Javier Aramendia (Caja Rural)  pięć razy uciekał podczas tegorocznej Vuelty, trzykrotnie został uznany za najwaleczniejszego kolarza etapu. Bask jest znany nie tylko z kolarstwa. Gra na akordeonie w miejskim zespole.

Javier Aramendia urodził się 12.05.1986 w  małym mieście Funes w kraju Basków.  Już w wieku siedmiu lat zaczął startować w zawodach kolarskich. Przystąpił do młodzieżowego Caja Rujal. Jako młodzik wygrał pięć wyścigów, był dwa razy drugi w mistrzostwach prowincji Navarra,  zajął szóste miejsce w kolarskich mistrzostwach Hiszpanii ze startu wspólnego, dziesiąte w indywidualnej jeździe na czas. Później wcale nie szło mu gorzej wygrał  kolejne sześć wyścigów, mistrzostwa swojej prowincji oraz osiągnął etapowy sukces na królewskim etapie Vuelta a Pamplona,.

Będąc już orlikiem zapowiadał się na wielkiego kolarza. Wygrywał coraz więcej wyścigów i zajmował coraz lepsze miejsca.  Jednym z jego większych sukcesów były  dwa trzecie miejsca w mistrzostwach krajowych do lat 21 ze startu wspólnego i indywidualnej jazdy na czas.

W 2007 roku debiutował jako zawodowy kolarz w zespole Orbea. Rok później przeszedł do Euskaltel Euskadi gdzie spędził trzy lata. Jak się później okazało był to kres jego sukcesów. W baskijskiej grupie nie dostał wielu szans, rzadko jeździł w zawodach z cyklu  Pro Tour, zajął 115 miejsce w Giro w 2011 roku. Grupa nie zapewniła mu godnego rozwoju, wykreowała z niego kolejnego harcownika. W tym roku Bask z Funes wrócił do Caja Rujal.

Kolarz obecnie startuje w hiszpańskiej Vuelcie. Nie zajmuje wysokiego miejsca w klasyfikacji generalnej, przez kilka etapów był nawet ostatni, ale zaimponował mi najbardziej spośród wszystkich zawodników jego grupy. Pięć razy uciekał, trzykrotnie został uznany za najwaleczniejszego kolarza etapu,  jak będzie nadal atakował w szczególności w wysokich górach, z pewnością zostanie najaktywniejszym kolarzem Vuelty 2012.

Aramendia jest znany nie tylko z kolarstwa. Gra na akordeonie w miejskim zespole. Znajomi cenią go za to, że jest skromny, zawsze skory do pomocy, po prostu jest „dobrym człowiekiem.”. Bardzo ceni rodzinne wartości, często przyjeżdża do Funes, żeby spotkać się z najbliższymi, wybrać się z mieszkańcami na wycieczkę rowerową. W mieście jest uznawany za miejscowego bohatera.

Szkoda tylko, że jego kariera została źle pokierowana. Za słabo się rozwinął w okresie, kiedy rozpoczynał przygodę z kolarstwem,  ale zawodnicy najczęściej osiągają szczyt umiejętności dopiero w wieku około trzydziestu lat. Może ten sezon będzie przełomowy i zobaczymy go niedługo jako bohatera wielu etapów, a może wyścigów klasycznych?

Karol Kacprzak

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments