Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG) odniósł kolejne zwycięstwo w tegorocznej edycji Tour de Suisse. Słoweniec okazał się najlepszy na ostatnim, najtrudniejszym etapie, wyprzedzając na ostatnim kilometrze ostatniego z uciekinierów Lenny’ego Martineza. Pogačar przypieczętował triumf w klasyfikacji generalnej.
Ostatniego dnia rywalizacji w Tour de Suisse rozegrano królewski etap. Już na początku miał miejsce blisko 4-kilometrowy podjazd na Col de la Croix. Jednak dopiero później kolarze mogli na dobre zaznajomić się z tym wzniesieniem. Col de la Croix o długości ponad 19 kilometrów był jeszcze do pokonania dwukrotnie w środkowej części etapu. Ze szczytu drugiej wspinaczki do mety pozostało jeszcze 40 kilometrów. Jednak oprócz zjazdu był to kolejny podjazd na metę w Villars-sur-Ollon o długości ponad 10 kilometrów.

W wyścigach startują Michał Kwiatkowski (Netcompany INEOS) i Kamil Gradek (Bahrain-Victorious). Gradek wycofał się z rywalizacji na dzisiejszym odcinku. Przed ostatnim etapem liderem z przewagą ponad czterech minut był Tadej Pogačar.
Ucieczkę na królewskim etapie stworzyli: Afonso Eulalio, Lenny Martinez (obaj Bahrain-Victorious), Andrew August (Netcompany INEOS), Bauke Mollema (Lidl-Trek), Nairo Quintana (Movistar Team), Finn Fisher-Black (Red Bull – BORA – hansgrohe), Louis Vervaeke (Soudal Quick-Step), Marco Schmid, Paul Double (obaj Team Jayco AlUla), Mattia Gaffuri (Team Picnic PostNL) i Bart Lemmen (Team Visma | Lease a Bike).
Pierwszą górską premię wygrał Louis Vervaeke, który okazał się najlepszy także na drugiej. Tempo w peletonie dyktowali kolarze UAE Team Emirates – XRG. Czołówka utrzymywała ponad 2 minuty przewagi. Odpadł z niej Andrew August. Następnym zawodnikiem, który wrócił do peletonu był Afonso Eulalio. Podczas kolejnej wspinaczki na Col de la Croix tempa nie wytrzymał także Paul Double.
Pozostała ósemka zgodnie współpracowała, a premię górską wygrał Lenny Martinez. Na szczycie odjazd miał półtorej minuty przewagi nad peletonem, w którym pracowali także kolarze Decathlon CMA CGM Team. Na zjeździe czołówka utrzymywała swój zapas.
Rozstrzygnięcia zapadły na finałowym podjeździe, tym do połowy Col de la Croix. Na początku ostatniej wspinaczki odjechali: Lemmen, Quintana i Martinez. Na ponad 8 kilometrów przed metą nastąpił moment, na który wszyscy czekali. Był to atak Tadeja Pogačara. W tym momencie lider miał do odrobienia minutę do czołówki. Chwilę za plecami kolarza UAE Team Emirates – XRG jechał jeszcze Richard Carapaz, ale ostatecznie nie wytrzymał tempa Słoweńca.
W ucieczce samotnie ruszył Lenny Martinez. Z tyłu został Lemmen, a jeszcze dalej jechał Quintana. Tadej Pogačar wyprzedzał kolejnych uciekinierów. Z każdym fragmentem podjazdu lider wyścigu zbliżał się do prowadzącego Martineza. Francuz pięknie walczył o utrzymanie się przed pędzącym mistrzem świata.
Ostatecznie Tadej Pogačar dogonił Lenny’ego Martineza na ostatnim kilometrze. Francuz był blisko wielkiego zwycięstwa, ale stracił kilka sekund do mistrza świata. Trzeci jeszcze przyjechał Bart Lemmen. Kolejni kolarze z grupy faworytów (Jarmo Widar, Matthew Ricitello i Enric Mas) stracili minutę i 53 sekundy. Słoweniec zdominował cały wyścig, pewnie wygrywając w klasyfikacji generalnej. Zdobył ostatecznie 6 minut i 32 sekundy przewagi nad Richardem Carapazem (EF Education-EasyPost. Drugi kolarz wyścigu stracił na królewskim etapie równo dwie minuty do Pogačara. Podium uzupełnił Mathias Vacek (Lidl-Trek), który jeszcze zmieścił się w poniżej 7 minut strat (6:53)
Results powered by FirstCycling.com
Results powered by FirstCycling.com










Strasznie nudne te wyścigi z nim…
No i tak jak wczoraj pisalem. Pogacar robi show i dla takiego zawodnika ludzie beda ogladac wyscigi. Brawo Martinez ladnie sie trzymal. Wyscig 5 dni, 1 gorski etap a przewaga jak Jonas na Giro. Carapaz to sobie jakies jaja zrobil z tego wyscigu…
Dla Janusza zawsze będzie nudny, szczególnie gdy wygrywa ktoś spoza jego kręgu sympatii. Co lubię w Pogim? Ciągłe dążenie do perfekcji. We wczorajszej czasówce miał kompletnie inne ustawienie względem poprzednich ITT.
Show tak, ale też dla wielu osób może być to już nudne
Stało się to, co miało się stać i tyle. Mnie najbardziej śmieszył (a może już bardziej irytował) p. Jaroński z tymi swoimi standardowymi, powtarzanymi do znudzenia, sugestiami, że Tadej „pokazał coś” Jonasowi. Może i pokazał, tylko czy tamten to widział? Podejrzewam, że spędził ten czas z rodziną albo na rybach, a nie oglądając Słoweńca.
