Czy wyścig Tour of Britain miał pecha, że odbywał się w tym samym czasie, co niezwykle ciekawa hiszpańska Vuelta? Pewnie trochę tak, dlatego tym bardziej warto sobie przypomnieć (lub dowiedzieć się po raz pierwszy), co warto z właśnie zakończonej 12. edycji zapamiętać. 

1. Występ Owaina Doulla (Team WIGGINS)

Sir Bradley Wiggins z kolegami wystąpili w tym wyścigu po to, by wykonać solidny trening na szosie, będący elementem długotrwałych przygotowań do Igrzysk Olimpijskich 2016, gdzie będą rywalizować na torze. Podeszli do tego startu swobodnie i przede wszystkim bawili się razem z publicznością, dla której oglądanie Teamu WIGGINS było sporym wydarzeniem. Ale już na pierwszym etapie bardzo przyjemną niespodziankę sprawił właśnie Owain Doull, który podczas finiszu peletonu uplasował się na czwartej pozycji, zaraz za Vivianim, Cavendishem i Greipelem, a przed Lobato, Renshawem i Farrarem. Doull utrzymał poziom i do końca wyścigu zajmował na etapach czołowe miejsca, obejmując do tego po czwartym etapie prowadzenie w klasyfikacji punktowej i nie oddając go do Londynu. W ten sposób stał się liderem swojej drużyny i mógł poczuć to, czego doświadczył Mark Cavendish na Polach Elizejskich w 2012 roku, kiedy rozprowadzał go zwycięzca Tour de France, którym wówczas był właśnie Bradley Wiggins. I choć Doull nie miał na sobie tęczowej koszulki, a Wiggins już właściwie nie jest kolarzem szosowym, to jednak dla tego młodego kolarza był to zaszczyt. Ostatecznie Owain Doull zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej i na podium w Londynie stanął obok Edvalda Boassona Hagena i Wouta Poelsa.

2. Elia Viviani (Sky) zdominował rywalizację sprinterów

Obsada sprinterska była jedną z największych atrakcji tegorocznej edycji. W sumie aż pięć etapów rozstrzygnął finisz dużej grupy, więc organizatorzy Tour of Britain są usprawiedliwieni, że przed wyścigiem, poza radością z obecności Bradleya Wigginsa, mówili przede wszystkim o sprinterach. Nikt się chyba jednak nie spodziewał, że rywalizację najszybszych kolarzy w peletonie zdominuje włoski kolarz ekipy Sky Elia Viviani. Viviani miał w tym wyścigu sporo szczęścia (pokonanie Cavendisha o błysk szprychy oraz dyskwalifikacja Greipela), ale nie ulega wątpliwości, że dysponował potężną mocą w nogach, zwłaszcza, że nie wygrywał po przejechaniu płaskiej jak stół trasy. Tylko dwukrotnie musiał uznać wyższość innych kolarzy (Gavirii i Greipela), ale i tak ma na koncie aż trzy etapowe triumfy, w tym ten najbardziej prestiżowy na ulicach Londynu. A wszystko to ku uciesze drużyny Sky, która chciała swój domowy wyścig zdominować, a udało jej się to w połowie. Blisko wygrania “generalki” był Wout Poels, który jednak przegrał z Boassonem Hagenem, zresztą byłym kolarzem Sky.

3. Edvald Boasson Hagen (MTN-Qhubeka) sam pokonał Sky

Prawdziwy popis Norwega rozpoczął się na piątym, królewskim etapie wyścigu kończącym się na podjeździe pod górską premię pierwszej kategorii. Stoczył tam emocjonujący pojedynek z Woutem Poelsem o zwycięstwo etapowe, który przegrał, ale za to założył żółtą koszulkę lidera, nie oddając jej do samego końca. Boasson Hagen od pierwszego do ostatniego etapu pilnował swego nie otrzymując w najtrudniejszych momentach właściwie żadnego wsparcia od swoich kolegów z drużyny. Trudno powiedzieć, co bardziej spowodowało, że EBH wygrał. Czy to, że taktyka Sky była błędna, czy może to, iż był on naprawdę bardzo mocny. Pewnie jak to zwykle bywa prawda leży po środku, ale zagranie na nosie Brytyjczykom w ich domowym wyścigu zasługuje na uznanie. Ponadto bez większego wysiłku pozostałych kolarzy, MTN-Qhubeka zanotowała kolejny spory sukces w tym sezonie.

Tour of Britain 2015 jest rosnącą w siłę “etapówką”, która przyciąga zarówno najlepsze drużyny World Tour, jak i te z drugiej czy trzeciej dywizji. Solidna organizacja, tłumy przy ciekawej trasie i dobra obsada znakomicie wpisują się w zjawisko coraz bardziej popularnego i bardzo dobrze rozwijającego się kolarstwa szosowego w Wielkiej Brytanii. Warto zatem przyglądać się temu wyścigowi, mając na uwadze to, że kolarze opisując szósty etap mówili, iż był to jeden z najcięższych, jakie kiedykolwiek przejechali, a wysiłek można porównać z tym, jaki wkłada się podczas górskich etapów Tour de France.

Marta Wiśniewska