Wtorkowy etap jazdy drużynowej na czas nie ułożył się po myśli Wouta van Aerta (Team Visma | Lease a Bike). Belg odpadł już po 9 minutach jazdy i w późniejszej części odcinka koledzy musieii sobie poradzić bez niego. Z uwagi na zbliżający się wielkimi krokami Tour de France taka słabość może budzić wątpliwości co do formy 32-latka.
Czy powinniśmy się martwić o dyspozycję zwycięzcy tegorocznego Paryż – Roubaix? Sam zainteresowany przyznał po etapie, że zaskoczyła go jego własna niemoc:
Na pierwszym podjeździe tempo było dla mnie stanowczo zbyt mocne. Jazda na czas nie wybacza, zarówno indywidualna, jak i drużynowa. Nie pomógł mi też upadek, jakiego doznałem na treningu przed wyścigiem. Jestem zaskoczony, że poszło mi tak źle. Myślałem, że dłużej będę mógł wspierać kolegów, ale zachowuję spokój. Przygotowuję się do Tour de France i Tour Auvergne – Rhône-Alpes jest kolejnym etapem na drodze do Wielkiej Pętli.
– ocenił 32-latek, który zamiast przesadnie narzekać na swoją dyspozycję, wolał skupić się na świetnej jeździe kolegów z zespołu:
Może i nie miałem dobrego dnia, ale mamy tutaj mocną drużynę. Ja odpadłem wcześnie, Ben Tullet złapał gumę, a mimo to udało się nam wygrac jako ekipie. To tylko pokazuje, jak mocni jesteśmy.
– zakończył Wout van Aert.









Spokojnie, na Tdf będzie fruwał