Choć postać Dariusza Banaszka wzbudza wiele emocji – również negatywnych, to trzeba przyznać, że w Polsce nie ma osoby, która w kolarstwo inwestowałaby z taką konsekwencją jak on. – Jestem kolarskim narkomanem – mówi sam o sobie, z taką pasją w oczach, że trudno mu nie uwierzyć. W drugiej części rozmowy z Naszosie.pl opowiedział o tym projekcie, który uważa za najbardziej udany – o drużynie Mazowsze Serce Polski.
– Już dziś mogę powiedzieć, że będzie to najsilniejsza polska grupa. W 2020 roku zespół będzie liczył 12 kolarzy, będziemy mogli ścigać się na dwa składy. Kalendarz mamy bardzo bogaty, złożony głównie z zagranicznych startów.
– mówił Dariusz Banaszek, gdy w listopadzie 2019 roku ogłaszał na łamach Naszosie.pl założenie nowej grupy zawodowej.
Mazowsze Serce Polski miało być jego wielkim powrotem do kolarstwa po zakończonej olbrzymim rozczarowaniem prezesurze w Polskim Związku Kolarskim. Od jego dymisji minęło już ponad półtora roku, a on owszem, wciąż działał przy swojej ukochanej dyscyplinie, choćby sponsorując grupę Hurom, jednak wciąż czekał z rozpoczęciem kolejnego autorskiego projektu.
Tym miała być dopiero drużyna założona przy współpracy z Sejmikiem Województwa Mazowieckiego. Zgodnie z zapowiedziami składała się z 12 zawodników, a jej najmocniejszym nazwiskiem był Paweł Bernas.
Kolarz z Gliwic sezon wcześniej jeździł w World Tourze i regularnie startował w największych wyścigach na świecie z Vuelta a Espana, Criterium du Dauphine oraz Tour de Pologne na czele. W dodatku wcale nie był w podeszłym jak na kolarza wieku – miał dopiero 29 lat, a mimo to zdecydował się na podpisanie kontraktu z Banaszkiem. Także dlatego, że to właśnie szef nowej ekipy był tą osobą, która lata wcześniej, jako dyrektor sportowy BDC Markpol, dała mu szansę startów w poważnym peletonie, m.in. na mistrzostwach świata w Ponferradzie i Florencji.

Marzenia o drugiej dywizji
Kilka lat wcześniej, jako dyrektor sportowy, VERVA ActiveJet Team, Dariusz Banaszek po raz drugi w swojej dyrektorskiej karierze miał okazję poprowadzić drużynę drugiej dywizji*. Jego ekipa, choć w prokontynentalnym peletonie gościła zaledwie przez rok, to i tak zdążyła wystartować w szeregu worldtourowych wyścigów. W jej kalendarzu startowym zagościły wówczas m.in. Cyclassics Hamburg, Tour de Suisse i przede wszystkim Tour de Pologne.
Gdy jesienią 2019 roku Banaszek oficjalnie ogłaszał rozpoczęcie nowego projektu, marzył o tym, by znów otrzymać podobną szansę:
– Projekt jest czteroletni, pierwsze dwa lata będziemy ekipą kontynentalną, a w kolejnych dwóch chcemy jeździć w drugiej dywizji.
– zapowiadał ambitnie.
Ekipa rzeczywiście okazała się bardzo mocna. Już w pierwszym roku zajęła 12. miejsce w rankingu UCI Europe Tour. Mazowsze Serce Polski było najlepszą ekipą trzeciej dywizji w Europie i drugą na świecie. Było lepsze nawet niż Pro Teamy pokroju Caja Rural czy Bingoal WB. Efekt pandemii? Być może, jednak rok później udało mu się nawet przebić tamten sukces. Tym razem Mazowsze nie tylko zajęło pierwsze miejsce wśród europejskich drużyn kontynentalnych. Było najlepsze na świecie.
