Fot. Marek Bala / naszosie.pl

W 2016 roku ukończył Giro d’Italia, a teraz po raz pierwszy w karierze stanie na starcie Tour de France. Podczas konferencji prasowej CCC Team poprzedzającej Grand Départ w Brukseli powiedział nam, że zrobił wszystko, co mógł, aby przygotować się jak najlepiej. Kolejne etapy pokażą, jakie są tego efekty. 

Po raz pierwszy w historii polskiego kolarstwa drużyna World Tour zarejestrowana w kraju nad Wisłą staje na starcie największego i najbardziej prestiżowego wyścigu na świecie – Tour de France. Jedynym Polakiem w składzie jest 27-letni Łukasz Wiśniowski, pochodzący z Ciechanowa.

Zespół CCC Team spotkał się z dziennikarzami w piątkowy poranek w centrum prasowym zlokalizowanym przy słynnym brukselskim Atomium – monumentalnym modelu kryształu żelaza, znajdującym się na przedmieściach Brukseli. Łukasz, podobnie jak reszta drużyny, mówił, że jej pierwszym celem w tegorocznym wyścigu jest drugi etap jazdy indywidualnej na czas.

– Głównym celem drużyny jest jazda drużynowa na czas, czyli drugi etap oraz pierwszy tydzień. W tym właśnie czasie mamy największą szansę, aby Greg [Van Avermaet] powtórzył sukces z ubiegłego roku i założył na pierwszych etapach żółtą koszulkę lidera. Dwa ostatnie tygodnie odpowiadają raczej góralom, a z racji tego, że nie mamy w składzie kolarzy specjalizujących się w jeździe po górach, ciężko będzie o jakiś sukces w klasyfikacji generalnej

– powiedział Wiśniowski. A jak on sam fizycznie i psychicznie czuje się przed tym startem?

– Dosyć długo przygotowywałem się do tego wyścigu i zrobiłem wszystko, co mogłem. Nie miałem większych problemów zdrowotnych oprócz tego jednego dnia podczas mistrzostw Polski. Nie sądzę jednak, że ten jeden dzień będzie miał jakiś większy wpływ na moją kondycję

– uważa “Wiśnia”.

W wypowiedziach poprzedzających Tour, ale nieco wcześniejszych, Łukasz Wiśniowski mówił, że nie czuje stresu przed startem. Teraz jednak, gdy udzieliła mu się atmosfera wyścigu panująca w Brukseli, nieco zmieniły się jego odczucia.

– Na pewno teraz, przed startem, towarzyszy mi lekki stres. Wszyscy nie możemy doczekać się pierwszego etapu, kiedy ta presja z nas zejdzie. W dni bezpośrednio poprzedzające Tour de France mamy dużo różnego rodzaju obowiązków – zdjęć, spotkań itp. Czasami chcielibyśmy, żeby ten plan dnia wyglądał tak, jak nasz dzień treningowy – czyli pobudka, trening, a potem czas wolny. Teraz jest trochę ciężej z uwagi na te wszystkie zobowiązania

– zdradził Wiśniowski.

Z tak zwaną dobrą nogą Polak może odegrać ważną rolę w jeździe drużynowej na czas. Ma przecież doświadczenie ścigania się w tej dyscyplinie w drużynie Sky (obecnie INEOS), która co prawda nie zdobyła nigdy tytułu mistrzowskiego, ale pomimo to na wysokim poziomie opanowała ten element kolarskiego rzemiosła.

– Myślę, że ta ekipa [CCC Team] jest tak samo zaangażowana w jazdę drużynową na czas jak drużyna INEOS [dawniej Team Sky]. Musimy też pamiętać o tym, że wielu kolarzy przyszło do CCC z BMC, gdzie przykładano wielką wagę do konkurencji jazdy drużynowej na czas. Mamy dosyć mocną i równą drużynę. Podczas Hammer Series pokazaliśmy, że możemy powalczyć o dobre miejsca w “drużynówce”. Miejmy nadzieję, że tutaj także uda nam się pokazać z jak najlepszej strony, ponieważ po tym [drugim] etapie Greg [Van Avermaet] ma realne szanse założyć żółtą koszulkę. Stanowi to dla nas dodatkową motywację

– powiedział Łukasz Wiśniowski.

Drużyna CCC Team nie zapoznawała się jeszcze z trasą niedzielnej jazdy na czas, ponieważ jest to trudne z uwagi na to, że fragment jej trasy prowadzi przez centrum Brukseli. Zrobią to w niedzielę przed etapem, który rozpocznie się o godz. 14:30. Wówczas drużyny będą miały do dyspozycji dziewięćdziesiąt minut na rekonesans.

Z Brukseli Marta Wiśniewska