fot. UAE Team Emirates

Vuelta z dnia na dzień urzeka nas swoją nieprzewidywalnością, pokazując, że w kolarstwie nie ma nic pewnego. Gdy internet obiegła informacja o wycofaniu się z wyścigu Joao Almeidy, wydawało się, że szanse na końcową wygraną kolarza UAE Team Emirates spadły do zera. Nie zgodzili się z tym jednak sami zawodnicy bliskowschodniej drużyny, stawiając wszystko na jedną kartę i wychodząc zwycięsko z niedzielnego starcia.

Wygranie trzech wielkich tourów w jednym sezonie to wyczyn, o którym marzyłaby każda ekipa. Kolarstwo pamięta wielu hegemonów, ale do tej pory udało się to tylko Jumbo-Visma w ubiegłym roku. Teraz w ich ślady chcieli pójść włodarze UAE Team Emirates. Nadrzędnym celem był dublet Giro-Tour, który osiągnęli wraz z Tadejem Pogačarem. Ze Słoweńcem czy bez − w hiszpańskiej Vuelcie cel pozostawał ten sam, zwycięstwo.

Dysponując gwiazdorskim składem z Adamem Yatesem, Joao Almeidą, Jayem Vine’em, Markiem Solerem czy Brandonem McNulty’m, marzenia o czerwonej koszulce nie były wygórowane. Maillot rojo trafiła do UAE Team Emirates już pierwszego dnia wyścigu, po zwycięstwie Amerykanina w indywidualnej jeździe na czas, inaugurującą ostatni wielki tour w tym sezonie.

Już drugiego dnia McNulty pożegnał się z wyróżniającym trykotem, a po kilku wymagających etapach w czołówce klasyfikacji generalnej pozostawał już tylko Joao Almeida. Portugalczyk to jeden z najsolidniejszych zawodników w całym peletonie, imponujący regularnością. W rozpoczynającym się w Lizbonie wielkim tourze liczył na zrobienie kolejnego kroku w swojej karierze i wygranie słynnej czerwonej koszulki. Zwycięstwo było w jego zasięgu − aż do wczoraj. Mimo że Almeida kojarzony jest z jazdą na końcu grupy i utrzymywaniem swojego tempa, podczas gdy rywale spalają z przodu kolejne zapałki, widok Portugalczyka z tyłu peletonu na kilkanaście kilometrów przed metą mógł spowodować konsternację u kibiców śledzących zmagania w Vuelcie.

Chwilę później stało się jasne, że nie jest to nieodgadniona taktyka UAE Team Emirates, a spore problemy lidera bliskowschodniej drużyny. Joao Almeida wypadł z czołowej dziesiątki wyścigu, a dziś rano wycofał się z rywalizacji. Jest chory na koronawirusa.

− Podczas 8. etapu La Vuelty Joao zgłosił, że nie czuje się najlepiej. Po badaniach i przeprowadzeniu testu PCR, potwierdzono u niego infekcję Covid-19 i podjęto decyzję o wycofaniu go z wyścigu, co będzie najlepsze dla niego, drużyny i bezpieczeństwa peletonu

− powiedział doktor Adrian Rotunno z drużyny UAE Team Emirates.

Bez swojego lidera, drużyna była postawiona pod ścianą. Najwyżej w klasyfikacji generalnej plasował się debiutujący w trzytygodniowym wyścigu Isaac del Toro, zajmujący odległe, 17. miejsce. Ekipa musiała zmienić więc swoją strategię, o co zadbali kierujący nią w Hiszpanii Manuele Mori i Marco Marcato.

UAE Team Emirates skupiło się na wysłaniu do ucieczki jak największej liczby zawodników. W odjeździe znaleźli się Marc Soler, Jay Vine oraz Adam Yates, których było stać na zwycięstwo etapowe. Towarzystwo harcowników rozkręcił Hiszpan, po którym poprawił Australijczyk. Pracę kolegów atakiem zwieńczył Brytyjczyk, który ruszył na 58 kilometrów do mety. Szarża zakończyła się zwycięstwem − wycieńczony Adam Yates pokonał skurcze, skwar i rywali, samotnie przecinając linię mety w Grenadzie. Na mecie był wzruszony i podkreślał, jak wiele kosztował go dzisiejszy triumf.

− Nigdy tak nie cierpiałem. Od ostatniego podjazdu cały czas miałem skurcze, nie wiedziałem, czy dam radę jechać. W ostatnich latach miałem dużo pecha w wielkich tourach i jestem po prostu cholernie szczęśliwy, że mogłem wygrać kolejny etap. Marc i Jay wykonali świetną pracę i zostaliśmy razem z Gaudu. Widziałem, że cierpi w słońcu — ja też cierpiałem, ale musiałem wykorzystać ten moment i od tamtej chwili aż do mety było tylko cierpienie, cierpienie, cierpienie

− powiedział Adam Yates po zakończeniu rywalizacji. Przy okazji ucieczki i walki o etapowe zwycięstwo, Brytyjczyk zbierał punkty do klasyfikacji górskiej, dzięki czemu podium założył koszulkę w niebieskie grochy. Szalony atak zapewnił mu także powrót do gry o maillot rojo, choć dziś nie miało to dla niego większego znaczenia.

− Nie obchodzi mnie generalka, dzisiaj liczył się dla mnie tylko etap. Nie mieliśmy nic do stracenia, jechaliśmy full gas

− dodał Adam Yates.

Wymagający etap z Motril do Grenady pokazał, jak przewrotne potrafi być kolarstwo. Z takiego obrotu spraw szczęśliwy był także Mauro Gianetti − menedżer generalny UAE Team Emirates.

− Taka jest nasza drużyna. Wiemy, że czasem ma się pecha, ale to tylko zwiększa motywację. Chcieliśmy walczyć o zwycięstwo etapowe i, jeśli się da, o powrót do walki o klasyfikację generalną. Od początku byliśmy na tym skoncentrowani. Cała drużyna wykonała dziś świetną pracę, wow. Soler, Vine, a potem 58-kilometrowy atak Adama Yatesa. To było wyjątkowe. Cierpienie było niezwykłe, ale to był fantastyczny dzień

− komentował w rozmowie z Eurosportem.

− Wczoraj wydawało się, że wszystko legło w gruzach, ale Vuelta jest długa. Taki gorący dzień jak dziś może zrobić różnicę po tygodniu ścigania

− dodał, zacierając ręce przed wtorkowym powrotem do rywalizacji. Ataki faworytów, szalone ucieczki i przetasowania w klasyfikacji generalnej na każdym górskim etapie − właśnie tego należy spodziewać się w kolejnych dwóch tygodniach Vuelta a España!

Poprzedni artykułVuelta a España 2024: Adam Yates wraca do gry! Imponujący Richard Carapaz
Następny artykułGórskie Szosowe Mistrzostwa Polski 2024: Monika Brzeźna ze złotem w elicie
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Marcraft
Marcraft

Jak zniszczyć obraz kolarstwa? Pod artykułami o Pogaczarze sugerować cały czas, że doping jest tylko w tej dyscyplinie, a pod artykułami jak ten mówić, że kolarstwo to samo cierpienie i niebezpieczny sport, a inne sporty są łatwiejsze.