fot. VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk / Dominik Stuchlik

Pojawienie się nowego wyścigu UCI w Polsce zawsze jest szczególnym wydarzeniem, a w przypadku VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk można było mówić o podwójnej wadze, albowiem organizatorzy zdołali reaktywować dawną markę i po 20-letniej przerwie przywrócić jej świetność. O kilka słów podsumowania rywalizacji na dolnośląskich szosach poprosiłem zatem Bartosza Huzarskiego.

Dzięki wysiłkom Ślęża Sobótka Bike Akademy i Dolnośląskiego Związku Kolarskiego w tegorocznym kalendarzu Międzynarodowej Unii Kolarskiej pojawiła się druga w Polsce impreza kolarska dedykowana juniorom. VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk (UCI 2.1) okazał się być naprawdę udanym wyścigiem, a kibice kolarstwa mogli śledzić zmagania, które nie tylko stały na wysokim poziomie sportowym, ale i takie, które były pełne emocji, ataków oraz polskich bohaterów. Podczas codziennych transmisji od startu do mety regularnie oddawałem głos dyrektorowi wyścigu Przemysławowi Bednarkowi, na zakończenie zaś o kilka słów podsumowania poprosiłem drugą z twarzy odrodzonej po 20 latach imprezy, tj. Bartosza Huzarskiego.

To był ciekawy wyścig. Dla nas to pierwsza etapówka, którą zrobiliśmy od A do Z jako Ślęża Sobótka Bike Academy. Myślę, że zarówno całe zawody, jak i to zakończenie tutaj w Sobótce, były bardzo fajne. Ta trasa, na której kiedyś puszczaliśmy amatorów okazała się być świetna, wszyscy ją sobie chwalili. Włożyliśmy w to dużo pracy, ale myślę, że oprawa była godna wyścigu UCI, nawet w kategorii elity. Dostawałem głosy, że juniorzy byli bardzo zadowoleni z wyścigu, a my mogliśmy dzięki nim śledzić naprawdę mega, mega ściganie

— rozpoczął dyrektor sportowy VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk, Bartosz Huzarski.

Trzeba podkreślić aspekt sportowy tego wyścigu. Mieliśmy w miarę wyrównany poziom, bo jednak nie było tak jak wszyscy myśleli, że będzie 20 ludzi, którzy rozkurzą to wszystko w drobny mak, ale jednak Polacy nawiązywali świetną walkę z tą europejską czołówką i nas to cieszy – tak mnie jako trenera, jak i nas jako organizatorów, że Polacy nie byli tu tylko tłem, ale wręcz przeciwnie. Dolnoślązacy wygrali 3 etapy, co nas też cieszy. Może i Polak nie wygrał całego wyścigu, ale jednak tanio skóry nie sprzedali

— dodawał nasz były kolarz zawodowy.

Ważnym aspektem VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk był fakt, że dzięki powstaniu tej imprezy udało nam się podwoić liczbę zawodów z kalendarza UCI dla juniorów rozgrywanych na terenie Polski, a przy okazji zobaczyliśmy także powrót historycznej marki, albowiem 32. edycja tego wyścigu odbyła się po 20-letniej przerwie. Jakie to uczucie reaktywować te kolarskie zmagania po takiej przerwie?

Powiem tak – obudziłem się dziś rano o 6:45, zrobiłem sobie kawę i pomyślałem, że w 1996 roku byłem na dekoracji tam na stadionie, 200 metrów niżej niż teraz stoimy, bo wyścig też się kończył w Sobótce. Pamiętam, że wtedy zawodnik z Sobótki, Sławek Czyrnek, walczył o miejsce na podium, niestety wtedy problemy z rowerem go wykluczyły z tej walki… Więc jest to na pewno ciekawe doświadczenie stanąć tu po tylu latach. To pokazuje, że Sobótka ma potencjał dbania o historię tego miasta, bo jednak kiedyś biegi, kolarstwo i boks to były takie 3 dominujące dyscypliny sportu, na których była oparta większość tej naszej społeczności. Oczywiście były tu pewne głosy niezadowolenia związane z wyścigiem, które bierzemy na klatę, bo mamy świadomość, że wyścig puszczany ulicami pewne utrudnienia wprowadza, natomiast 2,5 godziny rywalizacji to nie jest cały dzień, to nie jest cały tydzień, to nie jest covid, gdzie ludzi zamknęli na długie tygodnie, więc cieszmy się, że młodzież ma się gdzie ścigać, bo tu chodzi o rozwój naszej młodzieży

— mówił Bartosz Huzarski, który następnie kontynuował wątek wartości szkoleniowej wyścigu, który odbył się od czwartku do niedzieli na dolnośląskich szosach.

Jeśli chcemy znaleźć następców Rafała Majki, Mai Włoszczowskiej, Michała Kwiatkowskiego, Tomka Marczyńskiego czy nawet takiego średniaka jak ja, to musimy dać tej młodzieży możliwość ścigania się w dobrych warunkach, w fajnej oprawie, żeby to była dla nich motywacja, a nie „Jezu, znowu mi trener każe jechać na wyścig”. To są takie rzeczy, które dla nas jako klubu są bardzo ważne. Fajnie, że udaje nam się znaleźć finansowanie na to wszystko, bo bez sponsorów, bez VeloBanku, bez świetnej współpracy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego, bez współpracy z tymi wszystkimi gminami by się to nie udało, bo jednak wyścig przy takiej liczbie zaangażowanych osób, przy transmisji na żywo kosztuje kupę pieniędzy, ale powiodło nam się jego zorganizowanie i niech to trwa

— dodawał 7-krotny uczestnik wielkich tourów.

Na koniec naszej rozmowy pojawił się też mały, ale jakże istotny apel – tegoroczne VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk było odrodzeniem marki z naprawdę wieloletnią historią, która nie jest w pełni zarchiwizowana. Organizatorzy chcą jednak zadbać o to, by właściwie upamiętnić przeszłość, a pomóc w tym mogą nasi czytelnicy.

Na koniec – ponieważ historia tego wyścigu sięga lat powojennych, wiemy, że Franek Gustowski, mieszkaniec Sobótki, wygrywał ten wyścig w roku 48′, może 49’… Szukamy zawodników, którzy ścigali się w tym wyścigu, którzy mają jakieś wspomnienia z nim związane, zdjęcia, jakieś historyczne rezultaty, komunikaty, wyniki, cokolwiek, co pozwoliłoby nam stworzyć jakąś kronikę tego wyścigu, bo bardzo liczymy, że będziemy mogli kontynuować Ślęża Tour, to czterodniowe ściganie dla juniorów u podnóża Góry Ślęża

— zakończył apelem Bartosz Huzarski.

Ja tymczasem tą odezwę pozwolę sobie rozszerzyć, wszak szukać można nie tylko zawodników powiązanych z tym wyścigiem, ale i osób, które do takowych pomogą dotrzeć organizatorom. Być może wśród naszych czytelników są osoby, które znają kogoś, kto zna kogoś… Myślę, że wiedzą Państwo o co mi chodzi. Historia naszego kolarstwa z pewnością zasługuje na pielęgnowanie, toteż każda osoba, która może wspomóc stworzenie kroniki Ślęża Tour jest na wagę złota. Wierzę w Państwa!


Wszystko o VeloBank Ślęża Tour Dolny Śląsk 2026:
Poprzedni artykułKrajobraz po włoskiej bitwie – zapowiedź Tour de Suisse Women 2026
Następny artykułWout van Aert wciąż walczy z czasem. Belg opuszcza część obozu wysokościowego przed Tour de France
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
reko
reko

Może receptą dla organizacji wyścigów jest organizacja dwóch wyścigów-dla elity, młodzieży oraz drugiego dla amatorów, z których można zedrzeć trochę kaski z opłat startowych. Ci drudzy pomału nie mają gdzie się ścigać, a jak mają to przeważnie na odgrzewanych kotletach (oczywiście chwała i podziękowania tym , którzy podejmują się ich organizacji).

Hubert
Hubert

gościu teraz każda droga publiczna jest autostradą – wszędzie zakazy i nakazy wydupiania z niej – dodam wszechobecną agresję drogową popieraną na wszelkich forach – dopóki TO się nie zmieni dopóty kolarstwo w polandzie będzie leżeć i kwiczeć!