Problem w tym, że nawet pomimo tych bardzo dobrych wyników osiąganych przez drużynę w czerwonych strojach, Banaszkowi nie udało się z nią osiągnąć założonych celów. Mazowsze Serce Polski nie dołączyło do grona Pro Teamów, ponieważ w kolarstwie do kolejnych awansów nie wystarczą wyniki sportowe. Potrzebne jest również finansowe zaplecze, którego nie udało mu się zgromadzić.
– Niektórym się wydaje, że skoro zespół się nazywa “Mazowsze Serce Polski”, to wszystkie pieniądze na zespół idą z Sejmiku Województwa Mazowieckiego. To nieprawda. Chwała marszałkowi Struzikowi, że wykłada na nas pieniądze. Bardzo mu za to dziękuję – on jest wspaniałym człowiekiem… Tylko że to wszystko kropla w morzu potrzeb.
– Ja wziąłem od niego szyld przede wszystkim po to, żeby przyciągnąć inwestorów z Mazowsza. Hasło “Mazowsze Serce Polski” to jest coś pięknego, bo na Mazowszu jest 4 000 firm, często dużych i mocnych. Niestety nie do końca udało mi się zrealizować tego celu. Rzeczywiście, mamy kilku sponsorów, ale niestety wciąż większość budżetu pochodzi właśnie z mojej kieszeni
– mówi Dariusz Banaszek, którego kieszeń nie jest niestety wystarczająco duża, żeby niemal w pojedynkę stworzyć grupę prokontynentalną.
*Wcześniej w drugiej dywizji występowała inna drużyna Banaszka – Atlas-Ambra-Lukullus, jednak ówczesne zasady panujące w kolarskim świecie wyglądały zdecydowanie inaczej niż dziś.

Po co komu druga dywizja?
Gdyby Banaszkowi udało się zrealizować plan nakreślony w 2019 roku, już od 2022 znów mielibyśmy polską drużynę na poziomie prokontynentalnym, co otworzyłoby szerokiemu gronu polskich kolarzy, szansę na to, by pokazać się w wyścigach na najwyższym poziomie.
Dziś realia są nieco inne niż w 2016 roku, gdy Banaszek przeżywał swoją przygodę jako dyrektor Verva ActiveJet Team. Wtedy organizatorzy worldtourowych imprez mieli sporą dowolność, jeśli chodzi o zaproszone ekipy. Dziś ograniczają ich przepisy, które mówią o obligatoryjnych zaproszeniach dla najlepszych drużyn w II dywizji.
Prokontynentalne Verva ActiveJet Team startowało m.in. w Tour de Suisse i Cyclassics Hamburg – w przypadku Mazowsze Serce Polski, nawet po awansie do drugiej dywizji, dołączenie takich wyścigów do terminarza byłoby zdecydowanie trudniejsze. Mimo wszystko, szef drużyny w czerwonych strojach przekonuje, że poradziłby sobie z ograniczeniami. Ba, jego zdaniem kalendarz drużyny mógłby wyglądać jeszcze lepiej:
– Nie mówię, że wystartowalibyśmy w Tour de France, ale walczylibyśmy jak lwy, żeby pojawić się na trasie Giro d’Italia i Vuelta a Espana. A już na pewno mielibyśmy w swoim kalendarzu mniejsze imprezy worldtourowe. No i przede wszystkim Tour de Pologne, które dla nas jest szczególnie istotne z punktu ekspozycji marki polskiego sponsora. Koszty byłyby większe, ale ostatecznie jestem przekonany, że byłoby warto.
– zapewnia Banaszek.
Koszty, o których mówi, to m.in. potrzeba zatrudnienia przynajmniej 20 kolarzy oraz zapłacenia im pensji minimalnej, która obecnie wynosi 35 tysięcy euro.
– Z tego co wiem, Rafał Majka zarabia teraz 3 miliony euro – ale nam wystarczyłoby mniej. Żeby się znaleźć w drugiej dywizji, potrzebujemy “tylko” dwóch milionów. Dwóch milionów, żeby ścigać się z tymi wszystkimi drużynami World Touru. Żeby podnieść poziom tych wszystkich naszych chłopaków. Lewandowskiego, Pomorskiego, Gajdulewicza i reszty. Bez takiego przetarcia młodzi polscy kolarze zawsze będą zaczynać z gorszej pozycji, niż ich koledzy z zagranicy. A wystarczyłby mi dwa miliony!
