fot. Facebook Dawida Lewandowskiego

Są takie rzeczy, które można zobaczyć tylko tu i teraz, a oddanie ich na zdjęciach czy w piśmie nigdy nie będzie tym samym, co widok na żywo. Niewątpliwie do właśnie takich zalicza się radość Dawida Lewandowskiego, gdy ten po przejechaniu linii mety usłyszał, że lider naszej kadry Jan Jackowiak zdobył srebrny medal. 20-latek dołożył niemałą cegiełkę do tego sukcesu i właśnie o tym porozmawialiśmy tuż po zakończeniu zmagań.

Za nami 1. dzień Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026, który przyniósł polskim kibicom masę pozytywnych emocji za sprawą tego, co w wyścigu ze startu wspólnego zaprezentowali nasi orlicy. Panowie przez cały dystans jechali niezwykle czujnie, a finalnie Jan Jackowiak sięgnął po srebrny medal. Na 19. miejscu metę przeciął Dawid Lewandowski, który następnie wprost wpadł w ramiona swojego reprezentacyjnego kolegi.

fot. Facebook Dawida Lewandowskiego

Gdy już radość ustała, a lider naszej kadry udał się do autokaru by ogarnąć się przed ceremonią dekoracji, zapytałem Dawida Lewandowskiego o to, jak czuje się jako 19. orlik w Europie. By nadać nieco kontekstu warto bowiem dodać, że ten chwilę wcześniej zapytał o swój wynik i ucieszył się na wieść o najlepszej „20”, ale gdy już przyszło do rozmowy, odpowiedź ponownie była taka, jak to, co działo się na początku. Jak zatem wrażenia po tej 19. pozycji?

Jestem dumny z Janka! Mamy srebro! Chcieliśmy jechać zespołowo, osiągnąć coś wspólnie, to Janek był dzisiaj liderem i myślę, że zrobiliśmy to, co trzeba było. Janek potwierdził swoją dyspozycję i mamy srebro Mistrzostw Europy! Jestem bardzo szczęśliwy, tym bardziej, że moim małym celem było pomóc Jankowi i skończyć w dwudziestce – jak widać byłem 19., także zrobiliśmy wszystko na 100% i jestem z siebie bardzo dumny

— mówił tuż po przecięciu linii mety Dawid Lewandowski.

W drodze do tej mety orlicy musieli się naprawdę namęczyć – 141,8 kilometra przejechali ze średnią niemal 47 km/h, choć rundy z podjazdem pod Možjancę (2,1 km; 10,3%) i tak obniżyły ten parametr. Początek był po prostu szalony, a zamiast ucieczki dnia zobaczyliśmy kilkadziesiąt kilometrów niekończącego się przeciągania liny. Polacy byli tam bardzo widoczni – biało-czerwoni pilnowali swojej pozycji w grupie. Jak to wyglądało z perspektywy peletonu?

Przed wyścigiem, gdy zobaczyliśmy rundę, ciężko było cokolwiek przewidzieć, więc uznaliśmy, że po prostu będziemy się oszczędzać tak długo, jak to będzie możliwe. Wiedzieliśmy, że nie będziemy iść w żadne odjazdy, bo ta ścianka była naprawdę ciężka i to ona miała zrobić selekcje, co faktycznie się stało. Wyciągaliśmy Janka przed każdym podjazdem tak wysoko, jak tylko się dało i skończyło się świetnie

— kontynuował 20-letni reprezentant Polski.

Kilka godzin wcześniej Martyna Szczęsna, najlepsza z Polek w wyścigu ze startu wspólnego orliczek w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 powiedziała, że mimo wszystko runda z podjazdem pod Možjancę (2,1 km; 10,3%) była na profilu jeszcze straszniejsza, niż okazała się być w rzeczywistości. Jak zatem po przejechaniu jej w tempie wyścigowym ocenia ją Dawid Lewandowski?

To trudna kwestia, bo jednak oczekiwania były u nas związane z tym podjazdem spore – czas pokazał dokładnie to, czego się spodziewaliśmy, czyli po prostu trzeba było być mocnym na podjeździe i szybko z niego zjeżdżać. Przede wszystkim to taka runda, na której nie da się oszukać, tzn. jeśli jesteś mocny, to pojedziesz, a jak nie, to nie dasz rady

— mówił Dawid Lewandowski, który z tą samą pętlą zmierzy się jeszcze w środę podczas jazdy indywidualnej na czas. Jak w kontekście tego drugiego startu rundę ocenia biało-czerwony? Warto bowiem pamiętać, że rower szosowy a czasowy to jednak nieco różne światy.

Założyłem sobie tutaj blat 58 zębów, więc mam po prostu nadzieję, że wjadę na górę, a reszta wtedy na pewno będzie dobrze. Czego mi życzyć na środę? Aerodynamicznej sylwetki, dużo siły i szczęścia

— zakończył biało-czerwony.

Dawid Lewandowski to aktualny wicemistrz Polski w jeździe indywidualnej na czas, a jego dyspozycja, jak było widać po dzisiejszym wyścigu, jest naprawdę dobra. Nie oznacza to rzecz jasna, iż można pompować jakikolwiek balonik w kontekście środowego występu zawodnika reprezentującego na co dzień NSN Development Team, a wywodzącego się z LKS POM Strzelce Krajeńskie, ale niewątpliwie warto będzie trzymać za niego kciuki także i podczas drugiego ze startów w Słowenii. Po tym dzisiejszym, jakże przepięknym, z pewnością można być pewnym jednego – motywacji w polskiej kadrze nie powinno zabraknąć.

W Šenčur ze naszym reprezentantem rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:

Poprzedni artykułJan Jackowiak: „Daję z siebie wszystko przez 365 dni w roku”
Następny artykułJustyna Czapla – wschodząca gwiazda z polskimi korzeniami [wywiad]
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze