fot. CCC Team

Zarówno dla Pawła Bernasa, jak i Szymona Sajnoka, dwóch Polaków w składzie CCC Team na Vuelta a España, start w hiszpańskim wyścigu jest debiutem w Wielkim Tourze. W dniu przerwy, po dziewięciu etapach, porozmawialiśmy z oboma zawodnikami o dotychczasowych wrażeniach i planach na kolejne dwa tygodnie.

Szymon Sajnok

Jakie wrażenia po pierwszym, dziewięciodniowym tygodniu Vuelta a España?
Jak do tej pory czuję się dobrze. Nie czuję bardzo dużego zmęczenia, choć to też dopiero pierwszy tydzień i zobaczymy co nas czeka w drugim. Jestem zadowolony z mojej dotychczasowej dyspozycji i czekam na kolejne, płaskie etapy. Pojawiają się co prawda gorsze momenty, gdy trzeba się „zagiąć” i włożyć w jazdę sporo mocy, ale staram się podchodzić do wszystkiego spokojnie, bez większego stresu.

Najtrudniejszy i najlepszy moment w tym wyścigu?

Najtrudniejszy był drugi etap. Organizm nie był jeszcze w pełni gotowy na taki intensywny wysiłek, gdyż dosyć długo nie startowałem przed rozpoczęciem wyścigu. To było takie uderzenie, gdyż rywale jechali bardzo mocno i było ciężko. Tam sobie pomyślałem „co będzie dalej, jeśli już drugi etap jest taki?”. Potem, nie było już jednak aż tak źle. Najlepszy moment to ten, gdy zająłem szóste miejsce w sprincie, ale z wczorajszego etapu w Andorze też jestem zadowolony. Myślałem, że będzie dużo trudniej, a udało się przyjechać w odpowiedniej grupce i bez problemu zmieścić się w limicie czasowym.

Jak podchodzisz do jutrzejszej jazdy indywidualnej i kolejnych etapów?

Postaram się pojechać czasówkę mocno i równo, ale nie będę się nastawiał na walkę o wysokie lokaty. Przede nami jeszcze kilka okazji dla sprinterów, więc trzeba rozważnie gospodarować siłami. Być może spróbuję zabrać się jednego dnia w ucieczkę, ale na pewno skupię się przede wszystkim na sprintach. Myślę o wyścigu z dnia na dzień. Nie patrzę kiedy jest ten kolejny płaski odcinek, na którym będę mógł powalczyć, tylko koncentruję się na najbliższym etapie. Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, kiedy jest kolejna szansa dla sprinterów. Na pewno w Madrycie będzie płasko.

Paweł Bernas

Jaki dla Ciebie był pierwszy tydzień hiszpańskiego Wielkiego Tour?
Swój pierwszy Wielki Tour rozpocząłem od sporego kryzysu. Cały czas nie do końca wiemy co było jego powodem, czy upał, czy osłabienie organizmu. Było zbyt wiele czynników, by podać jeden konkretny, jako przyczynę tego słabszego samopoczucia. Trzy dni temu trudno byłoby mi uwierzyć, że po dziewiątym etapie nadal będę jechał w Vuelcie. Na szczęście ostatnie dwa dni mnie podbudowały i wczoraj, na tym wymagającym, górskim etapie czułem się już normalnie. Przejechałem go bez żadnych problemów, bez kryzysu, bez cierpienia. Dało mi to duży zastrzyk pewności siebie przed dniem wolnym i z optymizmem mogę teraz patrzeć na kolejne dwa tygodnie wyścigu.

Zdecydowanie najgorszym momentem był siódmy etap, gdy 65 kilometrów przed metą odpadłem od grupy i musiałem do końca jechać samemu. Tego dnia nie potrafiłem generować mocy, z którą zwykle nie mam problemów na treningach. Siłą woli dojechałem do mety, a było to o tyle trudne, że etap kończył się czterokilometrowym podjazdem o nachyleniu 40 procent <śmiech>. Takie przynajmniej miałem wtedy odczucie. Udało się przetrwać, zmieścić w limicie i od tamtego momentu jest już na szczęście tylko lepiej.

A moment, który wspominasz na razie najmilej?

Jazdę drużynową, w której zajęliśmy szóste miejsce. Pojechaliśmy dobrze, równo, choć tam też nie ominął mnie pech, bo złapałem gumę. Pomimo wszystko był to fajny moment, bo szóste miejsce na etapie Wielkiego Touru, wywalczone z całą drużyną to duży pozytyw.

Czy Vuelta a España różni się od innych wyścigów etapowych UCI WorldTour, w których startowałeś?

W moim przypadku różni się tym, że w żadnym innym nie miałem takiego kryzysu. Nie pamiętam, bym musiał kiedykolwiek walczyć ze sobą aż tak bardzo. W tych trudniejszych momentach staram się nie dopuścić do siebie myśli o rezygnacji. Im dłużej tu będę jechał, tym większe zbiorę doświadczenie i wierzę, że zaprocentuje to w przyszłości. Jeśli ma się kryzys na piątym, czy szóstym etapie i pomyśli się wtedy, że do końca jeszcze dwa tygodnie ścigania, to nie jest to łatwe. Trzeba podchodzić do tego wyścigu dzień po dniu. Jutro czasówka, potem etap w stosunkowo łatwiejszym terenie, gdzie być może uda się załapać w odjazd, albo zostanę z Szymonem, by dowieźć go do finiszowych kilometrów na dobrej pozycji. Jeśli chodzi o kolejne etapy to nie patrzę tak daleko w przyszłość. W dzień wolny staram się zrelaksować i odpocząć.