– A jak mi się marzy zrobienie dużej drużyny prokontynentalnej! Taką z mocną pierwszą ekipą i drużyną rozwojową. To byłby taki kop rozwojowy dla polskiego kolarstwa! Do czegoś takiego wystarczyłoby 5-8 milionów.
Nie zawsze szara rzeczywistość
– Niestety, na razie to wszystko jest niewykonalne. Polska nie kocha kolarstwa! Polska kocha piłkę nożną! A ja mam budżet zdecydowanie niższy niż niektóre piłkarskie ekipy z trzeciej ligi polskiej!
– mówi poirytowany Banaszek, który próbuje sobie radzić w obecnej rzeczywistości, wykorzystując te zasoby, które ma.
Jego drużyna – Mazowsze Serce Polski jest dziś na kolarskim rynku szanowaną marką. To jest jej szósty sezon i każdy z dotychczasowych kończyła jako najlepsza polska drużyna w rankingu UCI. Choć po 2021 roku ani razu nie była już na pierwszym miejscu w rankingu europejskich drużyn kontynentalnych, to z reguły jest w czołówce, a jej kolarze wygrywają kolejne imprezy. Poprzedni sezon zakończyła zresztą z rekordową liczbą zwycięstw – zawodnicy w czerwonych strojach sięgnęli łącznie po 17 triumfów.
Dzięki temu bywają regularnie zapraszani na wyścigi rangi Pro Series – tylko jedną półkę niżej niż wymarzony World Tour. W zeszłym sezonie pokazali się na czterech takich imprezach – Tour of Turkey, Tour of Denmark, Tour of Qinghai Lake i Tour of Taihu Lake. Większość spośród wymienionych wyścigów była transmitowana przez Eurosport, a Mazowsze Serce Polski nie ograniczało się wyłącznie do udziału w ucieczkach – podczas Tour of Taihu Lake Marcin Budziński zajął świetne 2. miejsce w klasyfikacji generalnej.
Wyjazdy do Chin (gdzie organizowane były dwa ostatnie spośród wymienionych wyścigów), były dla Banaszka szczególnie cenne. Nie tylko z powodu zdobycia sporej ilości punktów do rankingu UCI.
– My tam jeździmy przede wszystkim po pieniądze, żeby moi chłopcy zarobili. Z jednego Taihu Lake przywieźliśmy 100 tysięcy dolarów! Przecież to jest prawie tyle co nasz roczny budżet. A nic nie zapłaciliśmy za pobyt, bo organizatorzy sami go pokryli – dokładniej, sami musieliśmy zapłacić, ale po miesiącu otrzymywaliśmy zwrot kosztów. To jest olbrzymia kasa, nawet jeśli podzieli się ją na siedmiu zawodników.
– Poza tym chcemy, żeby mieli później co wspominać. Żeby zobaczyli trochę więcej świata – nie chcę, żeby byli jak ja, że przejeżdżą tyle lat, a zapamiętają jeden czy dwa wyścigi.
Na podium z Majką
Kolejny wielki moment Banaszek miał podczas tegorocznych mistrzostw Polski, choć akurat dla niego nie jest to żadna nowość. Wyścig o biało-czerwoną koszulkę z reguły przynosi mu wiele pozytywnych emocji. Od 2020 roku tylko raz zdarzyło się, by po mistrzostwo Polski sięgnął ktoś spoza jego rodzinnej Wólki Radzymińskiej. Dwa razy wygrywał Norbert Banaszek, a po razie Stanisław Aniołkowski i Alan Banaszek.
Senior kolarskiego rodu Banaszków organizował także trzy poprzednie edycje mistrzostw Polski – w Nowym Dworze Mazowieckim, Ostrołęce i Płocku. Dopiero teraz postanowił oddać to zadanie innym, koncentrując się na organizacji swoich wyścigów – Tour de Kurpie i Tour Bitwa Warszawska.
– Tak naprawdę nigdy nie zależało mi na tym, żeby być organizatorem tego konkretnego wyścigu. Z tego po prostu nie ma kasy i nigdy nie było chętnych, a ktoś musiał to robić. Wychodziłem z założenia, że to kolejna okazja, żeby pokazać, że potrafię coś zdziałać
– mówił Banaszek, który uważa, że organizator tegorocznych mistrzostw Polski – WLKS Krakus również stanął na wysokości zadania. – Naprawdę nie mogę im niczego zarzucić. Wszystko było na najwyższym poziomie – zapewniał. Narzekał jedynie na trasę – jego zdaniem zdecydowanie zbyt trudną.
Na występ jego kolarzy nie miała jednak żadnego negatywnego wpływu– w Dobczycach wywalczyli aż 5 medali – Łącznie z Akademickimi Mistrzostwami Polski aż 10! – zaznacza. Popisali się szczególnie orlicy. W wyścigu ze startu wspólnego ustrzelili dublet, zaś w jeździe na czas po brązowy medal sięgnął Mateusz Gajdulewicz. Ten sam Gajdulewicz zaledwie kilka dni później kolejny krążek ustrzelił już w wyścigu ze startu wspólnego elity. Tam okazał się gorszy wyłącznie od Rafała Majki i… kolegi z Mazowsze Serce Polski – Pawła Bernasa.
– To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Oglądanie moich chłopców na podium obok takiego zawodnika jak Rafał Majka, to coś niesamowitego. Do tego ten sam Rafał Majka później do mnie zadzwonił i pogadaliśmy. Rozumiesz? Rafał Majka, gwiazda ekipy, która ma budżet o wartości 30 milionów dolarów, dzwoni i chwali moją drużynę. To samo Staszek Aniołkowski – po mecie z nim gadam i on mi mówi: “Szefie, ale daliście czadu, jak wyście to rozegrali taktycznie… chapeau bas!”. Właśnie dla takich chwil wciąż jestem przy kolarstwie…

Zmiana priorytetów
Niestety, podobne chwile jak ta w Dobczycach, w tym sezonie nie zdarzają się tak często, jak w poprzednich. Głównie za sprawą licznych ubytków kadrowych. W drużynie nie ma już ani jednego kolarza spośród tych, którzy w 2024 roku zapewnili drużynie 17 zwycięstw. Tomasz Budziński i Tobiasz Pawlak odeszli do Voster ATS Team, zaś Marcin Budziński wraz z Norbertem i Alanem Banaszkami zasilili szeregi ATT Investments.
– Nie zatrzymywałem ich na siłę, nawet się ucieszyłem, że zarobią tam więcej. Prawda jest taka, że tamten zespół ma dziesięciokrotnie wyższy budżet niż my, a i tak są w trzeciej dywizji! I wcale nie są dużo lepsi od nas.
Osłabienia udało się zasypać jedynie częściowo. Ściągnięto Jakuba Mareczkę i Łukasza Owsiana, ale na razie trudno nazwać ich transferowymi strzałami w dziesiątkę. Owsian zasilił Mazowsze Serce Polski po odejściu z worldtourowego Arkea-Samsic, jednak na razie nie widać, by wyrastał ponad pozostałych zawodników tego zespołu. Wciąż czeka na swoje pierwsze zwycięstwo, a za jego największy sukces można byłoby uznać 10. miejsce w klasyfikacji generalnej Wyścigu Dookoła Gwadelupy.
Z Mareczką sytuacja ma się niewiele lepiej. Owszem, pierwsze zwycięstwo odniósł już podczas swojego pierwszego startu w nowych barwach, gdy pokonał rywali podczas Tour of Mersin, ale w kolejnych miesiącach było zdecydowanie gorzej. Nie ukończył żadnego z kolejnych wyścigów.
– Niestety nie wszystko potoczyło się tak, jak planowaliśmy. Nie chcę tu opowiadać o szczegółach naszej współpracy, ale raczej nie będziemy jej przedłużać. Żałuję, bo obaj są świetnymi kolarzami. Szczególnie Kuba mógł napisać piękną historię – wyjechał z Polski jako kilkulatek, później przez wiele lat jeździł z włoską licencją, może nawet trochę wstydził się tego naszego kraju, a ja na nowo zrobiłem z niego Polaka i nawet przekonałem do startu w mistrzostwach Polski. Na takiej trasie!
– przyznaje dyrektor, w którego zespole pojawiły się w tym sezonie tłumy młodych zawodników. Aż ośmiu z 15 zawodników w jego kadrze to jeszcze orlicy, a najmłodsi z nich – Mientki, Lewandowski, Strzelecki oraz Adaszak ledwie rok temu byli juniorami. Sukcesy odnoszą na razie ci starsi, jak Gajdulewicz czy Pomorski, jednak niektórzy “pierwszoroczniacy” – szczególnie Dawid Lewandowski, również pokazują spory potencjał.
Jedno jest jednak pewne – zmiana filozofii wyraźnie odbiła się na wynikach kolarzy z Mazowsza. W zeszłym sezonie na tym etapie sezonu mieli 15 triumfów – w tym, nawet pomimo dwóch zwycięstw odniesionych ostatnio w Gwadelupie, zaledwie 7.
– Nie wszyscy chłopcy odpowiednio zadomowili się w naszym projekcie, ale część z nich ma olbrzymi potencjał. Aż dziwię się, że nie zgłaszają się po nich lepsze zespoły. Szczególnie po Gajdulewicza – 6. zawodnika Orlen Wyścigu Narodów i Huberta Grygowskiego, który moim zdaniem zrobił w tym roku olbrzymi postęp.

Czy to już koniec?
Biorąc pod uwagę wiek zawodników, którzy obecnie startują w barwach zespołu, Mazowsze Serce Polski można byłoby nazwać projektem długoterminowym. Rozmawiając z Banaszkiem, również można odnieść podobne wrażenie. Wciąż ma plany sięgające na wiele lat do przodu:
– Marzy mi się, żeby to u mnie karierę zakończył kiedyś Stanisław Aniołkowski… Marzę o tym, by z Mazowsze Serce Polski zrobić drużynę jeżdżącą przez cały rok. Postawić mocno nie tylko na szosę, ale i MTB oraz wyścigi przełajowe. Na razie Szymon Pomian, Filip Helta i Paweł Bernas pokazują, że to może być świetny sposób na podtrzymanie formy, ale chcielibyśmy w to wejść na poważnie…
– opowiada.
Jednak podobne śmiałe wizje potrafi nagle przeplatać zdecydowanie bardziej defetystycznymi wtrąceniami. Bezpośrednio po wypowiedziach, w których chwalił występ swoich kolarzy na mistrzostwach Polski, potrafił kompletnie nieoczekiwanie wypalić:
– Bartek, napisz proszę, że przepraszam. Że przepraszam moją żonę, przepraszam moich synów za to, co robię. Za to, że przez kolarstwo nie poświęcam i nigdy nie poświęcałem im tyle czasu, ile powinienem. Za to, że jestem kolarskim wariatem. Być może największym w Polsce. Za to, że kiedy zarabiam milion złotych, 700 tysięcy wydaję na kolarstwo.
Widać że ze sobą walczy. Z jednej strony kocha kolarstwo i to, co mu kolarstwo dało. Jest dumny z synów. Adriana nazywa najlepszym dyrektorem sportowym w Polsce, Norberta – najinteligentniejszym zawodnikiem w polskim peletonie. Z drugiej, coraz częściej myśli, aby porzucić miłość swojego życia i poświęcić więcej czasu rodzinie. Tym bardziej, że jego sytuacja finansowa nie jest już tak dobra jak kiedyś
– Ten zespół istnieje tylko dlatego, że Dariusz Banaszek ma pieniądze. Ale Dariusz Banaszek niedługo może ich już nie mieć…
– mówi ze łzami w oczach. A później dodaje, że niedługo drużyna może stracić również dyrektora sportowego, ponieważ jego syn Adrian otrzymał ostatnio lukratywną ofertę od innej drużyny trzeciej dywizji. – Dają mu trzy razy więcej niż my – tłumaczy.
Mimo to, nie poddaje się. Wciąż szuka dla swojej drużyny dużego sponsora, podobno prowadzi poważne rozmowy ze spółkami Skarbu Państwa. Te rozmowy są dla niego wyjątkowo ważne. Prosi mnie bowiem by tekst zakończyć mocną deklaracją:
– Oddałem kolarstwu naprawdę wszystko. I osiągnąłem wszystko to, co można bez wielkich pieniędzy. Policzyłem kiedyś, że przez moje drużyny przewinęło się łącznie około 350 kolarzy, włącznie z tymi największymi, jak Baranowski. Ale jeżeli teraz nie znajdę dla swojej drużyny nowego, dużego sponsora, odchodzę. To będzie definitywny koniec!










I dobrze, odjedź i nie wracaj! Nie ma większego szkodnika z polskim kolarstwie niż banaszek, chłop z gigantycznym ego, który uważa, że pozjadał wszystkie rozumy.
Proponuję niemiecki Lidl, francuski Decathlon…. ale pomarzyć o polskim sponsorze można.
Naprawdę nikt nie chce ich sponsorować? Dziwne… Przecież jest tyle miłośników mistrzostw po płaskim… No ok maksymalnie 100m przewyższeń.
Pora skończyć z kolarstwem profesjonalnym w Polsce. Banda złodziei i kombinatorów. Gdzie jest te 21mln które zniknęły z PZKol. Ilu to kolarzy w Pana jeździło za darmo prawie. Zamknąć to i święty spokój. Pozamykać tych złodziei i zabrać majątki. Ale to korupcyjna klika jest od dziesięcioleci i nie da się. Tylko zamknięcie tego procederu pomoże.
Sami tu mondrale. Niech odejdzie, taaa lepiej nam będzie bez kolejnej grupy kolarskiej, na pewno poziom się podniesie i zaraz pojawią się grupy w WT i pełno kolaży w innych grupach WT. A prawda jest taka że szkoda w naszym kraju każdego kto chce się zajmować i dawać pieniądze na tą dyscyplinę, szkoda każdej grupy. A przecież nie ma przymusu jeździć dla niego i niech inni organizują wyścigi, ale za dużo chętnych nie widać. Tylko niestety zawsze w tym kraju kwitnącej cebulki i buraka pełno krytykujących a robić nie ma komu.
Trzymam za słowo.
Nie tyle co chłop jest kolarskim narkomanem co prędzej alkoholikiem
Niestety tak to nie działa, że ktoś pogrozi, tupnie nóżką i jak na zawołanie sponsorzy przybiegną i padną do stóp.
Wywiad z Banaszkiem dobitnie pokazuje jaką patologią jest kolarstwo w PL. To jest pańszczyzna w sportowym wydaniu, kolarz jest jak chłop pańszczyźniany, uzależniony od widzimisię jego Pana (Banaszka). Brak jasnej ścieżki kariery, promowanie słabeuszy po uważaniu Pana (najwcześniej błędnie), ci co żyją dobrze z Panem, mają wikt i opierunek.
ROZGONIĆ TO CALE ZAWODOWE KOLARSTWO NA CZTERY WIATRY!!!
Wprowadzić system punktów, tak jak ma to miejsce w USA lub podobnie w Kanadzie.
Nie jestem fanem Pana Banaszka. Za dużo kontrowersji pojawiło się wokoło jego osoby w przestrzeni medialnej a dla mnie, osoby całkowicie z boku, ciężko jest ocenić czy to osoba pozytywna czy nie. Natomiast przykro mi patrzeć jak mój ukochany sport umiera w Polsce i zamiast kibicować Polskim zawodnikom zostaje mi przykładowo kibicować tym Duńskim… bardzo bym chciał aby Polska była kolarskim krajem ale realia są takie, że jest to sport niszowy w Polsce i tego się nie zmieni już chyba nigdy. Nawet jak Kwiato wygrał tytuł Mistrza Świata to nie pociągnął za sobą tłumów jak Małysz czy Stoch, gdzie na całym świecie amatorskie kolarstwo uprawia kilkanaście milionów ludzi (tutaj tylko szacuje) a skoki narciarskie kilkaset, no może z tysiąc (też szacuje). Pozdrawiam
A może czas na reset, nie znam człowieka, sporo kolarzy przeszło przez jego teamy, sporo do niego wraca natomiast wydaje mi sie , ze czas na nowych ludzi, a czas Banaszków może lepiej niech się skończy. Może Majka z nazwiskiem zrobi coś ciekawego, ale jeśli będzie coś robić to wolałbym zeby środowisko nie było kojarzone z patologiami PZKolu. A co do Kwiatomani i Malyszomani. To różnica taka , ze skoki są pokazywane w tv, a nasze wyscigi nie. I nie chodzi o TdP który ma dużą oglądalność.Brakuje nam wyścigów pokazywanych w polskiej tv. A nie są pokazywane vo są nudne jak cholera krecone po plaskich rundach.To po co sponsor ma wydawać grube miliony na to zeby logo zobaczyła gartska wkurzonych kierowców bo im drogę zamknęli.Nie mamy kultury kolarskiej, być może kolarstwo w Polsce to sport niszowy i czas to zaakceptować. Nie mamy kolarzy bo nie mamy wyścigów, drużyn, nie mamy drużyn i wyścigów bo nie ma ich w tv, wyscigi organizują więc pasjonaci tam gdzie mogą, a mogą tam gdzie jest nudno, błędne koło. Na dodatek brak systemu i chory związek….
Najlepiej krytykować z każdej strony. Jest fajna rozwijająca się firma Inpost. Może z Panem Brzoską trzeba pogadać.
Koleś rzeczywiście zostawił serducho dla kolarstwa. Za to jest szacunek.
Z drugiej strony, jego wypowiedzi, obietnice czynią go niewiarygodnym.
Myślę, że tak samo z jego biznesem. Aż dziw że autor nie wspomniał, że jego firma razem z HRE oszukała tysiące klientów, mają sprawy sądowe, restrukturyzacje i pewnie niedługo komorników.
Jak ten Pan może liczyć, że jakaś Państwowa firma albo inny wielki gracz zainwestuje swoje pieniądze w jego projekt? Może nawet cała ta sytuacja ciągnie w dół inne projekty kolarskie w Polsce?
Tu trochę informacji: https://www.mgbi.pl/blog/top-10-zadluzonych-firm-ktore-rozpoczely-restrukturyzacje-sierpien-2024-r/
Dziękuję Panie Darku!
Trzymam kciuki Panie Darku, podziwiam i szanuję za całokształt
Hejterzy nie Wasze doczekanie że tak sobie odejdę, będę walczył do końca! Jeżeli nie wywalczę super projektu to wtedy odejdę z głową wysoko podniesioną. Zrobiłem wiele w kolarstwie ale zbyt mało do moich ambicji to fakt, ale wierzę a wiara góry przenosi że dużo przede mną . Długi w Pzkol nie są moimi długami a HRE nie jest moją firmą 😀- był naszym sponsorem który również się z nami nie wywiązał. Tak , BDC jest w restruktaryzacji i sobie coraz lepiej radzi i wychodzi z problemów. Byłem jedynym który z tych długów Pzkol spłacił pokaźną część do Mostostalu- 1,5 mln złoty. Miałem ogromną szansę na zbudowanie wielkiego kolarstwa w Polsce w 2017 roku, ludzie zorientowani wiedzą o przyczynach i komu na destabilizacji wtedy zależało i kto jest głównym winowajcą. Ja wygrałem następne wybory i wtedy zmuszony przez szantaż sam zrezygnowałem z Funkcji Prezesa. Nie żałuję, zbudowałem najlepszy Polski projekt przez ostatnie 6 lat, wielu już w 2018 by się poddało na moim miejscu. Za moim pomysłem 7 urzędów wojewódzkich wskrzesiło kolarstwo w swoich regionach.
Pozdrawiam Darek
https://wykop.pl/wpis/79242871/wspolnik-sapoty-przy-jednej-z-inwestycji-https-rej