Fot.: Tour Auvergne-Rhône-Alpes

Isaac del Toro (UAE Team Emirates-XRG) został zwycięzcą 7. etapu francuskiego wyścigu Tour Auvergne – Rhône-Alpes (2.UWT). Dzielnie na trasie walczył Juan Ayuso (Lidl-Trek), który zajął 2. miejsce. Dramatyczne chwile przeżywał na trasie Paul Seixas (Decathlon CMA CGM Team), który zanotował kraksę i przez długi czas gonił peleton. Co prawda ta misja zakończyła się powodzeniem, ale młody Francuz stracił mnóstwo sił i nie nawiązał równorzędnej walki z pozostałymi zawodnikami na Grand Colombier, choć nie można mu było odmówić ambitnej postawy. Liderem wyścigu pozostał Luke Tuckwell (Red Bull-BORA-hansgrohe). 

W sobotę nie było miejsca na żarty, ponieważ kolarze zmierzyli się z kilkoma wymagającymi podjazdami. Najciekawiej zapowiadała się oczywiście finałowa wspinaczka na Grand Colombier (8,4 km ; 10,2%). Ten etap miał wywrócić do góry nogami klasyfikację generalną francuskiej imprezy. Łącznie panowie mieli do pokonania 133,5 kilometra.

Fot.: Tour Auvergne – Rhône-Alpes

Rywalizacja rozpoczęła się o godzinie 12:25. Na starcie nie pojawiło się wielu zawodników, w tym m.in.: Emanuel Buchmann (Cofidis – choroba), Per Strand Hagenes i Jørgen Nordhagen (Team Visma | Lease a Bike – choroba), Marco Frigo (NSN Cycling Team – choroba), Oscar Onley (Netcompany INEOS – kraksa na 6. etapie, zwichnięcie barku i kontuzja nogi), Ben Healy (EF Education-EasyPost) czy też João Almeida (UAE Team Emirates-XRG – powrót do domu i skupienie się na kolejnych celach).

Jeszcze przed oficjalnym startem kraksę zaliczyli m.in. Gal Glivar (Alpecin-Premier Tech) oraz Daniel Felipe Martínez (Red Bull-BORA-hansgrohe). Pierwszy z nich na skutek tego zdarzenia wycofał się z wyścigu. Tuż po starcie kolarze rozpoczęli wspinaczkę na Col du Banchet (2. kategoria – 5,3 km ; 5,7%). Z peletonu odpadł m.in. Samuel Watson (Netcompany INEOS). Na szczycie jako pierwszy pojawił się lider klasyfikacji górskiej – Clément Braz Afonso (Groupama-FDJ United). Następnym przystankiem na mapie była premia górska 4. kategorii – Col de la Crusille (2,9 km ; 4%). Ponownie jako pierwszy na szczycie zameldował się Clément Braz Afonso. Kontakt z peletonem stracił Luke Plapp (Team Jayco AlUla). Nie było czasu na odpoczynek, ponieważ przed kolarzami była wspinaczka 2. kategorii – Côte de Saint-Maurice-de-Rotherens (4,9 km ; 7,1%). Kraksę zaliczył Clément Braz Afonso, a organizatorzy podjęli decyzję o chwilowej neutralizacji etapu po podjeździe 2. kategorii, na którym po 5 punktów do klasyfikacji górskiej sięgnął Clément Berthet (Groupama-FDJ United).

Wyścig został zneutralizowany po zdobyciu szczytu na 24,2 km. Zjazd z Côte de Saint-Maurice-de-Rotherens może być niebezpieczny z powodu luźnego żwiru na drodze. Organizatorzy wyścigu zadecydowali, że pokonają ten odcinek w kolumnie i z niską prędkością

– tak brzmiał opublikowany komunikat.

Mechaniczne problemy miał Ben Tulett (Team Visma | Lease a Bike), a wyścig po krótkiej chwili został wznowiony. Niestety kraksę zanotował Paul Seixas (Decathlon CMA CGM Team), na którego poczekali koledzy z drużyny, w tym m.in. Daan Hoole, tak aby Francuz mógł jak najszybciej wrócić do peletonu.

Grupka z Seixasem traciła około 3 minuty do głównej grupy. Młodemu Francuzowi pomagał również Stefan Bissegger, ale strata do peletonu rosła… W głównej grupie pojawiły się liczne ataki. Finalnie na czele znalazła się 10-osobowa grupka, w której znaleźli się Kevin Vermaerke (UAE Team Emirates-XRG), Quinn Simmons (Lidl-Trek), Andreas Kron (Uno-X Mobility), Sean Quinn (EF Education-EasyPost), Pello Bilbao (Bahrain-Victorious), Mathieu Burgaudeau (TotalEnergies), George Bennett (NSN Cycling Team), Sam Maisonobe (Cofidis), Clément Berthet (Groupama-FDJ United) oraz Léo Bisiaux (Decathlon CMA CGM Team), ale nie mieli oni dużej przewagi.

W międzyczasie z dalszej rywalizacji zrezygnował Pablo Castrillo (Movistar Team). Wkrótce rozpoczęła się wspinaczka na Lacets du Grand Colombier (1. kategoria – 7 km ; 8,4%). Z peletonu odpadł Kévin Vauquelin (Netcompany INEOS). W peletonie pojawiły się kontry i wszystko się wymieszało. Na czele jechali teraz Simmons, Berthet, Bilbao, Bennett, Sergio Samitier (Cofidis), Laurens De Plus i Carlos Rodríguez (Netcompany INEOS), Jordan Jegat (TotalEnergies), Clément Braz Afonso (Groupama-FDJ United) oraz Valentin Paret-Peintre (Soudal Quick-Step). Czołówka liczyła sobie 10 kolarzy. Goniła ekipa UAE Team Emirates-XRG. Po chwili w czołówce doszło do podziału. Na szczycie jako pierwszy zameldował się Clément Berthet. Nicolas Prodhomme (Decathlon CMA CGM Team) postanowił poczekać na grupkę z Seixasem.

55 kilometrów przed metą sytuacja prezentowała się następująco: na czele jechało 6 zawodników (De Plus, Rodríguez, Berthet, Simmons, Bennett i Valentin Paret-Peintre), peleton tracił do nich 35 sekund, a dalej była już grupka z Seixasem, która traciła 2 minuty i jechali tam też Aurélien Paret-Peintre oraz Kévin Vauquelin. Dobrą wiadomością dla fanów młodego Francuza było to, że Seixas odrabiał straty. W peletonie pracowały ekipy UAE Team Emirates-XRG i Team Visma | Lease a Bike. Chwilę później z czołówki odpadł Quinn Simmons, który został szybko złapany przez główną grupę. Do mety pozostało 41 kilometrów. Grupka Seixasa cały czas odrabiała. Na lotnym finiszu Chanay najlepszy okazał się Laurens De Plus. Młodemu Francuzowi tym razem pomagał Léo Bisiaux, dzięki czemu po pewnym czasie Seixas dołączył do peletonu.

Z głównej grupy odpadł Bruno Armirail (Team Visma | Lease a Bike). Rozpoczął się podjazd 2. kategorii – Col de Richemond (7,7 km ; 6%). Mocno pracowała ekipa UAE Team Emirates-XRG, a Del Toro był pilnowany przez Seixasa. Czołowa piątka miała 50 sekund przewagi. Do mety pozostało 27 kilometrów. Tempa w prowadzącej grupie nie wytrzymał Carlos Rodríguez. Górską premię wygrał z kolei Clément Berthet, który w tym momencie miał na swoim koncie 20 punktów w klasyfikacji górskiej.

Prowadząca czwórka miała już tylko kilkanaście sekund zapasu. Ostatecznie czołówkę dogoniono na 13 kilometrów przed metą. Tempo dyktowała ekipa Lidl-Trek. W grupie faworytów jechało około 35 zawodników. Rozpoczęła się finałowa wspinaczka na Grand Colombier. Niestety szybko okazało się, że swoje zrobiły wcześniejsza kraksa i pogoń za peletonem, bo z grupy faworytów odpadł Paul Seixas. Jego los podzielił również lider wyścigu – Luke Tuckwell (Red Bull-BORA-hansgrohe).

Z przodu utworzyła się kilkuosobowa grupka, w której jechali Juan Ayuso (Lidl-Trek), Isaac del Toro (UAE Team Emirates-XRG), Ben Tulett i Matteo Jorgenson (Team Visma | Lease a Bike), Cian Uijtdebroeks (Movistar Team) oraz Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility). Wkrótce oderwali się od niej Ayuso oraz Tulett. Hiszpan ruszył na solo, a Tulett poczekał na resztę.

Ayuso całkiem dobrze sobie radził, ponieważ zyskał 20-sekundową przewagę nad grupką pościgową. Dla Jorgensona pracował Tulett, który w pewnym momencie zakończył swoją pracę i został za tą grupką. Zwlekać nie zamierzał Isaac del Toro, który rzucił się w pogoń za Ayuso. Meksykanin tracił już tylko 10 sekund. Do mety pozostały zaledwie 3 kilometry. Hiszpan nie odpuszczał i dzielnie walczył o etapowe zwycięstwo. Grupa z Jorgensonem traciła blisko 30 sekund, a Seixas podążał około 45 sekund za Ayuso.

Ostatecznie Del Toro dogonił hiszpańskiego kolarza, a potem zostawił go w tyle, jadąc po zwycięstwo. Z tyłu małe problemy miał Jorgenson. Seixas tracił już ponad minutę. Del Toro wjechał na finałowy kilometr, powiększając swoją przewagę nad Ayuso. To właśnie Isaac del Toro okazał się triumfatorem sobotniego odcinka! Na drugim miejscu finiszował Juan Ayuso, a podium uzupełnił Tobias Halland Johannessen. Seixas przyjechał na 7. pozycji. Liderem wyścigu pozostał Luke Tuckwell. Francuska impreza zakończy się w niedzielę.

Wyniki 7. etapu Tour Auvergne – Rhône-Alpes 2026:

Results powered by FirstCycling.com

Poprzedni artykułUCI aktualizuje sankcje za naruszenia związane ze sprzętem i ubiorem
Następny artykułCopenhagen Sprint kobiet 2026: Lorena Wiebes wraca w wielkim stylu i pewnie triumfuje
Mateusz Gruszeczka
Pasjonat biegania i podróżowania. Ulubiony kierunek? Czarnogóra. Miłośnik wszelkich wyścigów - również tych mniejszych i nieco mniej znanych. W wolnej chwili copywriter.
guest
11 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcraft
Marcraft

Dzisiaj widzieliśmy jedyny sposób, w jaki da się ograć Seixasa. Ale niedługo i to będzie za mało.

Tomko
Tomko

Bez przesad. Już wiele takich talentów było, a później coś tu, coś tam nie zagrało i nie było następcy największych kolarzy. Cytując klasyka – czas pokaże, czas pokaże:)

Mikołaj
Mikołaj

Trochę szkoda Sexasa. Etap ciekawy. Jak nie przepadam za Ayuso to chyba wolałem by ten dojechal pierwszy. Ładnie jechał. Ale no cóż wygrał lepszy. Ostatni etap zapowiada się ciekawie. Del toro dalej ma straty chodź już nie takie wielkie. Czekam na jutro.

