Raport CIRC pokazuje, że walka z dopingiem zaczyna przynosić wymierne efekty, jednak nadal nie jest to walka zakończona. Śledztwo którym żyje cały kolarski świat pozwoliło w walce z doperami wygrać póki co bitwę. Bilans wojny zaczyna się zmieniać, a po stronie sportowych oszustów pozostają coraz mniejsze siły.

Doping nadal jest w kolarstwie obecny i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Wpadki zawodników Astany z ubiegłego roku i świeża sprawa Lloyda Mondory’ego pokazują, że pomimo coraz szczelniejszego systemu kontroli zawodników znajdują się śmiałkowie, którzy chcą próbować oszukać rywali.

Wraz z ewolucją systemu antydopingowego zmieniają się także sposoby po drugiej stronie barykady. EPO, które jest wciąż popularne (vide Mondory), nie jest już aplikowane w “końskich” dawkach, a w nieco mniejszych. Jak pokazał raport Komisji Prawdy mikro – dawki erytropoetyny pozwalają uzyskać około 3-5% przewagi, a do tego używanie tego środka dopingującego w trakcie “okienka bez kontrolerów” pozwala na pozbycie się go z ciała, co w konsekwencji utrudnia wykrycie go w testach. Ograniczenie opłacalności środków dopingujących pozwala zawodnikom wierzyć w to, że można uprawiać ten sport bez wspomagaczy.

Problemem nadal jest liczba zawodników sięgających po koks, ponieważ jedni twierdzą, że bierze go 20% peletonu, inni zaś mówią o 90%. W latach poprzednich głównie dominowały transfuzje, terapie ozonowe, sterydy i sławne EPO. Te metody zostały dość mocno ograniczone ze względu na wprowadzenie paszportów biologicznych, czy systemu ADAMS. Komisja doszła do wniosku, że z dopingu nie da się “wyleczyć” w pełni. Jednym ze sposobów na uwiarygodnienie wyników wyścigów jest powtórne badanie próbek sprzed kilku lat. Powstaje jednak pytanie o sens takich badań. Znów należałoby odwoływać się do statystyków, aby ustalili kto został zwycięzcą wyścigu, a kibic zostałby obdarty z wrażeń i emocji, które przeżywał oglądając wszystko w telewizji lub bezpośrednio na trasie.

Kolarze zapewne oburzą się, że rekomendowane jest zniesienie okienka, które zabrania przeprowadzania kontroli pomiędzy 23, a 6 rano i słusznie mogliby się bronić tym, że ich prywatność i tak jest już mocno ograniczona. Z drugiej strony to pozwoliłoby wychwycić tych, którzy stosują mikro – dawki. W samym procederze dopingowym nie są winni jednak tylko kolarze. W raporcie zawarte są również postulaty wzmożonej współpracy krajowych wymiarów sprawiedliwości, które miałyby się zająć wykorzenieniem korupcji ze związków kolarskich. Federacje również nie powinny być odpowiedzialne za nakładanie kar – te powinny być wymierzane przez niezależną instytucję.

Jednym z końcowych postulatów raportu jest prośba o niepublikowanie niepotwierdzonych informacji nt. dopingu któregoś z zawodników. Jako argument podaje się fakt, że tego typu publikacje narażają na stratę pieniędzy przeznaczanych na walkę z dopingiem, a także podważają wiarygodność samej walki.

Wydaje się, że wnioski wyciągnięte z zeznań są słuszne, jednak nadal pozostaje sporo niewiadomych, choćby takich jak liczba biorących środki dopingujące. Ciągle pojawiające się wpadki pokazują, że system i tak funkcjonuje nieźle. Czy propozycje dalszych działań przedstawione w raporcie pozwolą na całkowite usunięcie nielegalnych wspomagaczy z peletonu? Tego dowiemy się prawdopodobnie dopiero w momencie, gdy kolejny zawodnik wpadnie na badaniach.

Kuba Szymański