Fabio Ferrari/ LaPresse / RCS / Giro d'Italia 2026

Na pożegnanie tematu 109. edycji Giro d’Italia warto jeszcze przyjrzeć się w inny niż klasyczny sposób temu co wydarzyło się na włoskich i bułgarskich szosach. Zapraszam zatem na przegląd występu każdej z 23 drużyn w La Corsa Rosa.

Od dłuższego czasu w portalu Naszosie.pl staramy się możliwie szeroko i wielowątkowo omawiać najważniejsze wyścigi świata, a jedną z cieplej przyjętych form podsumowywania wielkich tourów od lat była analiza występu poszczególnych drużyn. Pora zatem kolejny raz ekipa po ekipie przeanalizować dla kogo 109. edycja Giro d’Italia była udana, a dla kogo wręcz przeciwnie. Co ważne występy te oceniane są w odniesieniu do potencjału danej grupy i wysłanego przez nią składu – inaczej przecież patrzy się na Team Picnic PostNL czy Team Polti VisitMalta, a zupełnie inaczej na Team Visma | Lease a Bike.

Nim jeszcze przejdziemy do omówienia każdej drużyny warto krótko spojrzeć statystycznie na to co za nami podczas 109. edycji Giro d’Italia. Po wygraną etapową sięgnęli przedstawiciele 9 z 23 ekip, a najczęściej, bo aż 6-krotnie powody do świętowania mieli kolarze Team Visma | Lease a Bike. Wszystkie koszulki trafiły do drużyn mających w swoim dorobku etapowy skalp, a w czołowej „10” klasyfikacji generalnej znaleźli się zawodnicy z 7 różnych zespołów.

