martini alfredoJeden z najsłynniejszych trenerów reprezentacji Włoch, Alfredo Martini, zmarł wczoraj w swoim domu w Sesto Fiorentino z powodu przewlekłych problemów zdrowotnych.

Kilka lat temu, w dniu swoich dziewięćdziesiątych urodzin, Martini mówił:

Czas mija szybko. Zawsze trzeba przypominać młodym, że powinni cieszyć się życiem, kiedy mogą. Ciężko powiedzieć, który z moich zawodników był najlepszy. Miałem szczęście, bo w moich szeregach jeździli wspaniali mistrzowie. Ścigali się w kolorach narodowych i dawali z siebie wszystko. Motywowanie ich do walki o zwycięstwa było wielką przyjemnością.

Przypomnijmy, że Martini trenował reprezentację Włoch w latach 1975-1997, zdobywając tęczową koszulkę z: Francesco Moserem (1997), Giuseppe Saronnim (1982), Moreno Argentinem (1986), Maurizio Fondriestem (1988) i Gianni Bugno (1991 i 1992).

Wcześniej odniósł też kilka sukcesów jako kolarz. Wygrał etap w Wyścigu dookoła Szwajcarii, zwyciężył też w Giro dell’Appennino i Giro del Piemonte. Dziewięciokrotnie startował w Giro d’Italia, największy sukces odnosząc w 1950, kiedy przez jeden dzień jechał w różowej koszulce, a wyścig zakończył na najniższym stopniu podium (za Hugo Kobletem i Gino Bartalim).

Po jego śmierci głos zabrało wiele postaci związanych z kolarstwem. Pierwsze reakcje pojawiły się oczywiście na Twitterze. Vincenzo Nibali (Astana) napisał: Nie mogłem usłyszeć gorszej wiadomości! Żegnaj, Alfredzie Martini, wielki człowieku. Będzie nam brakować Twoich słów!

Wypowiedział się też John Lelangue (były dyrektor sportowy BMC): Włochy i kolarstwo w ogóle straciły wielkiego człowieka, pełnego pasji i mądrości; prawdziwego leadera naszego sportu. Spoczywaj w pokoju.

Daniel Friebe (dziennikarz, autor książek o kolarstwie) dodał od siebie: Wydawało mi się, że Alfredo Martini wiecznie będzie żył wiecznie. To bardzo smutne. Przez wiele lat był wyrocznią, papieżem, sumieniem włoskiego kolarstwa.

Natomiast na udzielenie dłuższego wywiadu zdecydował się Filippo Pozzato (Lampre-Merida). Kiedy Włoch pojawił się w reprezentacji swojego kraju, Martini nie był oficjalnie trenerem, ale nie przestał angażować się w poczynania zespołu. Pozzato tak wspominał słynnego szkoleniowca:

Alfredo był naprawdę niezwykłą osobą, bo wiedział jakie słowa wybrać i kiedy tylko zabierał głos, wszyscy – młodzi i starzy – byli zafascynowani. Jego sposobu mówienia nie da się porównać ze stylem nikogo innego. Pamiętam, kiedy usłyszałem go pierwszy raz, jeszcze w reprezentacji juniorów. Siedziałem i słuchałem go przez godzinę, oczarowany, nie mówiąc ani słowa. Zawsze był poetą kolarstwa, bo kolarstwo brzmiało jak poezja, kiedy on je opisywał.

Nigdy nie słyszałem, aby o kimś mówił źle, za to zawsze miał w zanadrzu dobre słowo dla każdego, kogo spotkał. Myślę, że był jednym z najlepszych ludzi, jakich miałem okazję spotkać. Było w nim coś specjalnego. Jako Włosi mieliśmy dużo szczęścia, bo był po naszej stronie i ja osobiście jestem szczęściarzem, bo miałem szansę go znać. Nie tylko Włochy, ale kolarstwo w ogóle straciło jednego ze swoich najwspanialszych zwolenników, zakończył zawodnik Lampre-Merida.

W podobnym tonie wypowiedział się Paolo Bettini (inny były trener włoskiej reprezentacji):

Alfredo zostawia pustkę, której nie da się wypełnić. Kochał kolarstwo, kolarstwo było jego życiem. Ale każdy, kto miał okazję go poznać, zapamięta głównie to, jak dobrym był człowiekiem. Zawsze był gotowy na udzielenie wskazówek, Do ostatniej chwili powtarzał mi, żebym słuchał młodych, bo od nich można się wiele nauczyć.

Kolejni zawodnicy, dziennikarze, trenerzy i menedżerowie zwracali uwagę na jego mądrość, nienaganne maniery, zasługi dla włoskiego kolarstwa. Drużyna Cannondale zdecydowała się na przypięcie do strojów czarnych wstążek. Hołd Martiniemu oddali także mieszkańcy Sesto Fiorentino – to właśnie w tym mieście odbył się dziś jego pogrzeb.

Jednego można być pewnym – kolarstwo nie zapomni o Martinim, a kolejni trenerzy będą się na nim wzorować. A on być może właśnie szykuje się do rewanżowego wyścigu z Kobletem i Bartalim.

 

Anna Gmaj

Foto:bettiniphoto.net