fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Za nami premierowe ściganie w ramach Mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026. Najlepszą z Polek w wyścigu ze startu wspólnego orliczek była Martyna Szczęsna, która metę przecięła na 25. pozycji. Jak jednak okazało się po krótkiej rozmowie, potencjał był na więcej, a biało-czerwoną zatrzymał upadek.

Mistrzostwa Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026 zostały zainaugurowane wyścigiem ze startu wspólnego orliczek. Zmagania te wygenerowały naprawdę sporo polskich emocji – biało-czerwone od początku regularnie pojawiały się na czele peletonu i próbowały osłaniać swoją liderkę, którą była dziś Martyna Szczęsna. 21-latka jechała naprawdę czujnie i mając u swojego boku przede wszystkim Weronikę Wąsaty oraz Maję Tracką trzymała się w grupie, która z rundy na rundę była coraz mniejsza. Gdy doszło do kluczowych ataków, Polce udało się pozostać w walce o czołową „10”, ale później niestety zniknęła nam z widoku. Przyczyna okazała się być bardzo prozaiczna, a zarazem bolesna – biało-czerwona na zjeździe z Možjancy (2,1 km; 10,3%), a właściwie następujących po niej hopek, zaliczyła upadek i na jego skutek trafiła do jednej z dalszych grup. To sprawiło, że Martyna Szczęsna zakończyła zmagania na 25. pozycji. Jak czuła się najlepsza z polskich orliczek tuż za linią mety?

Jestem troszkę zawiedziona, ponieważ jechałam w grupce tuż za pierwszym peletonem po podjeździe i na zjeździe się przewróciłam, przez co przyjechałam trochę dalej. Jest przez to niedosyt, bo naprawdę dobrze się dziś czułam – może nie na top10, ale na trochę mniej za liderkami. Troszeczkę mi przez to smutno… Do tego nasz skład się posypał, bo dziewczyny są chore, więc nie poszło dziś po naszej myśli

— mówiła na gorąco Martyna Szczęsna.

Można po przebiegu wyścigu podejrzewać, że tymi mającymi problemy zdrowotne zawodniczkami są Urszula Sipko i Nadia Hartman – ta pierwsza pozostała za peletonem już na 1. rundzie, co nie znając kontekstu mogło nieco szokować, druga podzieliła zaś los swojej koleżanki z reprezentacji na kolejnym okrążeniu. Warto też pamiętać, że polska kadra wystąpiła tu bez naszej najlepszej orliczki, jaką jest Malwina Mul – ta z powodu urazu w ogóle nie dotarła do słoweńskiego Šenčura. My jednak wróćmy do Martyny Szczęsnej – ścigająca się na co dzień dla MAT Atom Deweloper Wrocław zawodniczka w strefie wywiadów zameldowała się z licznymi otarciami i widoczną krwią, toteż musiałem zapytać czy to tylko powierzchowne obrażenia, czy stało się coś więcej.

Mam nadzieję, że będzie dobrze, chociaż bardzo boli mnie bark i musimy zobaczyć czy wszystko jest okej

— kontynuowała Polka.

21-latka przez Polski Związek Kolarski awizowana została do jeszcze dwóch startów w Słowenii – wtorkowej drużynowej sztafety elity oraz środowej jazdy indywidualnej na czas orliczek. Patrząc na skład biało-czerwonych w tej pierwszej mogły pojawić się nawet nadzieje na walkę o medal, ale najprawdopodobniej zgłoszenie nie znajdzie w przypadku naszej kadry przełożenia na realny start w drużynówce.

Teraz przede mną start tutaj na czas, a potem prosto z Lublany lecę na Torowe Mistrzostwa Świata do Szanghaju

— mówiła w kontekście tego, co przed nią Martyna Szczęsna.

Warto bowiem pamiętać, że 21-letnia kolarka MAT Atom Deweloper Wrocław nie tylko odnosi sporo sukcesów na szosie – w tym roku została górską szosową mistrzynią Polski elity, zdobyła srebro Mistrzostw Polski w wyścigu ze startu wspólnego orliczek, gdzie była 5. w elicie, a także wygrała m.in. wszystkie etapy i cały Sowiogórski Tour, ale i ściga się z sukcesami na torze, a jej powołanie na światowy czempionat w tej odmianie kolarstwa jest efektem ciężkiej pracy od lat. My jednak wróćmy do tego co tu i teraz – orliczki jako pierwsze przejechały rundę ze startem i metą w Šenčur oraz podjazdem pod Možjancę (2,1 km; 10,3%), zatem musiałem zapytać naszą zawodniczkę o wrażenia z trasy, szczególnie w kontekście tego, że ta sama pętla będzie też wykorzystywana podczas środowych czasówek.

Myślę, że największe różnice będą się tu robiły na podjeździe, chociaż ten odcinek 10 kilometrów płaskiego podczas czasówki też może sporo wnieść i to będzie ciekawa rywalizacja. Czy trasa jest straszniejsza na profilu? Hmm… Wydaje mi się, że mniej – jest lepiej w rzeczywistości, niż wyglądało na obrazku

— kontynuowała Martyna Szczęsna, którą na koniec zapytałem o to czego polscy kibice powinni jej życzyć w środę.

Mocy!

Poza bohaterką rozmowy, czyli Martyną Szczęsną, która zajęła 25. miejsce w wyścigu ze startu wspólnego orliczek, do mety dotarły także 29. Weronika Wąsaty oraz 30. Maja Tracka. Nadia Hartman zeszła z trasy na ostatniej rundzie, wcześniej jej los podzieliła chorująca Urszula Sipko. Każdej z naszych pań pozostaje teraz życzyć zdrowia, a Martynie Szczęsnej i Nadii Hartman, które są awizowane do jazdy indywidualnej na czas, powodzenia w ich drugim starcie.

W Šenčur z biało-czerwoną rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Europy w kolarstwie szosowym – Lublana 2026:

Poprzedni artykułLublana 2026: Mara Winter najlepsza z 4-osobowej grupki w rywalizacji orliczek
Następny artykułPierre Gautherat zawodnikiem UAE Team Emirates-XRG
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Michał
Michał

O tym pisałem wcześniej, że na Mistrzostwa Świata powinna jechać Martyna zamiast Laury…