Bob
Bob

Del toro pokazał miejsce Ayuso, jutro ma szansę na wygraną wyscigu ale nie wiem czy to wytrzyma. Trzymam tez kciuki aby jutro nastąpiła explozja Sexasa i próba ataku na wygranie całości, ma duze szanse pomimo sporej straty, zespol go wspiera i moze jutro bedzie piekne ściganie!

love_velo
love_velo

A może Sexas nie powinien niczego robić pod presją chwilowych ambicji, na- w sumie nieistotnym z punktu widzenia przyszłej kariery wyścigu?.
To tylko sprawdzian przygotowania dla wielu kolarzy – np. Van Aert.
Nie musi też niczego Ayuso, bo w rywalizacji ze Skjelmose wygląda, że jest „zaplanowany” w TdF26 na lidera GC w Lidl-Trek.

Dla Del Toro ten wyścig jest ważny , bo będzie dalej „gregario”, w istotnych dla Pogacara wyścigach. Jeśli tego wyścigu nie wygra, to nie będzie miał „drugich” szans.

bleblek
bleblek

Tomko, wiele takich talentów było? Ile talentów było w stanie rywalizować na poziomie Seixasa mając 19 lat? Talentów było wiele, ale nie takich talentów jak on. Gość na dobrą sprawę jest jeszcze dzieciakiem, którego jedynymi rywalami w GT i tygodniówkach mogą być już tylko Pogacar, Vingegaard lub zdarzenie losowe jak dzisiejsza kraksa. No nie, zdecydowanie nie jest to talent jakich było wiele.

Pro hip-hop
Pro hip-hop

Był choćby Remco, który co prawda swoje osiągnął (i jeszcze nie powiedział ostatniego słowa), ale zanosiło się, że będzie to dużo więcej. W jego przypadku problemem jest zafiksowanie na TdF bo „tata mu każe” (trochę tak to wygląda) ale to tylko pokazuje, jak różne czynniki mogą coś popsuć i Sexas nie ma na to immunitetu. Poza tym wstrzymałbym się z tymi zachwytami, że tylko Pogacar i Vinnigo mogą być jego rywalami – dajcie mu chociaż przejechać to TdF i wtedy zobaczymy, na razie wydaje mi się to mocno przedwczesne i to zdaje się tylko na podstawie tego, że był w stanie raz się utrzymać na kole Tadka (przez pewien czas)…

Różowa Landryna
Różowa Landryna

Dziś będzie się działo. Bardzo szkoda Seixasa ale zdrowie jest najważniejsze a cała kariera, mądrze prowadzona jest przed nim. Nie zdziwię się jak się wycofa. Szkoda tracić zdrowie przed TdF.

Arnaud
Arnaud

Sexas Sexasem, ale zobaczcie z jaką łatwością dawał mu radę Del Toro. Ciekawe kiedy tam UAE zrozumieją, że albo zaczną mu dawać poważniejsze wyścigi (na razie słyszmy, że to Tadek ma jechać na Vueltę, zapewne za Almeide, który jest cieniem samego siebie) albo może się powtórzyć sytuacja z Ayuso. Meksykaniec to jednak nie Zgred, dla którego się już tylko forsa z kontraktu pod koniec liczyła.

Bob
Bob

Myślę ze Rafał czerpał ogromną satysfakcję móc byc kapitanem i mentorem dla takich mlodych kolarzy jak Del Toro i reszta z UAE, powiem wiecej jeszcze długo ta satysfakcję bedzie czerpał 🙂

Tomko
Tomko

bleblek, ile trzytygodniowych Grand Tourów przejechał Seixas, że stawiasz go w jednym rzędzie z Vingegaardem i Pogačarem? Odpowiedź: zero. Zadebiutuje dopiero za miesiąc na TdF. Ściganie przez 21 dni to zupełnie inny sport niż klasyki czy tygodniówki.
Przypomnij sobie Egana Bernala. W wieku 22 lat miał już na koncie wygrany Tour de France, potem Giro. Też miał rządzić światem przez dekadę, a gdzie jest dzisiaj? Wypadek, zdrowie, brutalna rzeczywistość. Remco miał wszystkich zamiatać na tourach, a póki co jednak ciągle mu brakuje. Ayuso w wieku 19 lat miał już 3 miejsce w Vuelcie. Seixas to niesamowity talent, ale w tym świecie talent to często za mało.