© ASO/K.M.Edwards

Hiszpan już piąty raz pokonał rywali na słynnym Mur de Huy i wygrał „Walońską Strzałę”. Podium za „dominatorem” uzupełnili Daniel Martin (Quick-Step Floors) i Dylan Teuns (BMC), którzy przyznali, że „Bala” był po prostu za mocny.

Alejandro Valverde (Team Movistar):

To zwycięstwo zdobyte dzięki pewności siebie, sile i wielkiemu wsparciu od drużyny przez cały wyścig. Miałem do rywali ogromny szacunek, ale wiedziałem też, że jestem w świetnej formie i musiałem to wykorzystać. Wierzyliśmy, że możemy znowu wygrać i ekipa pracowała od pierwszego kilometra, żeby utrzymać rywalizację w ryzach. Na ostatnich 50km było sporo ataków ze strony Quick-Stepu i BMC, ale my i Orica-Scott, która wykonała lwią część pracy, dbaliśmy o to, żeby wszystko rozstrzygnęło się na Huy. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, bo tylko jedna osoba może zwyciężyć, a tak wielu o to walczy, ale bądźmy szczerzy – ten wyścig wydaje się być dla mnie stworzony.

Rojas i Dani Moreno idealnie mnie ustawili na ostatnim kilometrze i ostatni łuk pokonałem na czele. Chciałem mieć pewność, że wszystko jest pod kontrolą i mogę pojechać swoim torem. Skoczyłem za Gaudu i potem nie czekałem ze swoim sprintem. To mogło wydawać się łatwe, ale było tak trudne jak każde z czterech poprzednich zwycięstw. Nie ma sekretu – musisz być w idealnej formie i nie zastanawiać się jak zareagować na ataki. Nikt nie miał wcześniej czterech triumfów, a ja mam pięć – wydaje się, że ten rekord ciężko będzie pobić.

Zobaczymy jak będziemy się czuli w niedzielę na Liege-Bastogne-Liege. To wyścig, który bardzo lubię, wygrałem tam trzy razy. Jestem w świetnej formie, ale radość ze zwycięstwa ma teraz pierwszeństwo, a potem będziemy się zastanawiać nad kolejnymi wyzwaniami.

Daniel Martin (Quick-Step Floors):

Nie sądzę, aby trasa wyścigu powinna być zmieniona ze względu na częste zwycięstwa jednego kolarza. Mur de Huy to znak towarowy tego klasyku. Dzisiejszy wyścig był dziwny, to nie była zwykła „Walońska Strzała” – czołowy wiatr był bardzo mocny. Wiedziałem, że podczas ostatniej wspinaczki na Mur de Huy muszę zachować spokój. Próbowałem usiąść na kole Alejandro, ale niestety nie dałem rady. Najwyraźniej muszę poczekać, aż Valverde odejdzie na emeryturę. Oczywiście mam jednak nadzieję, że pewnego dnia go pokonam walcząc z nim koło w koło.

Dylan Teuns (BMC Racing Team):

Na Mur de Huy liczy się odpowiednia pozycja, bycie na czele i potem jak najszybsza wspinaczka. Trzeba być w czołowej dziesiątce u podnóża, wiedziałem to dzięki wyścigowi sprzed dwóch lat, bo wtedy byłem 25-30 i awansowałem aż na piąte miejsce, ale kosztowało mnie to bardzo wiele. Michał Kwiatkowski i Sergio Henao trochę mnie zablokowali w miejscu, gdzie Gilbert atakował po zwycięstwo w 2011 roku. Chciałem ruszyć, ale uznałem, że to Valverde powinien jako pierwszy zacząć finisz. Próbowałem za nim jechać, ale byłem w stanie przez pięć metrów, potem puściłem koło. Nogi mnie bolały.