Ataki, zwroty akcji, chaos – tak w skrócie można by opisać dziewiąty etap Tour de France, wieńczący pierwszy tydzień rywalizacji. Triumfatorem okazał się Anthony Turgis, który był najlepszy z ucieczki. Mimo wielu ataków faworytów do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej, większość z nich wpadła na metę w jednej grupie.
Trasa 9. etapu Tour de France zachęcała kibiców do spędzenia niedzielnego popołudnia z największym wyścigiem świata. Pośród kolarzy i ekspertów są zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy szutrów w wielkich tourach, jednak trzeba przyznać, że gwarantują one ogromne emocje. Organizatorzy Tour de France zaplanowali na dziś aż 14 kamienistych odcinków, a zmagania miały urozmaicić również pagórki ulokowane w środkowej części trasy.
Do etapu w koszulce lidera przystąpił Tadej Pogačar (UAE Team Emirates), dobrze znany ze swojej jazdy na szutrach.
Wietrząc szanse powodzenia ucieczki, bezpośrednio po minięciu znaku „kilometr 0” kolarze ruszyli do ataku. Widoczna była między innymi koszulka w grochy Jonasa Abrahamsena (Uno-X Mobility), jednak wszystkie akcje były likwidowane. Do przodu próbowali wyrwać się między innymi Victor Campenaerts (Lotto Dstny) czy Stefan Bissegger (EF Education-EasyPost), lecz ich ataki nie zakończyły się powodzeniem.
Po kilku kilometrach ucieczkę uformowali mistrz Francji Paul Lapeira (Decathlon AG2R La Mondiale), Romain Gregoire (Groupama-FDJ), Neilson Powless (EF Education-EasyPost), Jarrad Drizners (Lotto Dstny) oraz Derek Gee (Israel – Premier Tech). Harcownicy narzucili mocne tempo, ale peleton nie odpuszczał.
Przewaga czołówki utrzymywała się na poziomie kilkunastu sekund, a z tyłu cały czas oglądaliśmy kontrataki – próbowali Axel Zingle (Cofidis), Maxim Van Gils, Arnaud De Lie (Lotto Dstny) czy Mark Cavendish (Astana Qazaqstan Team), jednak bezskutecznie. Z czasem na czele zobaczyliśmy również Michała Kwiatkowskiego (INEOS Grenadiers), który wraz z kilkoma innymi zawodnikami doskoczył do jadącej z przodu grupki. Wszystko zjechało się po 35 kilometrach rywalizacji.
Niedługo później peleton ponownie się porwał – aktywny znów był Kwiatkowski, a do czołówki starał się przeskoczyć Mathieu van der Poel (Alpecin-Deceuninck). Ten atak również został zlikwidowany. Po krótkim przestoju, na przyspieszenie 156 kilometrów przed metą zdecydował się Gianni Vermeersch (Alpecin-Deceuninck), a za nim podążyli Elmar Reinders (Team Jayco AlUla), Jasper Stuyven (Lidl-Trek), Neilson Powless (EF Education-EasyPost), Maxim Van Gils (Lotto Dstny), Derek Gee (Israel – Premier Tech), Alexey Lutsenko (Astana Qazaqstan Team), Anthony Turgis (TotalEnergies), Javier Romo i Oier Lazkano (Movistar Team).
Widząc, że peleton chce w końcu odpuścić ucieczkę, rozpoczęły się kontrataki. Atakowali Ben Healy (EF Education-EasyPost), Tom Pidcock (INEOS Grenadiers), Matej Mohorič (Bahrain Victorious), Stefan Küng (Groupama-FDJ) oraz kilku innych kolarzy. Do prowadzącej grupy zdołali dojechać tylko Healy, Pidcock, a także Axel Zingle i Alex Aranburu.
Peleton rwie się na strzępy
Tymczasem w peletonie zapanowało szaleństwo. Na wznoszącym się sektorze Baroville równym tempem mogła jechać tylko pierwsza część grupy – pozostali zawodnicy zdecydowanie zwolnili, a wielu z nich musiało się zatrzymać i pieszo pokonywali trudny sektor. W ten sposób w peletonie zostało około 20 kolarzy, a dominującą siłą była tam ekipa Visma | Lease a Bike.
Z tyłu został natomiast Primož Roglič, Aleksandr Vlasov (Red Bull-BORA-hansgrohe) i Juan Ayuso (UAE Team Emirates) – pozostali faworyci jechali razem z Team Visma | Lease a Bike. Po przegrupowaniu, Słoweniec i Hiszpan przy pomocy swoich kolegów z drużyny zaczęli nadrabiać stratę do głównego peletonu. Nie bez problemów, po lotnej premii grupa Rogliča dołączyła do pozostałych faworytów. Na 110 kilometrów do mety przewaga ucieczki wynosiła zaledwie 1,5 minuty i lekko wzrastała.
Na kolejnym sektorze szutrowym defekt zanotował Jonas Vingegaard, co mogło przywołać u niego wspomnienia sprzed dwóch lat. Tym razem obyło się bez rozpaczliwej wymiany rowerów i wszystko przebiegło sprawnie – Duńczyk chwycił maszynę Jana Tratnika i utrzymał się w peletonie, który zmniejszył swoją stratę do zaledwie 30 sekund.
