fot. bettiniphoto.net

Mistrz Europy Sonny Colbrelli (Bahrain-Victorious) po znakomitym trójkowym finiszu na welodromie w Roubaix został zwycięzcą 118. edycji wyścigu Paris-Roubaix, która przejdzie do historii ze względu na pogodę, dramatyzm i poziom sportowy. Drugie miejsce dla znakomitego Floriana Vermeerscha (Lotto-Soudal), zaś na najniższym stopniu podium stanął „martwy” na mecie Mathieu Van der Poel (Alpecin-Fenix). 

Po dwuletniej przerwie spowodowanej oczywiście pandemią do kalendarza wrócił monumentalny wyścig Paris-Roubaix. Tym razem nie był trzecim „pomnikiem” w sezonie, a przedostatnim, ponieważ przełożono go na październik, niecały tydzień przed Il Lombardia.

Na liczącej 257,7 km trasie z Compiègne do Roubaix zaplanowano trzydzieści brukowanych sektorów, numerowanych od końca. Ostatni z nich – Espace Charles Crupelandt – znajdował się niewiele ponad kilometr przed metą. Przypomnijmy, że o trudności poszczególnych sektorów mówią gwiazdki, i tak te liczące ich pięć są tymi oddzielającymi chłopców od mężczyzn. W tym roku były takie trzy: słynny lasek Arenberg (Trouee d’Arenberg), Mons-en-Pevele oraz Carrefour de l’Arbre.

To była mokra edycja „Piekła Północy”. Kocie łby północnej Francji zalane były wodą i błotem, co w połączeniu nierzadko oznaczało śliski i brudzący wszystko szlam. W ostatniej części wyścigu nieco się rozpogodziło i przestało padać, ale nadal było mokro. Temperatura powietrza wynosiła około 13-14 stopni Celsjusza.

fot. ASO / Pauline Ballet

Na liście startowej zameldowało się czterech Polaków: Maciej Bodnar (BORA-hansgrohe), Szymon Sajnok (Cofidis), Michał Kwiatkowski oraz Michał Gołaś (INEOS Grenadiers).

Pierwsza faza wyścigu

Zaraz po starcie uformował się trzydziestoosobowy odjazd, który do momentu wjazdu na pierwszy brukowany sektor miał około dwóch minut przewagi. Gdy kolarze go ukończyli, na czele wyścigu przetrwało czterech zawodników: Florian Vermeersch (Lotto-Soudal), Luke Rowe (INEOS Grenadiers), Nils Eeckhoff (Team DSM) oraz Max Walscheid (Team Qhubeka Next Hash).

Do zazwyczaj ważnego dla losów całego wyścigu sektoru w lasku Arenberg na czele dotrwali Eekhoff oraz Vermeersch, a w międzyczasie Stefan Kung (Groupama-FDJ) miał trzy kraksy, a ponadto na ziemi leżał między innymi Peter Sagan (BORA-hansgrohe). Generalnie defektów oraz kraks – mniej i bardziej poważnych – było z uwagi na pogodę bardzo dużo i trudno wypisać tutaj je wszystkie.

Wyścig wchodzi w coraz bardziej decydującą fazę

Za Eekhoffem i Vermeerschem jechała osiemnastoosobowa grupa w składzie z między innymi Davide Ballerinim (Deceuninck-Quick Step), Giannim Mosconem, Lukiem Rowe (INEOS Grenadiers) oraz Lukiem Durbridgem (Bike Exchange). Z kolei nieco ponad minutę za nią znajdował się peleton z największymi faworytami do zwycięstwa w całym wyścigu, czyli z chociażby Woutem Van Aertem (Jumbo-Visma) i Mathieu Van der Poelem (Alpecin-Fenix).

W lasku Arenberg przyspieszał Van Aert pociągając za sobą swój cień, czyli MVDP, a także między innymi Sepa Vanmarcke, Sonny’ego Colbrelli czy Zdenka Stybara.

Na sektorze numer 15 przyspieszać zaczął Mathieu Van der Poel, który chwilę później zaatakował raz jeszcze myśląc nawet o samotnej akcji po zwycięstwo w całym wyścigu. Holender dojechał do kolejnej grupki i musiał zadowolić się towarzystwem pięciu zawodników. 60 kilometrów przed metą jego grupa wciąż traciła około 50 sekund do czołówki. Warto odnotować, że na ruch MVDP nie był po prostu w stanie odpowiedzieć Wout Van Aert.

Ostatnie 50 kilometrów rywalizacji 

W czołówce nastąpiły zmiany: Od Vermeerscha odpadł Eekhoff, ale dołączyli do niego Tom Van Asbroeck (Israel Start-Up Nation) oraz Gianni Moscon (Ineos Grenadiers).