UAE zrobiło sobie problem.
W całym WorldTourze jest 524 kolarzy (+TP) i żaden nie wygląda na realne wzmocnienie dla pociągu Pogacara — bo nawet jeśli potrafi jechać szybciej niż wszyscy, to i tak wolniej niż TP.
Co więc pozostaje?
Chyba tylko szukać rozwiązań w laboratorium, bo na ewolucję nie ma już co liczyć.
Eulalio zweryfikowany, średniak w peletonie, 6ty na Giro bo raz dojechał w ucieczce i podnieta, taki to był poziom Giro.
Tadej jak ten rekin zje tam wszystkich na tym TdF easy.
Bart ja bym powiedział, że jeżeli już kogoś chcesz nazywać „Januszem”, to będą to raczej „kibice” kolarstwa, przyciągnięci do niego wyłącznie popularnością jednego „globalnego idola” (że zacytuję jego agenta). Żeby kibicować komukolwiek innemu trzeba jednak coś o tym sporcie wiedzieć… Co nie znaczy od razu, że uważam każdego kibica Tadeja za „Janusza”.
Tajfun – pewnie to, że gość (w jego wieku i być może nawet bez pomocy żadnych „soków z gumijagód”) dopiero co przejechał wielki tour nie ma żadnego znaczenia… Ja wiem, że musisz deprecjonować poziom tego Giro (a więc i osiągnięcie jego zwycięzcy – prawdę mówiąc, niczego innego bym się po Tobie nie spodziewał), ale chociaż od Eulalio się odczep.
Tadej Pogacar ma najbardziej napiętą twarz ze wszystkich sportowców praktycznie. Nie da się z nim wygrać w tej sytuacji. Czas skapitulować.
Martinez pokazał dziś moc. Szczerze mu kibicowałem, choć średnio za nim przepadam. Walczył jak lew i to zapowiada ciekawe starcia na TdF. Młode wilki Seixas, Lipo powalczą o 3 miejsce a o triumf Vini i Pogi. Jednak nie można wykluczyć, że dojdzie do ataku młodzieży, który zakończy się sukcesem. Tak czy inaczej będzie się działo.
Marcraft ciekawa uwaga z tą napięta skórą twarzy – też ostatnio przykuło to moją uwagę… Może mu jakoś ściągają dla lepszej aerodynamiki ;)?
Śmiesza mnie kibice sukcesu, którzy chętnie spałaszowaliby małe co nieco pozostawione przez swojego idola. Przepraszam za tą chamską wstawkę, ale co ja poradzę – czego nie zrobi czy czego nie powie pewien słowiański geniusz kolarstwa (bez żadnej ironii) spotyka się to z ekstatycznym niemal aplauzem i glanowaniem ewentualnego konkurenta, czy jego kibiców. Jeszcze gorzej, a raczej śmieszniej, w wypadku rzadko spotykanej porażki swego guru. Wtedy już idzie grubo, wystarczy sobie przypomnieć ten ból po Paryż Roubaix.
Obrzydliwe. Na dłuższą metę szkodzi kolarstwu, bo wiele ekip nie ma się jak chwalić zwycięstwami.
Tadej dziś wprawdzie wygrał ale nie byl pokaz mocy do jakiej nas przyzwyczaił – wcale nie mial dużo do odrobienia, a wygrał o kilka sekund. Oczywiście docenić należy bardzo dobra jazdę Martineza, ale dziś Jonasa w formie z Góry z pewnością by nie urwał.
Maciej, sam jesteś nudny jak flaki z olejem.
Jak wygrywa Jonas, to komentarzy jest tu zdecydowanie mniej. Tadej = show na najwyższym kolarskim poziomie… 😂😂😂
BarAnina, to co wcześniej napisał ktoś po prostu każda nawet neutralna opinia o twoim guru już wywołuje u ciebie frustrację , strasznie słabe to jest :/
Prawda jest taka, że i w Giro i w Swiss i na Słowenii poziom był marny.
Nawet w Andorra MoraBanc Clàssica, była ciekawsza obsada, to też Panowie podzieli się wygranymi.
Jest za duży wyścigów. Gdyby jechali wszyscy w jednym to poziom byłby wyższy.
A do malkontentów Tadeja&Jonasa: o co kaman?
Przecież każdy wygrał po jednym wyścigu więc jaka nuda?
Miejcie pretensje do swych idoli że nie jeżdżą w tych samych wyścigach.
Jak na razie to Jonas wygrał wielki tour a Tadek jakąś bieda-etapowkę, z nudną trasą i, powiedzmy sobie szczerze, nie najwyższych lotów obsadą. To niczego nie przesądza, ale dałbym sobie na wstrzymanie zamiast pisać, że już jest jasne, że Słoweniec rozjeździe Duńczyka :).
Mocarny Słoweniec z twarzościskiem wyjaśnił Duńskiego Halibuta. Na miejscu Jonasa zostałbym w domu z rodziną zamiast narażać się na 3 tygodnie upokorzeń…
3 tygodnie upokorzeń, czyli potencjalnie kolejne podium Tour de France w karierze? Chyba mamy różną definicję słowa „upokorzenie”. xD
Panie Jakubie, naprawdę nie wyłapał pan ironii? Proszę spojrzeć choćby na „mój” nick😉
A faktycznie, to dałem się złapać ;’)
Szkoda Martineza tak niewiele mu brakło