Fot. RCS Sport

Tom Dumoulin stracił ponad 2 minuty do najbliższych rywali z powodu problemów gastrycznych, ale nie zamierza się poddawać.

30km przed metą królewskiego etapu Giro d’Italia lider wyścigu Tom Dumoulin zatrzymał się na poboczu. Większość obserwujących zdarzenie zapewne spodziewała się defektu, dlatego zdziwienie, gdy Holender zaczął się rozbierać było spore. Okazało się, że kolarza Team Sunweb “wezwała natura”.

“Na podium byłem bardzo na siebie zły, bo nogi były świetne. Straciłem dwie minuty przez taki problem. To ogromny zawód, tak nie musiało być. Dwie minuty na 33 kilometrach samotnej pogoni pokazują, że byłem w stanie pojechać za Quintaną i Nibalim. Jestem niesamowicie zawiedziony.”

Gdy dziennikarze zapytali posiadacza różowej koszulki co się stało, ten nie owijał w bawełnę:

“Musiałem zrobić kupę… po prostu. Na szczycie Stelvio źle się poczułem, problem pojawił się na zjazdach. Możliwe, że to mieszanka wysokości i jedzenia nadprogramowych żeli – na takich podjazdach nie da się gryźć batonów.”

Na piętnastym etapie Dumoulin prosił rywali o poczekanie na Nairo Quintanę (Movistar), gdy Kolumbijczyk zaplątał się w kraksę. Tym razem grupa również przez chwilę zwolniła, ale po chwili rozpoczęły się ataki, m.in. Ilnura Zakarina (Katusha-Alpecin). Lider wyścigu nie ma jednak pretensji do swoich przeciwników.

“Nie wiem co się działo z przodu. Słyszałem, że Movistar przez chwilę czekał, ale wyścig się toczył, a z przodu był Steven Kruiswijk. Nie winię ich za pogoń. Nie można dać mu trzech minut; to była trudna sytuacja.”

Okazuje się, że dla Holendra żołądkowe rewolucje to nie pierwszyzna. Podobnie było m.in. w zeszłorocznym Tour de France.

“Tak samo było na etapie do Andory, który wygrałem. Mam nadzieję, że nie jestem chory i to takie samo zdarzenie jak rok temu. To by oznaczało, że Giro jeszcze się nie skończyło.”