Występ powyżej oczekiwań:
  • Bahrain-Victorious – przed wyścigiem po cichu wierzyłem, że zobaczymy pożegnanie w wielkim stylu w wykonaniu 38-letniego Damiano Caruso. Były to jednak raczej marzenia, aniżeli realna ocena możliwości doświadczonego Włocha, zatem fakt, że bliskowschodnia formacja kończy zmagania z dwoma zawodnikami w czołowej „10” klasyfikacji generalnej, triumfem w klasyfikacji młodzieżowej, 9 dniami z różową koszulką Afonso Eulálio i zwycięstwem etapowym Aleca Segaerta. Ależ to był wyścig dla tej drużyny! W skali oczekiwania a rzeczywistość jest to moim zdaniem absolutny nr 1 tegorocznego Giro d’Italia.
  • XDS Astana Team – Guillermo Thomas Silva w różowej koszulce po wygraniu 2. etapu, zwycięstwa Davide Balleriniego czy Alberto Bettiola, bardzo aktywna jazda Christiana Scaroniego, próbujący swoich sił Diego Ulissi… Czy mam pisać więcej? Kazachska grupa kolejny raz przyjechała na wyścig bez największych nazwisk w peletonie, po czym jechała bez kompleksów, wykorzystywała swoje szanse i osiągała sukcesy, o jakich większość konkurencji mogła tylko pomarzyć. Nawet jeśli w 3. tygodniu zespół ten mocno przygasł, to i tak jego kolarze zasługują na spore brawa za swój występ w Giro d’Italia.
  • Team Visma | Lease a Bike – gdy Jonas Vingegaard ogłosił, że zamierza połączyć Giro d’Italia i Tour de France obawiałem się, że w tym pierwszym zobaczymy prawdziwe antykolarstwo. Duńczyk dość szybko pokazał jednak, że nie przyjechał do Włoch by się zupełnie oszczędzać, a aż 5 wygranych etapów w jego wykonaniu jest na to najlepszym dowodem. Tam, gdzie można było nie szastać siłami, 29-latek faktycznie jeździł po cichu, ale gdy już pojawiała się okazja do walki, to lider holenderskiej formacji bezlitośnie ją wykorzystywał. Jonas Vingegaard został w ten sposób 8. w historii kolarzem, który wygrał każdy z wielkich tourów, 4. w historii, który ma po co najmniej 4 wygrane etapy w każdym z nich, a także 115. zawodnikiem, który zwyciężył przynajmniej raz w każdej z trzytygodniówek. Do tego jako 116. uczynił to Sepp Kuss, a Davide Piganzoli kończy rywalizację na 8. miejscu w klasyfikacji generalnej. Obawiałem się skrajnego minimalizmu, a zobaczyliśmy pełną kontrolę i wykorzystywanie swoich szans, a za to moim zdaniem należą się brawa dla kolarzy Team Visma | Lease a Bike.
  • Decathlon CMA CGM Team – miałem delikatny dylemat jak dokładnie podsumować występ francuskiego zespołu, bowiem ten kończy zmagania bez choćby jednego wygranego etapu, co zabierając na wyścig czołowego sprintera, jakim jest w tym roku Tobias Lund Andresen, jest niewątpliwie pewnym rozczarowaniem. Szybko jednak zapomniałem o tych „niepowodzeniach”, gdy moje myśli wracały do świetnego Felixa Galla oraz faktu, jak wielką opieką zespół ten otoczył swojego górala. 28-latek kończy zmagania na 2. miejscu w klasyfikacji generalnej, ponadto aż 5-krotnie plasował się on na 2. pozycji na pojedynczych etapach. To wielka rzecz, a zatem myślę, że każdy się zgodzi z tak pozytywną oceną występu tej grupy.
  • Soudal Quick-Step – belgijska drużyna niedługo przed startem Giro d’Italia straciła nominalnego lidera Mikela Landę, a zatem pozostało jej skupić się na walce o pojedyncze etapy. To wyszło zawodnikom Soudal Quick-Step wybitnie dobrze, a Paul Magnier nie tylko 3-krotnie unosił ręce w geście triumfu, ale i wygrał klasyfikację punktową. Pociąg tej formacji był prawdopodobnie najlepiej funkcjonującym spośród wszystkich ekip biorących udział we włoskiej trzytygodniówce, a do tego tacy zawodnicy jak Gianmarco Garofoli czy Andrea Raccagni Noviero starali się, by i w nieco trudniejszym terenie trykoty belgijskiego zespołu były widoczne. Moim zdaniem występ na duży plus.
