fot. Giro d'Italia / La Presse

Alec Segaert (Bahrain-Victorius) po samotnym ataku na ponad 3 kilometry przed metą wygrał 12. etap Giro d’Italia. Liderem pozostał jego kolega z zespołu, Afonso Eulálio, który po wygranej premii RedBulla powiększył przewagę w klasyfikacji generalnej.

Dwunasty etap włoskiego wyścigu prowadził z Imperii do Novi Ligure. Do pokonania było 175 kilometrów, a najtrudniejszym fragmentem była środkowa część etapu. Tam znajdowały się dwie premie górskie 3. kategorii – Colle Giovo i Bric Berton. Pierwszy podjazdów liczył ponad 11 kilometrów. Ze szczytu drugiego do mety było jeszcze ponad 50 kilometrów. Była to dobra wiadomość dla sprinterów.

Od kilometra 0 nie brakowało chętnych do odjazdu. Pierwszą skuteczną próbę ucieczki podjęło pięciu kolarzy: Jonas Geens (Alpecin-Premier Tech), Manuele Tarozzi (Bardiani CSF 7 Saber), Jardi Christian van der Lee (EF Education – EasyPost), Juan Pedro Lopez (Movistar Team) i Mattia Bais (Team Polti VisitMalta).

Nie był to koniec ruchów w czołówce. Kolejni kolarze starali się dołączyć do ucieczki, aż w końcu odjazd dnia stworzyło sześciu zawodników. Geens, Tarozzi i Van der Lee pozostali z poprzedniego odjazdu, a dojechali jeszcze: Johan Jacobs (Groupama-FDJ United), Jonas Rutsch (Lotto Intermarche) i Fredrik Dversnes Lavik (Uno-X Mobility). Przed rozpoczęciem podjazdów mieli dwie minuty zapasu nad peletonem.

Z powodu choroby z wyścigu wycofał się Javier Romo (Movistar Team).

Peleton za sprawą kolarzy Movistaru bardzo mocno przyspieszył i potrzebował niewiele czasu, aby zbliżyć się do ucieczki. Ruszył jeszcze Jardi Christian van der Lee, który wygrał premię górską. Po przejeździe przez Colle Giovo ucieczka przeszła do historii. Tempo głównej grupy nie spadło, co sprawiło dużo problemów sprinterom.

Niesamowicie o pozostanie w głównej grupie walczył Jonathan Milan (Lidl-Trek). Włoch odpadł z głównej grupy dopiero na kilometr przed szczytem Bric Berton. Paul Magnier (Soudal Quick-Step) miał już kilkadziesiąt sekund straty, więc dzisiaj słabiej radził sobie na podjazdach od swojego rywala.

Grupy, w których jechali Magnier i Milan połączyły się. Pomocnicy tych dwóch oraz jeszcze innych sprinterów mieli ponad 50 kilometrów na odrobienie minutowej straty. Peleton robił wszystko, aby pościg nie okazał się skuteczny. Pracowali przede wszystkim kolarze Movistaru i EF Education – EasyPost. Różnica wzrosła do dwóch minut i grupa sprinterów odpuściła pogoń. Z listy kandydatów do zwycięstwa należało już wypisać Paula Magniera czy Jonathana Milana.

Kolejny ciekawy moment podczas etapu miał miejsce na premii RedBulla. Wydawało się, że nie wydarzy się tutaj nic ważnego. Jednak po 6 sekund bonifikaty ruszył Afonso Eulálio. Lider wyścigu jeszcze powiększył swoją przewagę.

Na ponad 7 kilometrów przed metą zaatakował Giulio Ciccone (Lidl-Trek), do którego dołączył Igor Arrieta (UAE Team Emirates-XRG). Ich akcja została skasowana.

To nie był koniec ataków na ten etap. Na ponad 3 kilometry przed finiszem samotnie ruszył Alec Segaert (Bahrain-Victorious). Nikt nie zorganizował poważnej pogoni za Belgiem. Ten sięgnął po największy sukces w karierze, wygrywając pierwszy etap na Wielkim Tourze. Główną grupę przyprowadził Toon Aerts (Lotto Intermarche). Trzecie miejsce zajął Thomas Silva (XDS Astana Team).

Bahrain-Victorious może mówić o udanym dniu. Alec Segaert zwyciężył etap, a Afonso Eulalio powiększył przewagę w klasyfikacji generalnej. Jonas Vingegaard traci do lidera 33 sekundy, a trzeci Thymen Arensman – ponad 2 minuty.

Results powered by FirstCycling.com

Poprzedni artykuł4 Dni Dunkierki 2026: Victor Papon wygrywa po skutecznym odjeździe
Następny artykułMocna lista drużyn 4. Tour de Pologne Women
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Mikołaj
Mikołaj

No wybrał dobry moment zaatakował i wygrał etap. Brawo tak to się robi Segaert

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

Wyskoczył jak Sehart z konopii – tego nikt się nie spodziewał. Pan redaktor to jednak się zna – nie myślałem, że Aerts zafiniszuje tak dobrze i paru innych z zapowiedzi też chyba było w czołówce.