50 kilometrów przed metą z prowadzącej grupy zaatakował Gianni Moscon. Włoch wjechał na ostatni pięciogwiazdkowy sektor Mons-en-Pévèle z około trzydziestosekundową przewagą nad swoimi rywalami. W momencie jego ataku powiększyła się strata grupy Mathieu Van der Poela, który dawał z siebie naprawdę dużo, aby zniwelować stratę. W tym momencie trzeba powiedzieć, że razem z nim jechali tam mistrz Europy Sonny Colbrelli oraz Guillaume Bovin.

fot. ASO / Pauline Ballet

30 kilometrów przed metą dużego pecha doznał prowadzący samotnie w wyścigu Gianni Moscon, który złapał gumę w tylnym kole. Włoch zatrzymał się, by zmienić rower, a cała akcja przebiegła sprawnie i spokojnie. Pomimo to kolarz INEOS Grenadiers nie uniknął utraty części swojej przewagi. Z minuty i 20 sekund zrobiło się 40 sekund.

Niestety dla Włocha, który znany jest z tego, że bardzo dobrze potrafi sobie radzić na brukach, to nie był koniec nieszczęść. Na siódmym sektorze przewrócił się, co spowodowało, że grupa goniąca z powrotem miała go w zasięgu wzroku.

Jednak z przekonaniem graniczącym z pewnością można stwierdzić, że te dwa incydenty nie złamały morale Moscona, który po upadku ponownie zaczął jechać na full gas i ponownie nieco powiększył swoją przewagę nad grupą MVDP.

Śliskie i zabłocone bruki Roubaix nie były łatwe także dla motocyklistów, o czym przekonali się niejednokrotnie, a po raz kolejny na piątym sektorze. Także tam przewrócił się Guillaume Bovin, który po tej kraksie odpadł od grupy Van der Poela.

Ostatecznie jednak Włochowi nie starczyło sił na sektorze Carrefour de l’Arbre, gdzie prowadzenie w wyścigu objęli Van der Poel, Vermeersch oraz Colbrelli.

Finisz na słynnym welodromie w Roubaix

W dramatycznym sprincie na absolutnych oparach mocy najszybszy okazał się Colbrelli, który podtrzymał fantastyczną passę Włochów w różnych dyscyplinach sportu. Warto również odnotować, że dla kolarzy z Italii jest to pierwsze zwycięstwo w „Piekle Północy” od 1999 roku, kiedy to triumfował Andrea Tafi.

Drugie miejsce wywalczył znakomity tego dnia Vermeersch, zaś trzeci był MVDP, który padł na trawę za linią mety i długo leżał wyczerpany bez ruchu. Tymczasem nieopodal wręcz krzyczał z radości Colbrelli, dając upust wielkiemu zmęczeniu i emocjom.

Najwyżej sklasyfikowanym kolarzem spośród Polaków jest 63. Michał Kwiatkowski.

Wyniki wyścigu:

 

guest
11 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Trynidada
Trynidada

obłędny wyścig!

Michal
Michal

Przepiękny wyścig. Szacun dla kolarzy

Witold
Witold

Dla wszystkich kolarzy wielki szacunek.To jest prawdziwy sport.

Tomek
Tomek

Tegoroczny wyścig nie tylko oddzielił chłopców od mężczyzn ale również mężczyzn od herosów. Kosmiczne zawody!

PIOTR
PIOTR

Kurczę znowu Polaków brakuje.

Piotr
Piotr

Ci to jadą w deszczu, a w F1 kierowcy zostają w boksach.
Szkoda, ze nie ma Polaków w czołówce

Abduu
Abduu

A na którym miejscu byli Polacy. Nic nie piszą .

Marcin
Marcin

@Piotr
Rajdy tez sie odbywaja w deszczu .. nie ma w tym nic dziwnego. Ale F1 to nie rajdy.

Jacek
Jacek

Colbrelli – jeszcze parę miesięcy temu gość był niczym nie wyróżniającym się przeciętniakiem, którego nazwisko mało kto kojarzył. A dziś? Od miesiąca czy dwóch jest w czubie prawie wszędzie. Przemiana nie z tej ziemi – czy ktoś pamięta coś podobnego? Chapeau bas!

No i muszę wspomnieć o Mosconie. Moim zdaniem należy mu się druga kostka. Dodatkowo miał tę przykrość, że widział tuż przed sobą finisz tych, którzy mieli trochę więcej szczęścia.

Adder
Adder

W tym wyścigu jest wiele przypadkowości. Gdybym chciał jako młody kolarz zaistnieć w peletonie, to wybrałbym Paris-Roubaix za swój podstawowy cel. Niestety, zawodowe kolarstwo jest tak mocno podporządkowane decyzjom dyrektorów, że nie byłoby na to szans.

Damian
Damian

Bahrain Victorius to podejrzana ekipa