejazdy. Trzy wygrane etapy UAE Tour, które w tym roku zamieniły się w prawdziwe sprinterskie mistrzostwa świata. Tyle samo sukcesów w Giro d’Italia, wygrane Scheldeprijs… można byłoby wymieniać i wymieniać. Tylko że teraz sezon rozpoczyna się dla niego w zasadzie od nowa.
– Czułem oczywiście trochę stresu. To była długa przerwa – w jej czasie tylko trenowałem, więc pewnie nie jestem tą absolutnie najlepszą wersją siebie. To dopiero ma przyjść. Ale Tour de Pologne to nie jest wyścig, na który możesz przyjechać bez formy. Jest tu wielu sprinterów, stawka jest mocna, więc cieszy mnie, że mogę tu wygrywać.
– przyznawał Merlier, którego za dwa dni czeka jeszcze finisz w kolejnym wielkim mieście – dwukrotnie większym niż Katowice Krakowie.
Stolica Małopolski będzie ostatnim punktem wyścigu i tym samym pobytu Merliera w Polsce. Belg wróci do kraju, jednak nie będzie to dla niego oznaczało dłuższej chwili wytchnienia – wręcz przeciwnie, ponieważ 10 dni po zakończeniu Tour de Pologne, wystartuje w Renewi Tour, w którym będzie chciał się pokazać z na tyle dobrej strony, by móc pokusić się o zrealizowanie swojego kolejnego wielkiego celu na ten sezon
– Mam nadzieję, że znajdę się w składzie na mistrzostwa Europy – mówi. I choć te kończą się w Hasselt, miejscowości mogącej się pochwalić jedynie około 75-tysięczną liczbą mieszkańców, to Belg, oczywiście jeśli pojedzie, z pewnością będzie tam zaliczany do faworytów do końcowego zwycięstwa.