90 kilometrów przed metą na czele głównej grupy pojawiła się żółta koszulka Tadeja Pogačara, który zdecydował się na atak. Do lidera wyścigu doskoczyli Remco Evenepoel, a także Matteo Jorgenson i Christophe Laporte. Drugi z kolarzy Visma | Lease a Bike dość szybko poczekał na grupę Jonasa Vingegaarda, ale nie musiał wysilać się na zmianach – akcja szybko została zneutralizowana.
Kolejna próba namieszania w peletonie
Następny sektor szutrowy prowadził pod premię górską na Côte de Chacenay. Mocne i równe tempo narzucił tam Wout van Aert, zdecydowanie rozciągając główną grupę. Jednocześnie z przodu przyspieszył Derek Gee, jednak nie zgubił żadnego ze swoich rywali.
Kamera przeskakiwała między grupami, bowiem interesujące rzeczy działy się dosłownie wszędzie. Przed linią ostatniej na dzisiejszym etapie górskiej premii zaatakował Remco Evenepoel. Gdy lider klasyfikacji młodzieżowej i drugi kolarz „generalki” zyskał kilkanaście sekund, z głównej grupy skontrował Tadej Pogačar, a za nim pognał tylko Jonas Vingegaard. Trzech kolarzy z podium szybko dojechało do utrzymującej się na czele ucieczki.
Broniący tytułu Vngegaard nie zamierzał jednak współpracować z największymi rywalami i cała trójka poczekała na peleton. Chwilowo podzieliła się też ucieczka – niedługo później na czele pozostało ośmiu kolarzy: Pidcock, Stuyven, Healy, Gee, Aranburu, Romo, Lutsenko i Turgis. 56 kilometrów przed metą zakręt przestrzelił Remco Evenepoel, ale po krótkiej pogoni wrócił do głównej grupy. Kilka minut później w poważnej kraksie ucierpiał natomiast Aleksandr Vlasov, który wyglądał na oszołomionego, ale mimo tego wsiadł na rower i po chwili jechał już w peletonie.
Ataków ciąg dalszy
Kolejną chwilę przestoju starał się wykorzystać Michael Matthews (Team Jayco AlUla), który zaatakował 43 kilometry przed metą. Wraz z doświadczonym Australijczykiem odjechali mistrz świata Mathieu van der Poel (Alpecin-Deceuninck), David Gaudu (Groupama-FDJ), Rui Costa (EF Education-EasyPost), Jacob Fuglsang (Israel – Premier Tech), Rasmus Tiller (Uno-X Mobility) oraz lider klasyfikacji punktowej, Biniam Girmay (Intermarche-Wanty).
Grupa pościgowa zbliżyła się do czołówki na około 50 sekund i „zawisła” na tym poziomie. Tempo w peletonie wzmogło się, gdy zawodnicy wjechali na sektor Verrieres, ulokowany nieco ponad 20 kilometrów przed metą. Tam przyspieszył Tadej Pogačar, z którym odjechał Matteo Jorgenson. Amerykanin poczekał jednak na jadącego z Christophe’em Laporte’em Jonasa Vingegaarda i dociągnął Duńczyka do lidera wyścigu. Trzyosobowa grupka goniła pościg z Mathieu van der Poelem, a za ich plecami mocno pracował Remco Evenepoel, który tym razem przegapił istotną akcję. Jadący w białej koszulce Belg zlikwidował odjazd 16 kilometrów przed metą.
Jednocześnie w ucieczce rozpoczęły się ataki, jednak nie przynosiły one zamierzonego skutku. Dopiero Jasper Stuyven zdołał wypracować sobie niewielką przewagę i na ostatni sektor szutrowy wjechał 7 sekund przed rywalami z ucieczki.
Na tym samym fragmencie po raz ostatni zgubienia Jonasa Vingegaarda spróbowali Tadej Pogačar i Remco Evenepoel, jednak Duńczyk był do nich niemalże przyklejony. Słoweniec atakował w końcowej części odcinka szutrowego, ale nie poskutkowało to rozerwaniem głównej grupy.
Kolarze zbliżali się do mety w Troyes, a na czele wciąż utrzymywał się Jasper Stuyven. Po kontratakach Bena Healy’ego i Dereka Gee Belg został złapany przy wjeździe na ostatni kilometr. Wtedy przyspieszył Irlandczyk, który rozprowadził rywali z ucieczki. Na finisz najwięcej sił zachował Anthony Turgis i przeciął linię mety przed Tomem Pidcockiem i Derekiem Gee.
Czołówka faworytów z klasyfikacji generalnej przyjechała na metę w jednej grupie. Po pierwszym tygodniu rywalizacji prowadzi w niej Tadej Pogačar, przed Remco Evenepoelem i Jonasem Vingegaardem.
Wyniki 9. etapu Tour de France 2024:
Results powered by FirstCycling.com










Tadeusz robi wszystko żeby trzeci raz z rzędu uwalić TdF. Jeszcze dwie trzy takie akcje przed górami i chłopak się wyjedzie.
Koniu co ty pleciesz? Przecież gdyby zerwał remco czy duńcyka byłoby pozamiatane
Tak będzie, Jonas może i nie chciał pracować dzisiaj ale taka taktyka. Nie jego teren, nie będzie się wyżynał. Przyjdą góry to w końcu odjedzie.
Najmądrzejszy z tych wszystkich faworytów jest Roglic jak widać, dojedzie ich wszystkich w górach myślę.