fot. Marta Wiśniewska / naszosie.pl

Tadej Pogačar (UAE Team Emirates) po raz kolejny sprostał roli wielkiego faworyta i obronił tytuł zwycięzcy Il Lombardia. W dwójkowym sprincie pokonał świetnie dysponowanego Enrica Masa z Movistaru. Oto, co miał do powiedzenia podczas konferencji prasowej zorganizowanej na Piazza del Popolo w Como. 

Pogačar podkreślał wspaniałą pracę kolegów z drużyny i zdradził nieco kulis pojedynku z Masem.

– Wspaniale jest tutaj wrócić i ponownie zwyciężyć. Druzyna wykonała dzisiaj świetną pracę. Nie mam nawet słów, by im podziękować. Wspaniale jest móc to wykończyć. To świetne zakończenie sezonu. Próbowałem zaatakować Masa na Civiglio, ale na podjeździe był mniej więcej na tym samym poziomie, co ja. Musiałem więc poczekać do finiszu i cieszę się, że to wszystko tak się skończyło. W Giro dell’Emilia byłem prosto po powrocie z Australii i wiedziałem, że dzisiaj będę miał lepsze nogi. Z dnia na dzień czułem się coraz lepiej i już w Tre Valle Varesine wiedziałem, że jestem dobrze dysponowany

– przyznał Słoweniec, a na pytanie, czy byłe pewny zwycięstwa w dwójkowym sprincie z Hiszpanem zaprzeczył – ale chyba jednak z grzeczności.

– Nie byłem w stu procentach pewien finiszu, ponieważ po 250 kilometrach nigdy nie wiadomo, jak pójdzie ci sprint. Pod koniec oboje byliśmy zmęczeni, ale gdy zobaczyłem linię mety, to po prostu dałem z siebie wszystko. 50-70 metrów przed metą byłem już pewien zwycięstwa.

Od wczoraj donosiliśmy, jak dużym celem jest dla drużyny UAE Team Emirates zwycięstwo w Lombardii. Pogačar to potwierdził.

– Oczywiście, że jest to dla nas bardzo ważne zakończyć sezon w ten sposób. Zwłaszcza, że wszyscy z drużyny dali dzisiaj z siebie absolutnie wszystko. Teraz możemy maksymalnie zrelaksować się podczas off-season.

Dziennikarze pytali lidera UAE Team Emirates, jaką rolę odegrała w jego sukcesie zmieniona trasa. Jednak ten nie upatrywał przyczyny swojego dobrego występu w tym aspekcie. Podsumował, że „wyścig spadających liści” ma mniej więcej tę samą charakterystykę co roku.

– W zeszłym roku trasa była inna, ale tak czy innej jest to długi wyścig z wieloma podjazdami. Końcówka była nieco inna, ale i tak było bardzo wymagająca. Myślę, że to świetnie, że organizatorzy zmieniają coś w trasie, ponieważ wyścig staje się w ten sposób mniej przewidywalny. Mnie te zmiany pasują. Jednak każdego roku ten wyścig jest bardzo ciekawy

– mówił.

Ktoś z obecnych na sali żurnalistów zauważył – zresztą słusznie – że Pogačar był w dobrej formie od stycznia do teraz.

– To prawda, że od pierwszego wyścigu w sezonie byłem w dobrej formie. To wszystko dzięki odpowiednim treningom, przygotowaniom i odpoczynkowi pomiędzy startami. Bardzo się cieszę, że udało mi się utrzymać dobrą formę przez cały sezon. Mam nadzieję, że w kolejnych sezonach także będzie mi się to udawało, ale nigdy nie wiadomo

– odpowiedział Pogačar.

Teraz wakacje, chociaż Tadej Pogačar nie przestaje podróżować. W najbliższym czasie wybierze się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz do Kolumbii. My pytaliśmy go, jak lubi spędzać wolny czas.

– Mam trochę rzeczy do zrobienia w domu, jadę na gran fondo Rigo Urana do Kolumbii, zgrupowanie z drużyną w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wakacje. A potem znowu przygotowania do sezonu – pewnie wznowienie treningów w połowie listopada. Wszystko po to, aby w przyszłym sezonie ponownie być w dobrej formie

– zakończył „Pog”, który wyraźnie jest już myślami przy kolejnym sezonie.

Zrelaksowany i zadowolony Słoweniec opuścił budynek na Piazza del Popolo i na rowerze udał się do autobusu drużyny. Po drodze napotkał zamknięty przejazd kolejowy, a czas oczekiwania spożytkował na rozdanie autografów przypadkowo napotkanym kibicom. Gdy później jechał przez starą część Como, gdzieniegdzie rozlegały się brawa. Włosi dobrze wiedzą, kto wygrywa ich piękny pomnikowy wyścig.

Z Como Marta Wiśniewska

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments