Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG) przejechał piątkowy etap Tour de Suisse dosyć spokojnie jak na siebie. Słoweniec na mecie podkreslił, że myślami jest już przy sobotniej jeździe na czas, która będzie jego pierwszą pełną czasówką w 2026 roku.
27-latek w tym sezonie mierzył się już samotnie z czasem. Był to jednak tylko prolog kwietniowego Tour de Romandie, który zakończył na 6. miejscu. Tamten etap liczył tylko nieco ponad 3kilometry, czyli był dziewięć razy krótszy od jutrzejszego. Pogačar przyznał, że sam nie wie czego się spodziewać po sobotnim odcinku, ale odpowiadał na pytania będąc w dobrym humorze, dzięki zwycięstwu etapowemu Jhonatana Narváeza:
Osobiście nie wiem, czego się spodziewać po jeździe indywidualnej na czas. To moja pierwsza prawdziwa, pełnoprawna czasówka w tym roku. Miło jest jednak sprawdzić swoje nogi, samopoczucie i wszystko inne. Naprawdę się na to cieszę. Dzień jazdy indywidualnej na czas to zawsze wspaniały dzień. Dziś ponadto cieszymy się ze zwycięstwa Jhonatana [Narvaeza]. Bardzo mocno na nie pracował i cieszę się, że mu się udało.
– przekazał lider Tour de Suisse.
Przypomnijmy, że po raz ostatni do samotnej walki z czasem (nie licząc kwietniowego prologu Tour de Romandie) Słoweniec stanął 21 września ubiegłego roku podczas mistrzostw globu. Jazda na czas będzie istotnym elementem w perspektywie walki o zwycięstwo w Tour de France. Organizatorzy zaplanowali w sumie 45 km walki z czasem (w tym 26 km pokonywanych podczas indywidualnej jazdy na czas).










Jeżeli wierzyć w teorie p. Jarońskiego, że obaj dominatorzy nieustannie wysyłają sobie sygnały i prowadzą „korespondencyjną”, „moralną” wojnę, to pewnie Tadek pojedzie maksymalnie mocno, po takiej sobie czasówce Jonasa na Giro. Inna rzecz, że ja średnio w to wierzę by oni zwracali na to aż tak przesadną uwagę – wydaje mi się, że Jonas jest jednym z ostatnich kolarzy w peletonie, który w wolnym czasie ogląda sobie kolarstwo w TV – choć naturalnie informacje o formie Tadeja do niego dotrą, w ten czy inny sposób.