Foto: Alpecin - Deceuninck

Adrie van der Poel, przełajowy mistrz świata z 1996 roku, mógł po 30 latach od swojego tytułu obserwować, jak jego syn został najbardziej utytułowanym kolarzem w historii kolarstwa przełajowego. Mathieu zdobył w Hulst swoją 8. tęczową koszulkę, a jego ojciec zdradził nieco swoich obserwacji związanych z drogą do tego sukcesu.

Za nami Mistrzostwa Świata w kolarstwie przełajowym – Hulst 2026. Podczas tego czempionatu historycznej rzeczy dokonał Mathieu van der Poel – Holender został pierwszym w historii kolarzem, któremu udało się zdobyć 8 tytułów przełajowego mistrza świata w kategorii elity. Sukces swojego syna mógł z dumą obserwować przy trasie Adrie van der Poel – niegdyś bardzo słynny kolarz, a dziś regularny gość mediów, w których dzieli się swoimi przemyśleniami nie tylko na temat występów syna, ale kolarstwa w ogólności. Przy okazji czempionatu w Hulst głównym tematem rozmowy, co oczywiste, był jednak wyczyn Mathieu van der Poela.

To nie tak, że on się urodził lepszy niż obecne pokolenie, że te sukcesy przychodziły mu z łatwością. To wymagało bardzo ciężkiej pracy, a ten kolejny tytuł to dla mnie wciąż coś wyjątkowego. On też niesamowicie ciężko pracował, żeby tu dotrzeć. To imponujące, że potrafi dowozić wyniki. Wygrywanie nauczyło go spokoju – nie wpada łatwo w panikę, nie denerwuje się, gdy coś nie idzie. To jedna z jego największych zalet i klucz do sukcesu

— opowiadał Adrie van der Poel w rozmowie dla rodzimego WielerFlits.

Zapewne 66-letni Holender ma nieco inną perspektywę niż reszta świata, bowiem zna swojego syna od innej strony. Postronni kibice mogą bowiem obserwować maszynę, która się nie zacina, która wygrywa raz za razem – wystarczy przypomnieć, że ostatni raz w wyścigu przełajowym Mathieu van der Poel przegrał przeszło 2 lata temu podczas Pucharu Świata w Benidormie (5. miejsce 21.01.24), zaś jeśli poszukać jakiegokolwiek większego kryzysu, to trzeba by się cofnąć o kolejny rok – w sezonie 2022/23 Holender zmagał się m.in. z kontuzją pleców. Od tamtej pory w 38 kolejnych startach Mathieu van der Poel przegrał tylko raz – właśnie we wspomnianym Benidormie, zatem to zwyciężanie wydaje się być dla niego niejako naturalne, mimowolne. Adrie van der Poel zwraca jednak uwagę, że jego syn nie zawsze czuł się idealnie.

Mathieu mówił mi, że nie miał idealnej zimy. Wyniki były zgodne z planem, wygrał wszędzie i obecnie czuł się bardzo dobrze, ale słyszałem, jak od czasu do czasu narzekał, że nie było mu tak łatwo jak w zeszłym roku. Czuł, że forma nie jest optymalna, potrzebował czasu, by ją budować. Zwłaszcza po drugim obozie treningowym w Benidormie poczuł się lepiej. Co prawda Puchar Świata w Maasmechelen nie był tak udany, bo miał tam defekty, ale dzień później wyścig w Hoogerheide był jego najlepszym w tym sezonie i myślę, że wszyscy to zauważyli

— kontynuował Adrie van der Poel.

Teraz syn 66-letniej sławy ma przed sobą kolejny sezon na szosie w barwach Alpecin-Premier Tech. Zdaniem Holendra, kluczem do sukcesu może być przekraczanie kolejnych granic swojego organizmu, albowiem kolarstwo cały czas przyspiesza, a rywale z roku na rok są coraz mocniejsi.

Ponowne zwycięstwa w klasykach będzie zależało od jego zaangażowania, determinacji, by być gotowym do jazdy na 100% za każdym razem, a także bezproblemowego przepracowania zimy i przygotowania się do kluczowych startów. Wtedy można będzie mieć nadzieję, że zrobi kolejny krok naprzód, który jest niezbędny w dzisiejszym kolarstwie. Na szczęście jego głód wygrywania na szosie jeszcze nie został zaspokojony. Powiem więcej, ostatnio rozmawialiśmy i Mathieu mi powiedział, że jeśli chcę pokonać Tadeja Pogačara w klasykach, będę musiał się rozwinąć, bo konkurencja nie stoi w miejscu. Tak jest zarówno na szosie, jak i w kolarstwie przełajowym, a świadomość tej potrzeby ciągłego rozwoju jest czymś kluczowym dla każdego sportowca

— zakończył Adrie van der Poel.

Poprzedni artykułHulst 2026: Klasyfikacja medalowa Mistrzostw Świata w kolarstwie przełajowym
Następny artykułMarion Norbert Riberolle przeprasza za zachowanie po kraksie, w której doznała wstrząśnienia mózgu
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze