Fot. Marta Wiśniewska / naszosie.pl

Katarzyna Dzięcioł-Biełowieżec, pierwsza kobieta w historii Zarządu Polskiego Związku Kolarskiego, jest inicjatorką pomysłu zorganizowania Mistrzostw Polski w kolarstwie szosowym w Grunwaldzie i Ostródzie. Podczas konferencji prasowej poprzedzającej tę imprezę, opowiedziała nam o genezie tego pomysłu oraz o tym, co wstrzymuje realizację nowych planów Związku.

Jest pani inicjatorką pomysłu zorganizowania Mistrzostw Polski 2018 w kolarstwie szosowym na Warmii i Mazurach. Proszę opowiedzieć o jego genezie.

Na początku roku okazało się, że może być mały problem z lokalizacją Mistrzostw Polski. Z powodu tych wszystkich zawirowań, które miały miejsce pod koniec ubiegłego roku, przeoczono czas, w którym można było zaplanować i dopiąć plany budżetowe. Tym bardziej, że partnerstwo w organizacji MP rozkładało się na trzy podmioty. Należy pamiętać, że chodzi również o budżety firm, które sponsorują mistrzostwa- tego nie robi się dwa miesiące przed imprezą, tylko podczas planowania kolejnego roku. Na początku 2018 roku zorientowaliśmy się, że trzeba podjąć wreszcie jakieś decyzje, a pośród samorządów, z którymi prowadzono wstępne rozmowy, nie było zbyt wielu chętnych do zorganizowania krajowych mistrzostw. Wobec tego pomyślałam, że skoro Ostróda i władze województwa warmińsko-mazurskiego są przychylnie nastawiane do sportu, to może warto zapytać. Przedstawiłam ofertę i otrzymałam odpowiedź „dlaczego nie!”. Sprawy przybrały bardzo szybki obrót. Mogłam już spokojnie przekazać pole Ślęży Bike Academy, bo robią to doskonale [główny organizator MP].

Można zatem rozumieć to tak, że pomysł zorganizowania tegorocznej edycji Mistrzostw Polski na północy jest częścią planu Polskiego Związku Kolarskiego, by ta impreza wyszła poza południe kraju?

Chciałabym móc przyznać, że Mistrzostwa Polski wokół Grunwaldu i Ostródy to jest część jakiegoś wielkiego, strategicznego planu. Ale w tym roku tak nie było – to był przypadek i złoty strzał. Myślę jednak, że to jest dobry początek, ponieważ dostrzegamy na Warmii i Mazurach pozytywne nastawianie do kolarstwa. Wynika to m.in. z tego, że mamy tu raczej niedosyt kolarstwa – widać, że to się podoba, i że ludzie tego pragną. Chciałabym, żeby tak pozostało i mam nadzieję, że to ewoluuje w kierunku dalszej i szerszej współpracy. Tym bardziej, że współpraca z naszymi samorządowymi Partnerami: Urzędem Marszałkowskim, Starostwem Powiatowym w Ostródzie, miastem Ostróda i obiema zaangażowanymi gminami: Grunwaldem i Ostródą – jest wzorcowa.

W czyjej gestii leży to, aby ten potencjał wykorzystać?

Myślę, że duża część zależy od wojewódzkich władz kolarskich. Trzeba wydobyć potencjał, który tkwi w ludziach. Można zrobić dużo więcej – budować relacje, korzystać z doświadczeń regionów, które są o krok dalej.

Z pewnością warto byłoby skorzystać również z popularności kolarstwa amatorskiego.

Oczywiście. W Olsztynie i na Warmii i Mazurach prężnie rozwija się kolarstwo amatorskie, w tym szosowe, co – jak widać – nie przekłada się szczególnie na liczbę trenującej młodzieży, czy zawodowców w regionie. Jest jeszcze dużo do zrobienia.

Opuśćmy już Warmię i Mazury i porozmawiajmy o Polskim Związku Kolarskim, w którego Zarządzie, jako wiceprezes, pani zasiada. Nowe władze są stosunkowo młode i, mam nadzieję, pełne pomysłów. Jakie pani osobiście ma plany związane z działaniami podejmowanymi w ramach sprawowanej funkcji?

[Po wyborze] zostaliśmy postawieni w sytuacji nieco podbramkowej, w której musieliśmy stworzyć plan awaryjny. Myślę, że gdyby plan zarządzania kryzysowego przygotowały poprzednie władze, to nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym teraz jesteśmy. W związku z tym reagujemy ad hoc. Dopiero teraz, prawdopodobnie w drugiej połowie roku, będziemy mogli skonstruować strategiczne i długofalowe plany. Nasza dotychczasowa praca skupiała się na naprawianiu błędów, na reagowaniu na jakieś kolejne małe kryzysy, powstające w tym całym większym zamieszaniu. W rezultacie nie mieliśmy pola do popisu przy planowaniu przyszłości.

Czy ten etap naprawiania już się kończy?

Nie, to na pewno zajmie jeszcze trochę czasu. To, co wydarzyło się w tym krótkim momencie minionego roku, było tak intensywne, że pomimo naszych najszczerszych chęci, wiedzy, doświadczenia i czegokolwiek jeszcze, nie jesteśmy w stanie uporządkować wszystkiego jednocześnie. Ale mam nadzieję, że jesteśmy na właściwej drodze.

Mimo wszystko nie wierzę, że w pani głowie nie tlą się żadne pomysły i plany…

Mam ich wiele, ale to nie jest jeszcze czas na ruszanie nowych rzeczy, chociaż myślę, że za chwilę to nastąpi. Pewnie każdy z nas ma jakieś cele, które stawia sobie przy tej pracy. Mnie najbliższe jest to, co uważam za sedno kolarstwa, czyli organizację szkolenia, również funkcjonowanie kadr narodowych. Dobrze współpracuje mi się z szefem szkolenia, myślę, że odnajduję też wspólny język z trenerami na każdym szczeblu szkolenia. Staram się słuchać zawodniczek i zawodników, pomagać, jeśli coś leży w mojej mocy. Współpraca z kadrami narodowymi, kolarstwo torowe, pomoc przy organizacji pracy pionu szkolenia – to kwestie, które po pani pytaniu pojawiają się w mojej głowie, jako te najbliższe i sprawiające mi najwięcej satysfakcji…

W Ostródzie rozmawiała Marta Wiśniewska