Annemiek van Vleuten
fot. UCI

Spełniło się jedno z największych marzeń niespełna 39-letniej Holenderki Annemiek van Vleuten. Nad ranem polskiego czasu została upragnioną mistrzynią olimpijską w jeździe indywidualnej na czas. Do domu zabierze też srebro z wyścigu ze startu wspólnego.

Dzisiejsze zmagania zostały przez doświadczoną zawodniczkę rozegrane wprost idealnie. Kończy się tym samym pewien etap jej kariery, kiedy to mocno celowała w złoto olimpijskie, którego była tak blisko w Rio de Janeiro (wyeliminował ją upadek gdy samotnie uciekała) oraz kilka dni temu podczas startu wspólnego (wówczas myślała, że wygrała na mecie).

– Poświęciłam tak wiele i dlatego to jest ostateczna nagroda. Uświadomienie sobie, że wreszcie mi się udało może przyjść dziś wieczorem. Moja historia zaczęła się w Rio i choć na tym się nie kończy, bo nie zamierzam przestać jeździć, to jest w pewnym sensie zakończona. To wspaniałe, że się udało

– relacjonowała na mecie bardzo szczęśliwa van Vleuten.

W sobotę złoty medal uciekł Holenderce w wyniku całego ciągu błędów i nieporozumień. Ona sama nie do końca miała sobie coś do zarzucenia i czuła, że jest najmocniejszą zawodniczką na tych igrzyskach, więc dziś pojechała ile tylko była w stanie z założeniem, że pełna pula jest dla niej dostępna.

– Po wyścigu ze startu wspólnego chodziło tylko o nieporozumienia, a nie o moje wyniki. Ale wiedziałem, że jestem dobra. Jeśli zaczynasz za dużo analizować to wtedy wszystko może się nie udać w jeździe na czas, ponieważ zaczynasz myśleć o błędach, ale dzisiaj miałam dobrą passę i nie myślałam o tym, co może się nie udać

– kontynuowała na temat swoich przygotowań.

Annemiek van Vleuten na zakończenie zdradziła, że nie zamierza jeszcze kończyć kariery mimo niemal 39 lat, a jej nowym głównym celem będzie wygrana w przyszłorocznym kobiecym Tour de France.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments