Tadej Pogačar po zakończeniu 6 etapu Criterium du Dauphine nie krył zadowolenia z osiągniętego zwycięstwa, które wywindowało go na pozycję lidera klasyfikacji generalnej. Słoweniec dosłownie zmiażdżył konkurencję, pokonując drugiego Jonasa Vingegaarda o ponad minutę.
Mieliśmy własny plan na dziś ale Visma ruszyła już na podjeździe pierwszej kategorii. Przed startem nie wiedziałem zbyt wiele o tym podjeździe [Cote de Domancy – przyp.] ale napewno już go kiedyś przejechałem. Wróciły wspomnienia dobrych czasów.
– rozpoczął Tadej, który przyznał, że musiał pilnować tempa zaraz po ataku, żeby nie przeszarżować:
Czułem się naprawdę dobrze. Gdy zaatakowałem, to poszedłem na całość. Wiedziałem, że do szczytu pozostanie piętnaście minut jazdy, więc pilnowałem trochę tempa zaraz po ataku. Czułem się jednak dobrze, nogi podawały. Moją przewagą było to, że byłem z przodu i zyskiwałem czas. Minuta to naprawdę dobry wynik.
Na koniec nowy-stary lider wyścigu opowiedział nieco o problemach związanych z jazdą na czas, w której stracił trochę czasu.
Z pewnością wynik czasówki był powodem do obaw. Naprawdę zastanawiam się, gdzie straciłem w czasówce. To wyzwanie zarówno dla mnie jak i drużyny by poprawić się w tym elemencie. Forma wciąż jest dobra, nogi również i musimy to utrzymać do Touru. Jest jak jest, to był bardzo ciężki i gorący dzień. W dodatku musiałem się pospieszyć by zobaczyć finisz Urški w Tour de Suisse.
– żartował na koniec mistrz świata.









Moze jestem uprzedzony ale bardzo butnie to zabrzmiało.
W czasach NRD kojarzono małżeństwa sportowców by ich potomkowie mieli najlepsze geny. Jaki „cyborg” powstanie z mieszanki Tadeja i Urski…