Środowa jazda indywidualna na czas podczas mistrzostw świata w Richmond była olbrzymią szansą na odniesienie sukcesu dla Rohana Dennisa. Niestety w połowie dystansu Australijczykowi przydarzył się defekt, który przekreślił jego szanse na zdobycie tęczowej koszulki.

25 latek, przez prawie 30 kilometrów utrzymywał się w ścisłej czołówce klasyfikacji, tracąc zaledwie kilkadziesiąt sekund do prowadzącego Vasila Kiryienki. Wydawało się, że narzucone przez niego tempo może przynieść mu medal, a przy odpowiednim rozłożeniu sił nawet złoto. Niestety w najgorszym momencie konieczna była wymiana roweru.

Zacząłem naprawdę dobrze. Nieco traciłem na pierwszych dwóch międzyczasach, lecz miałem jeszcze duży zapas energii. Na około 25 kilometrów przed metą, kiedy wjechałem na jedną z głównych dróg, przydarzył mi się defekt. Niestety czasem tak się dzieje. Tym razem padło na mnie.

Mogę szukać różnych przyczyn mojej gorszej pozycji, jednak niezależnie jak dobrze bym jechał, nie pokonałbym Kiryienki. Vasil pojechał niesamowitą czasówkę, najprawdopodobniej najlepszą w karierze. Mnie czeka teraz bardzo ciężka praca i walka o medal w Rio. – powiedział szósty czasowiec świata.

Bez chwili zastanowienia należy przyznać, że słowa Dennisa nie są rzucane na wiatr. Młody Australijczyk notuje bowiem rokrocznie duży progres. Warto przypomnieć, że w tym roku zdołał on wygrać Tour Down Under i USA Pro Challenge. Doliczając do tego wygrany prolog i koszulkę lidera Tour de France oraz pobity już rekord w jeździe godzinnej, lista tegorocznych sukcesów Rohana zaczyna robić wielkie wrażenie.