Do kolejnej kampanii wiosennych wyścigów klasycznych Peter Sagan przystąpi z silniejszym niż kiedykolwiek wcześniej składem u swego boku, a w roli jego kluczowego pomocnika Macieja Bodnara wspomoże do niedawna stojący po drugiej stronie barykady Daniel Oss. Podczas oficjalnej prezentacji ekipy Bora-hansgrohe, atletyczny Włoch opowiedział nam o podłożach swojej decyzji, osobistych ambicjach i wcielaniu się w rolę talizmanu szczęścia. Nie omieszkał też wyjaśnić nam, na czym tak naprawdę polega kolarstwo…

Po pięciu latach w barwach BMC zwieńczonych niemal idealną kampanią wiosennych wyścigów jednodniowych u boku Grega Van Avermaeta, Oss zdecydował się na przejście do niemieckiej ekipy, by – przynajmniej hipotetycznie – wcielić się w identyczną rolę. A zatem choć usłyszał to pytanie już zbyt wiele razy, rozmowę musieliśmy rozpocząć od dowiedzenia się, jakimi przesłankami kierował się rockandrollowy 30-latek i czy stoi za tym więcej, niż się wydaje się na pierwszy rzut oka.

Po pięciu latach w BMC – bardzo dobrej drużynie, której zawdzięczam wszystko, co osiągnąłem jako sportowiec i której muszę za to serdecznie podziękować – zorientowałem się, że nadszedł moment, w którym potrzebowałem powiewu świeżego powietrza, nowej motywacji. Potrzebowałem zmiany, czegoś nowego.

Wiesz, czasami zmiana jest czymś dobrym. Jest konieczna, by czuć się dobrze ze samym sobą i cieszyć się życiem.

Wówczas Peter [Sagan] wyciągnął do mnie rękę i poprosił, abym dołączył do drużyny. Razem znaleźliśmy sposób [by do tego doprowadzić] i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy i dumny, ponieważ znamy się jeszcze z czasów Liquigasu – jeździliśmy wówczas razem, później zaprzyjaźniliśmy się. Dzieliliśmy razem wiele miłych chwil więc pomyślałem, że to był właściwy ruch. Właściwie, bardziej to poczułem. Cały czas tak czuję.

Czy jednak stoi za tym coś jeszcze? Czy poza pełnieniem ról kluczowego pomocnika na wyścigi jednodniowe i jednej z silniejszych lokomotyw ciągnących skład w jeździe drużynowej na czas – w których skądinąd sprawdza się świetnie – Daniel zamierza wykorzystać nieco bardziej liberalne podejście niemieckiej ekipy by uszczknąć kawałeczek tortu dla samego siebie? A może naprawdę chodzi wyłącznie o zmianę środowiska i zjednoczenie z kumplami sprzed lat?

Na pewno [są w tym ukryte motywy], jednak Peter jest mistrzem świata, Peter to Peter, więc będę go wspierał w stu procentach i zrobię dla niego wszystko, co tylko będzie w mojej mocy. Jednocześnie jestem jednak przekonany, że u jego boku zdołam osiągnąć więcej. Moim zadaniem jest dołożyć wszelkich starań, by być w dobrej formie i szukać tego jednego momentu – okazji, dzięki której będę mógł powalczyć o moje własne sukcesy w nieco mniejszych wyścigach.

Nie wiem, jak wszystko się ułoży. Kolarstwo to nie matematyka i – sama rozumiesz – ścigając się u boku osobowości takiego kalibru [jak Sagan] może mi się wydawać, że jestem w stanie wiele osiągnąć, jednak tak samo myśli o sobie wielu innych zawodników.

Musiałam więc wówczas zapytać, czy jest w stanie otwarcie przyznać, że po tylu latach pełnienia roli pomocnika cały czas ma w sobie żądzę wygrywania. 30-letni Włoch natomiast nie tylko potwierdził, ale z dziecięcym uśmiechem i niesłabnącym zapałem zaczął mi wykładać, na czym tak naprawdę polega kolarstwo. A ja słuchałam…

Jestem ambitny. Żądza zwycięstwa nie przestaje we mnie płonąć i nie przestaję wyczekiwać okazji, by walczyć o rezultaty na swoje własne konto.

Jednak, rozumiesz, kolarstwo jest ciężkie, jest trudne. Czasami chcesz coś zrobić, ale nie możesz, bo po prostu nie możesz [śmiech] – fizycznie nie jesteś w stanie, lub otaczają cię zawodnicy, którzy są jeszcze mocniejsi. W kolarstwie nie zawsze wygrywa najlepszy czy najsilniejszy. Wiele rzeczy może się wydarzyć na trasie, szczególnie podczas wyścigów jednodniowych.

Skoro już wspomniał o chaosie i loteryjności rządzących rozgrywanymi na brukach klasykami, pozwoliło to płynnie przejść do ostatniej edycji Paris-Roubaix, w której Daniel swoją doskonałą jazdą walnie przyczynił się do sukcesu lidera BMC, sam kończąc wyścig na 21. miejscu. Włoch przyznał, że “Piekło Północy” rzeczywiście może odpowiadać mu bardziej niż jakikolwiek inny wyścig, choć uświadomił to sobie dopiero w tym roku.

Tak, to prawda [że ten wyścig bardzo mi odpowiada].

Coś [w tym roku] kliknęło w mojej głowie i nagle przepełniło mnie przekonaniem, że jestem tam w stanie coś osiągnąć. Coś naprawdę dobrego, coś dużego. W tym roku realizowaliśmy jednocześnie dwa cele – ja jechałem na czele, a Greg miał do mnie w odpowiednim momencie dojechać i z moją pomocą wygrać. Dokładnie tak się stało i jestem z tego powodu bardzo dumny.

W tym miejscu trudno było nie wspomnieć, że kapryśne bruki Roubaix jak dotąd płatają figle nowemu liderowi 30-latka…

Tak, wiem. Jednak ja przyniosę mu szczęście,

– odparł ze śmiechem.

Zanim jednak najtwardsi z kolarzy ponownie zmierzą się w północnej Francji, Oss realizować będzie taki sam program startów, jak Peter Sagan i Maciej Bodnar.

Zacznę już w styczniu w Australii [Tour Down Under], po czym pojedziemy Strade Bianche, Tirreno-Adriatico i wszystkie klasyki, od Milano-Sanremo po Paris-Roubaix na północy. Później się okaże, choć myślę, że moimi kolejnymi startami będą [Tour of] California, [Tour de] Suisse i najprawdopodobniej Tour de France.

Nie wypadało też nie zapytać o drugi powód, dla którego Daniel został sprowadzony do drużyny, a zatem wzmocnienie składu na jazdę drużynową na czas.

Jestem tu również z tego powodu. Chcę podzielić się z nową drużyną moim doświadczeniem w jeździe drużynowej na czas.

Nie wiem [czy mistrzostwo świata jest w naszym zasięgu], jednak będziemy pracować tak ciężko, jak będzie to możliwe.

Bardzo chciałbym, aby udało nam się to osiągnąć. To mój cel, moje marzenie,

– zakończył.

Dream on, dream on…

Rozmawiała Aleksandra Górska

Udział w oficjalnej prezentacji drużyny BORA-hansgrohe przed sezonem 2018 był możliwy dzięki uprzejmości Hansgrohe Polska.