  • UAE Team Emirates – XRG – gdy z listy startowej wypadł niedysponowany w tym roku João Almeida uznałem, że ciężko będzie, by bliskowschodni zespół powalczył o najwyższe cele podczas tegorocznego Giro d’Italia. Niby zastępczym liderem miał być Adam Yates, ale moja wiara w Brytyjczyka nie była wielka, a ten finalnie już po 2. dniu ścigania wypadł ze stawki z powodu kraksy, zaś jego los podzielili też Jay Vine i Marc Soler. Wydawało się zatem, że zdziesiątkowana formacja będzie skazana na pożarcie, a jednak stało się zupełnie inaczej. Jhonatan Narváez szalał, wygrał 3 etapy i nieomal nie triumfował w klasyfikacji punktowej, odcinek dołożył też młody Igor Arrieta, który był bardzo widoczny, podobnie jak pracowity Mikkel Bjerg czy budzący kolejny raz kontrowersje swoją jazdą Jan Christen. Kolarze UAE Team Emirates – XRG kolejny raz pokazali, że nawet przy wielkich kłopotach są po prostu najlepszym zespołem świata i potrafią z wyścigu wycisnąć tyle, ile tylko się da. Moim zdaniem to występ na spory plus w stosunku do oczekiwań i okoliczności z początku zmagań.
  • Uno-X Mobility – gdy przeczytałem przed wyścigiem, że liderem na klasyfikację generalną ma być Johannes Kulset, a w sprincie powalczyć ma Erlend Blikra, nieco podrapałem się po głowie. Wiadomo, gdzieś trzeba nabierać doświadczenia, ale jednak nie zwiastowało to wielkich rzeczy podczas Giro d’Italia. Nieco niżej w zapowiedzi ekipy zostało jednak także zawarte, że ci spróbują zapolować na etapy, a to już było coś, co norweska ekipa robiła w niezwykle efektowny, a raz także i efektywny sposób. Fredrik Dversnes został bohaterem odcinka z metą w Mediolanie, kiedy to właśnie on sięgnął po zwycięstwo na etapie, który na 99,9% miał paść łupem sprinterów. Do tego Andreas Leknessund aż 3-krotnie zajmował 2. lokaty z ucieczek, a w sumie miejsc w top10 nazbierało się aż 12 – to był naprawdę efektowny występ w wykonaniu norweskiego zespołu.
  • EF Education – EasyPost – po informacji, że amerykańska ekipa przyjedzie na Giro d’Italia bez Richarda Carapaza jasnym stało się, że ta będzie musiała postawić na ucieczki i faktycznie tak się stało. Jadący wyjątkowo w zielonych trykotach zawodnicy byli bardzo widoczni na przestrzeni całego wyścigu, a zwycięstwo etapowe Michaela Valgrena było zwieńczeniem tej świetnej postawy. W sumie aż 9-krotnie mogliśmy oglądać kolarzy tego zespołu w czołowej „10” etapów, w tym 5-krotnie czynił to Madis Mihkels, który pokazał, że jest coraz bliżej najlepszych sprinterów świata. Moim zdaniem występ na duży plus.
  • Tudor Pro Cycling Team – szwajcarski zespół przyjechał na Giro d’Italia z dużymi ambicjami, ale te były oparte wyłącznie na obecnej formie, nie zaś historycznych wynikach. 29-letni Michael Storer był dotychczas najwyżej na 10. miejscu w klasyfikacji generalnej wielkiego touru, zatem jego 7. lokata jest niewątpliwie powodem do dumy zarówno dla Australijczyka, jak i jego formacji. Debiutujący w trzytygodniowych zmaganiach 22-letni Mathys Rondel co prawda finalnie nie zdołał zmieścić się w czołowej „10”, ale 11. pozycja również jest niezłym rezultatem. Do tego Florian Stork otarł się o różową koszulkę po 2. miejscu na 2. etapie, a w sumie w czołowej „10” pojedynczych odcinków kolarze szwajcarskiej formacji plasowali się aż 14-krotnie. To był udany wyścig dla tego Pro Teamu.
Występ zgodny z oczekiwaniami:
  • Movistar Team – hiszpańska ekipa to cisi bohaterowie tegorocznego Giro d’Italia. Zespół ten, choć nie walczył o klasyfikację generalną ani nie wygrał chociażby jednego etapu, był tym, który animował wydarzenia na trasie niejednego odcinka. Piękna rzeź podczas 4. dnia zmagań zakończona 2. lokatą Orluisa Aulara, powtórka podczas 12. etapu, liczne ucieczki Enrica Masa i Einera Rubio, gdy ci ocierali się o wygrane – to był naprawdę piękny wyścig w wykonaniu kolarzy z tej grupy. Zabrakło wyłącznie kropki nad „i”, stąd taka, a nie inna ocena dla tej formacji.
  • Netcompany INEOS – brytyjska ekipa przyjechała z dwoma liderami na klasyfikację generalną i można przyjąć, że ci pojechali naprawdę udane zawody. Thymen Arensman zajął przecież 4. miejsce, a zatem najlepsze w swojej karierze, dzięki czemu 10. lokata Egana Bernala nie rzuca się już aż tak bardzo w oczy. Do tego Filippo Ganna bardzo pewnie wygrał czasówkę, w której grupa ta ustrzeliła dublet. Czy to oznacza, że wszystko było piękne i wymarzone? Cóż, wydaje mi się, że nie. W jeździe kolarzy Netcompany INEOS zabrakło mi nieco odwagi czy kolokwialnie mówiąc „jaj”, a ich występ był moim zdaniem przesadnie ostrożny. Rzadkie pokazywanie się w odjazdach, brak końcowego podium itd. dają mi obraz ekipy, która zrealizowała swój plan minimum nie próbując ugrać więcej. Był to występ zgodny z oczekiwaniami, ale jednocześnie pozostawiający pewien niedosyt.
  • Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team – widząc odjazd na trudniejszym etapie można było być praktycznie pewnym, że znajdziemy w nim niejednego zawodnika ze szwajcarskiej ekipy. Ta nie bazowała jednak wyłącznie na klasycznych harcownikach z większymi stratami w klasyfikacji generalnej, a wiecznie grała na nosie rywalom wysyłając w ucieczki wysoko sklasyfikowanych Davida de la Cruza i Chrisa Harpera. Finalnie dwaj doświadczeni zawodnicy zapłacili za to w 3. tygodniu i spadli na odpowiednio 14. oraz 17. miejsce w generalce, ale moim zdaniem można im to wybaczyć po tak aktywnej jeździe. Warto też przy podsumowaniu pamiętać, że do mety dotarło zaledwie 4 kolarzy z tej drużyny, która już 1. dnia straciła swojego nominalnego sprintera, jakim miał być Matteo Moschetti.
  • Bardiani CSF 7 Saber – po włoskiej ekipie ciężko było spodziewać się, by ta miała zwojować klasyfikację generalną bądź którekolwiek z głównych zestawień pobocznych, toteż ciężko być rozczarowanym dalszymi lokatami kolarzy tej grupy. Mimo to ścigający się przed własną publicznością Pro Team pokazał się z dobrej strony – jego zawodnicy byli bardzo aktywni, Manuele Tarozzi wygrał klasyfikację lotnych premii, a i zdarzyło się etapowe podium w wykonaniu Martina Marcellusiego. Pisałem to już niejeden raz, powtórzę i kolejny – tak powinny jeździć zespoły z dzikimi kartami.
  • Team Polti VisitMalta – właściwie to ten włoski Pro Team powinienem był opisać jako pierwszy, albowiem jego występ był nieco lepszy niż Bardiani CSF 7 Saber, ale by nie powielać już tych samych słów umieszczę podopiecznych Francisco Contadora pod ich krajanami. Biało-zielono-czerwoni byli na przestrzeni całego Giro d’Italia bardzo widoczni, Diego Pablo Sevilla długo prowadził w klasyfikacji górskiej, do tego wygrał też zestawienie Fuga za kilometry w odjazdach, a Mirco Maestri i Giovanni Lonardi potrafili zajmować 2. lokaty na pojedynczych etapach. To był naprawdę solidny występ tej formacji, który powinien zapewnić jej dziką kartę na kolejne edycje domowego wielkiego touru.
  • Lotto Intermarché – gdy tuż przed startem Giro d’Italia dowiedzieliśmy się, że niemal połowa składu belgijskiej ekipy choruje, jasnym stało się, że jej występ nie będzie najprawdopodobniej najwybitniejszy. Faktycznie tak się stało i dość szybko zespół ten stracił 3 zawodników, w tym najszybszych Arnaud De Lie i Milana Mentena, a mimo to udało im się ugrać etapowe podium dzięki Toonowi Aertsowi czy aktywnie pokazać się za sprawą m.in. Simone Gualdiego. Doceniam waleczność, choć warto pamiętać, że niestety na tej w przypadku belgijskiego zespołu się skończyło, a zaglądając w suche wyniki występ ten był daleki od świetnego.
  • Groupama – FDJ United – francuski zespół jest jednym z tych, któremu udało się dotrzeć do Rzymu w pełnym, 8-osobowym składzie. Cóż jednak z tego, jeśli żaden z zawodników nie zapadł w pamięć widzom? Trzeba bowiem napisać otwarcie, że Groupama – FDJ United przyjechała na Giro d’Italia w dość kiepskim zestawieniu, a zatem dwa podia etapowe w wykonaniu Rémi Cavagni i Paula Penhoëta wystarczają do tego, bym nie uznał tej grupy za rozczarowującą. Oczekiwałem niewiele i właśnie tyle otrzymałem od tej drużyny.
  • Lidl-Trek – sekcję „Występ zgodny z oczekiwaniami” zamknie nam niemiecki zespół, przy którym mocno biłem się z myślami na temat końcowej oceny. Z jednej strony mamy 5. miejsce w klasyfikacji generalnej, zwycięstwo w klasyfikacji górskiej czy wygrany przez Jonathana Milana etap, z drugiej jednak warto pamiętać, że przed startem Giro d’Italia była to formacja, która miała zwojować ten wyścig. Rok temu zawodnicy reprezentujący barwy tego zespołu wygrywali aż 6-krotnie, a zatem mówimy tu o sporym regresie. Lider na generalkę, czyli Derek Gee-West, długo nie mógł się odnaleźć, Giulio Ciccone naszarpał się, ale był w tym bardzo nieefektywny, a Jonathan Milan przegrał sprinterską rywalizację z młodszym Paulem Magnierem. Cóż, mogło być lepiej, ba, być może nawet powinno być lepiej, aczkolwiek rzutem na taśmę Lidl-Trek uratował się od miana jednego z większych rozczarowań tegorocznego Giro d’Italia.
Występ poniżej oczekiwań:
  • Red Bull – BORA – hansgrohe – chyba pierwszy raz w historii tych podsumowań zdarza się, że zespół mający kolarza na podium klasyfikacji generalnej ląduje w sekcji „poniżej oczekiwań”. Cóż, niemiecka drużyna przyjeżdżała na Giro d’Italia z wielkimi ambicjami, a wokół Giulio Pellizzariego narósł ogromny hype na to, że Włoch nie tylko będzie najlepszym z „reszty świata”, ale być może nawet spróbuje rzucić wyzwanie Jonasowi Vingagaardowi. Sił w tym temacie wystarczyło do połowy podjazdu pod Blockhaus, a później choroby i inne zdarzenia całkowicie wyeliminowały młodego Włocha, który finalnie sam przyznał, że będzie chciał jak najszybciej zapomnieć o tegorocznym Giro d’Italia. Niemiecki zespół kończy finalnie bez choćby jednego wygranego etapu, bez jakiejkolwiek koszulki, a podium Jaia Hindleya ratuje ten występ o tyle, że jednak jest niemały pozytyw w gąszczu rozczarowań. Mogło być jednak zdecydowanie lepiej.
  • Unibet Rose Rockets – to jedna z tych ekip, którą bardzo ciężko było mi gdziekolwiek przyporządkować. Z jednej strony mamy bowiem absolutnych debiutantów w wielkim tourze, a zatem jakie można było mieć oczekiwania? Z drugiej jednak ci zabrali pociąg skupiony wokół Dylana Groenewegena, który w tym roku naprawdę imponował formą. Efekt był tego taki, że ten kilkukrotnie zaplątał się w kraksy i tylko 3-krotnie miał okazję zafiniszować, w tym raz czynił to za plecami ucieczki. Wydaje mi się, że francuska grupa kończąc zmagania bez etapowego triumfu może być nieco rozczarowana, a dodajmy do tego jeszcze fakt, że jej koszulki były często bardzo niewidoczne – to dość nietypowe, bowiem na co dzień Unibet Rose Rockets należy do ekip jeżdżących najaktywniej w praktycznie każdym wyścigu, w którym tylko bierze udział.
  • NSN Cycling Team – być może będę nieco brutalny, ale jeśli swój skład opiera się na sprinterskim pociągu, w skład którego wchodzą m.in. Ethan Vernon, Jake Stewart i Corbin Strong, to oczekiwania związane z walką o etapy robią się naprawdę ogromne. Zarejestrowana od tego roku w Szwajcarii formacja powinna była działać podobnie do Movistaru – dzielić peleton, a następnie próbować rozgrywać na swoją korzyść finisze z nieco przerzedzonej grupy. Niby były nieśmiałe próby wspierania w tym hiszpańskiej grupy, ale to jednak tamtą, a nie NSN Cycling Team zapamiętam po tym wyścigu pozytywnie. Szwajcarski zespół tymczasem kończy z jednym etapowym podium i 12. miejscem Jana Hirta w klasyfikacji generalnej. Bez wątpienia był potencjał na więcej, szczególnie gdy przypomnimy sobie, że poza pociągiem sprinterskim w składzie tej drużyny znalazł się także bardzo dobry przez pierwszą część sezonu Alessandro Pinarello.
  • Alpecin – Premier Tech – liderem belgijskiej ekipy miał być Kaden Groves, którego jednak zabrakło w stawce już po 3 dniach rywalizacji. Pod nieobecność swojego sprintera pozostali zawodnicy próbowali co prawda uciekać czy finiszować, ale ostateczny bilans tej formacji to zaledwie 5 lokat w czołowej „10” etapów, w tym brak choćby jednego podium. W połączeniu z faktem, że zespół ten nie walczy nigdy w klasyfikacji generalnej mamy występ, który był raczej mocno rozczarowujący.
  • Team Jayco AlUla – 16. miejsce Bena O’Connora w klasyfikacji generalnej jest chyba najlepszym podsumowaniem tego, jak kiepsko ułożył się ten wyścig dla australijskiej formacji. Jej zawodnicy byli co prawda 4-krotnie w czołowej „10” etapów w 1. tygodniu (lokaty 5-7), ale począwszy od 8. etapu zespół ten całkowicie przepadł i nie potrafił się odnaleźć w stawce tegorocznego Giro d’Italia. To ogromne rozczarowanie, szczególnie biorąc pod uwagę, że pierwsze miesiące sezonu 2026 były dla tej drużyny naprawdę udane. Włoska trzytygodniówka przypomniała jednak, czemu Team Jayco AlUla rok temu bronił się przed spadkiem z UCI World Touru.
  • Team Picnic PostNL – fakt, że muszę coś napisać o występie holenderskiej formacji budzi we mnie wewnętrzne obrzydzenie. Tak, to mocne słowa, ale do jasnej cholery, jak można być aż tak fatalnym?! 67 punktów UCI na przestrzeni całego wyścigu może być jakimś antyrekordem i śmiem twierdzić, że niejeden zespół z 3. dywizji potrafiłby się lepiej zaprezentować w Giro d’Italia niż zawodnicy Team Picnic PostNL. Okej, oczekiwania były żadne, ale nadal – to po prostu był żenujący występ.

Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułMedia: Kaden Groves opuści Alpecin-Premier Tech
Następny artykułLuca Guercilena ustępuje ze stanowiska, Andy Schleck dyrektorem generalnym Lidl-Trek
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Trudno się nie zgodzić. Picnic żenada. Dobrze że nie było cofidisu.
W vismie należy docenić zimowe Transfery.
Movistar wrzuciłbym jednak poniżej, a red bulla na poziomie, było podium tylko nie tego co planowali.
Groupama też wg mnie poniżej, bo to jednak world tour. A kilka ekip z et ewidentnie nie miało mocy godnej wt.

Radosław
Radosław

Z oceną UAE nie mogę się zgodzić. Najlepszy zespół na świecie bez kolarza walczącego w klasyfikacji generalnej? Tego nie można przykryć wygranymi etapami czy tym że „podnieśli się po kraksach”. Sam wynik jak na taką drużynę jest poprostu słaby.

roni
roni

Zgadzam się z przedmówcą, że Bora z podium Hindleya zdecydowanie nie powinna być w gronie ekip poniżej oczekiwań !

love_velo
love_velo

Jeśli każdy może mieć swój subiektywny ranking, to mój w kilku miejscach odbiega od zaprezentowanej opinii.

Weźmy choćby Team Picnic PostNL. W mojej ocenie „poczta” nie kojarzy się z najszybszym dostawcą listów czy paczek, więc zespół wiózł ten wizerunek. Promocyjnie osiągnęli jednak naprawdę dużo — wygrali zaciętą walkę o „czerwoną latarnię” wyścigu i w mediach byli wspominani wyjątkowo często. A jak wiadomo, w promocji chodzi o to, by mówiono — dobrze lub źle — byle nie przekręcano nazwiska.

Lidl–Trek — moim zdaniem najdroższa klapa całego wyścigu. Zespół, o którym plotkuje się, że dysponuje praktycznie nieograniczonym budżetem, zaprezentował za to wyjątkowo ograniczoną wizję na tę edycję. Liczba „fochów” pokazanych przez ich kolarzy pobiła wszelkie rekordy.
Styl jazdy Giulio Ciccone i te żałosne „uzgodnienia” z Rubio czy Vismą, Walscheid oczekujący idealnie przygotowanej trasy i idealnej odległości motocykli, czy wreszcie Milan, który tylko szczęśliwie nie przegrał finiszu z Leonardi —szkoda, że tego nie da się odzobaczyć…bo jestem fanem Madsa Pedersena.

Uno‑X Mobility — znakomity przykład na to, że inteligencja potrafi wygrać z brutalną siłą. Zespół jechał z głową, konsekwentnie i bez zbędnych fajerwerków.
A puenta… —w peletonie mózg też ma waty. Wycisnęli największa wartość z kilograma…Top 3.