fot. Giro d'Italia Women / Francesco Rachello / Tornanti.cc

Gdzie kończy się czysty sport, a zaczyna zwykłe człowieczeństwo? Odpowiedzi na to pytanie od 2 dni poszukuje wiele osób poruszonych historią Valentiny Cavallar. 25-letnia kolarka Team SD Worx – Protime podzieliła się za pośrednictwem mediów społecznościowych historią o tym, jak w dniu śmierci swojej matki, z jej ciałem znajdującym się w sąsiednim pokoju, została odwiedzona przez kontrolerów antydopingowych. Ci mimo takich okoliczności przeprowadzili badanie.

25-letnia Valentina Cavallar jest byłą wioślarką, uczestniczką letnich igrzysk olimpijskich z 2020 roku, która od 2024 roku dołączyła do grona kolarek zawodowych. Austriaczka w nowej dyscyplinie sportu odnalazła się bardzo dobrze – ma w dorobku zwycięstwo w Alpes Gresivaudan Classic (1.1), a w tym roku była m.in. 9. w klasyfikacji generalnej Giro d’Italia Women, gdzie przez 3 dni jechała w koszulce najlepszej góralki, a także 12. w Vuelta España Femenina. Niestety do przestrzeni medialnej kolarka reprezentująca od tego roku Team SD Worx – Protime nie ze względu na sportowe sukcesy, a historię, która ją spotkała we wrześniu tego roku.

Valentina Cavallar zakończyła rywalizację w tym sezonie już na początku sierpnia, po Tour de France Femmes. Austriaczka nie dzieliła się publicznie przyczyną takiego stanu rzeczy, ale była nią sytuacja rodzinna – 25-latka spędziła kolejne tygodnie w domu, z umierającą matką. Ta opuściła świat we wrześniu, a tego samego dnia, gdy ta zmarła, do domu, w którym cały czas znajdowało się jej ciało, zapukali kontrolerzy antydopingowi w celu zbadania zawodniczki Team SD Worx – Protime. Choć Austriaczka nie przyznaje tego wprost w swoim wpisie, należy podejrzewać, że ci przeprowadzili całe badanie ze świadomością tego w jakiej sytuacji była wówczas Valentina Cavallar, co po ujawnieniu tego przez 25-latkę rozpoczęło głośną dyskusję o granicy czystego sportu i człowieczeństwa, którego w tym wypadku chyba nieco zabrakło.

Ze względów osobistych i rodzinnych musiałam przedwcześnie zakończyć sezon po tegorocznym wyścigu Tour de France. Zazwyczaj wolę chronić swoją prywatność, ale czuję, że tą sprawą warto się podzielić. Śmierć mojej mamy we wrześniu na zawsze zmieniła moje spojrzenie na życie. Można spędzić znaczną część życia na dążeniu do celów, przekraczaniu własnych granic i mierzeniu sukcesu wynikami, zwycięstwami czy osiągnięciami. Jednak utrata ukochanej osoby uświadamia, jak niewiele to wszystko ostatecznie znaczy. W życiu nie chodzi o to, ile osiągniesz, jak wielki odniesiesz sukces czy jak wiele osób zna twoje nazwisko. Liczą się ludzie, których kochasz, wspólnie przeżywane chwile i tworzone wspomnienia. Zawsze wiedziałam, jak ważna jest dla mnie rodzina, ale chyba nigdy nie rozumiałam tego w pełni, dopóki nie musiałam zmierzyć się z życiem bez mamy. Sytuację tę dodatkowo utrudnił fakt, że zaledwie kilka godzin po jej śmierci musiałam poddać się kontroli antydopingowej w domu – w pokoju sąsiadującym z tym, w którym leżało ciało mamy. Rozumiem znaczenie czystego sportu i zawsze szanowałam odpowiedzialność, jaka wiąże się z byciem zawodowym sportowcem. Jednak w tamtej chwili z pewnością nie myślałam o kolarstwie, rywalizacji czy obowiązkach zawodniczki. Byłam córką, która właśnie straciła matkę. Konieczność przejścia kontroli antydopingowej w takich okolicznościach była niezwykle bolesna, całkowicie niestosowna i stanowiła brak szacunku wobec mojej rodziny. To doświadczenie skłoniło mnie do refleksji nad tym, jak łatwo zapominamy, że za każdym sportowcem kryje się człowiek – z własnym życiem, rodziną i emocjami, które nie znikają tylko dlatego, że zaczynają się obowiązki związane z zawodowym uprawianiem sportu. Wierzę w czysty sport. Wierzę jednak również, że nigdy nie wolno zapominać o człowieczeństwie, współczuciu i szacunku

— napisała Valentina Cavallar.

Chciałbym jednocześnie, aby tekst ten nie został odebrany jako personalny atak na kontrolerów, którzy odwiedzili Austriaczkę – ci działali bowiem w zgodnie z przepisami, które (na ile mi wiadomo) nie przewidują możliwości odstąpienia od rozpoczętej wizyty. 25-latka teoretycznie mogła nie otworzyć drzwi, co skutkowałoby dla niej wpisem do akt o braku poddaniu się kontroli, ale też ciężko jakkolwiek winić ją za to, że w tamtym momencie nie pomyślała o tym – nie wiemy zresztą, czy takowy wpis nie widnieje już przy jej nazwisku, a jeśli tak jest, to mogłoby to prowadzić do jej zawieszenia. Wydaje się zatem, że problemem w tej historii był po prostu system – kontrolerzy musieli kontynuować swoją wizytę, zaś sportsmenka nie za bardzo miała jak jej odmówić. Pytanie tylko czy nie powinny jednak istnieć pewne zapisy, które w takich okolicznościach chroniłyby zawodniczkę od kontroli, która była wówczas bardzo zbędna z moralnego punktu widzenia.

Poprzedni artykułOficjalnie: Filippo Ganna przenosi się do niemieckiej ekipy Lidl-Trek!
Następny artykułM.in. Contador i Froome polecieli do Kolumbii pożegnać Nairo Quintanę
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Arnaud
Arnaud

Ordnung muss sein…

Moim zdaniem jak najbardziej należy krytykować kontrolerów, bo niby kogo innego? Wiem, że te nacje mają wieloletnie doświadczenie w zasłanianiu się przepisami i wyłącznie wykonywaniem poleceń, ale trudno brać na poważnie takie tłumaczenia w takich sytuacjach.