fot. naszosie.pl

Kiedy w Polsce myślimy o Chinach, w głowie pojawia nam się głównie obraz znany z filmów o lokalnej tradycji czy obrazki z chinatown w którymś z wielkich europejskich miast. Prawda jest jednak zgoła inna. To już nie są te Chiny, które znamy z dokumentów.

Przyjeżdżając na Tour of Guangxi zastanawiałem się, ile czystego, chińskiego orientu zaserwują nam organizatorzy. Choć widać, że starają się to robić za wszelką cenę, nie wychodzi im to najlepiej. Wszystko ma jednak swoje inne, społeczne podłoże.

Przede wszystkim, podobnie jak w Polsce w latach słusznie minionych, komunistyczna władza oddzieliła bardzo bogatą historię Chin grubą kreską, która do dziś wydaje się być nieprzekraczalna. Rząd zabrał się zarówno za kulturę, jak i religię (o czym boleśnie przekonują się Tybetańczycy). Dziś miałem wątpliwą przyjemność widzieć to na własne oczy.

Wszystko za sprawą finiszu w Nongla, czyli jednej z buddyjskich świątyń znajdujących się na terenie prefektury Guangxi. Z punktu widzenia kibica siedzącego przed telewizorem, jest to przede wszystkim podróż to chińskiej historii, pełnej głębokiej filozofii i nauki samej w sobie. Prawda jest niestety zgoła inna.

Przechadzając się po wspomnianej wyżej świątyni na próżno było bowiem szukać mnicha. Co więcej, na terenie całego kompleksu widniał wyraźny zakaz używania ognia, co w Buddyzmie, w pewnym sensie opartym na paleniu świec, jest więcej niż niedorzeczne. Najbardziej uderzający był jednak fakt, że budynki przeznaczone do modlitw stały się wielkim jarmarkiem – choć dziś zamkniętym, to jednak pełnym m.in. figurek Buddy czy Konfucjusza w strojach gwiazd disco.

Wyjeżdżając dziś z Nanning rozmawialiśmy z innymi dziennikarzami o sytuacji mieszkańców miasta. Zdecydowana większość z nich, a w zasadzie ich przodków, mieszkała z dala od miejskiego zgiełku, przez lata pielęgnując tradycje. Teraz praktycznie żaden z nich nie ma wyboru. Niesamowicie wyjątkowe społeczeństwo zamknięto na nowoczesnych blokowiskach w imię komercjalizacji i globalizacji.

Na szczęście orient bierze jeszcze ostatni oddech. Religia, choć kontrolowana przez Państwo, wciąż jest obecna w życiu Chińczyków. Jako hotelowi goście mamy za to możliwość lektury Liji, czyli części Pięcioksięgu konfucjańskiego. Jej egzemplarz znajduje się bowiem w w szufladzie szafki nocnej.

Tak też spędzę dzisiejszy wieczór.