Fot.: Nadia Hartman

Nadia Hartman (MAT ATOM Deweloper Wrocław) ma ostatnio bardzo dobry czas. Polska zawodniczka wywalczyła niedawno brązowy medal mistrzostw Europy w jeździe drużynowej na czas – rywalizacja mieszana na szosie (juniorzy i juniorki), a do tego dorzuciła kilka krążków na mistrzostwach Polski w kolarstwie torowym. Teraz opowiedziała mi o swoich odczuciach, związanych właśnie z tymi imprezami. 

Artykuł rozpocznę oczywiście od wspomnianych wcześniej mistrzostw Europy w kolarstwie szosowym. To właśnie we Francji polska kolarka osiągnęła wraz ze swoimi koleżankami i kolegami z juniorskiej ekipy wielki sukces, a więc brązowy medal w rywalizacji mieszanej (drużynowa jazda na czas). Razem z Nadią medalową ekipę stworzyli Mikołaj Legieć, Marcin Włodarski, Ksawery Gancarz, Anna Gaborska i Kinga Słomka. Nadia podzieliła się ze mną swoimi spostrzeżeniami na temat tego wydarzenia.

Wiedzieliśmy, że gdy połączymy siły z chłopakami, zbudujemy naprawdę mocny zespół i zdobycie medalu jest w zasięgu ręki, było to jak najbardziej prawdopodobne. Siedząc na „gorącym krześle” i widząc, że prawie każda damska reprezentacja zaczyna tracić nadrobione wcześniej sekundy, cieszyliśmy się, ale wiedzieliśmy, że jeszcze kilka silnych ekip nie dojechało do mety. Gdy na trasie została ostatnia reprezentacja (niemiecka) myśleliśmy, że już po medalu, ponieważ na międzyczasach do podjazdu ta drużyna miała lepsze czasy, więc zbieraliśmy się do hotelu, ale nagle na live timingu pokazało nam, że jesteśmy na 3. miejscu. To uczucie jest naprawdę nie do opisania i będę to pamiętać do końca życia

– powiedziała Nadia Hartman.

Jak widać w polskiej ekipie nie brakowało emocji, a losy medalu rozstrzygały się do samego końca. W końcu reprezentacja Polski straciła zaledwie 3 sekundy do reprezentacji Francji, natomiast kolejne ekipy straciły do nas odpowiednio 8 (Niemcy) i 9 (Szwajcaria) sekund.

Fot.: UEC

Następnie przeszliśmy do podsumowania rywalizacji ze startu wspólnego. Liderką polskich juniorek była Maria Okrucińska, która wywalczyła bardzo wysoką 4. lokatę. Nadia przyjechała na 34. pozycji, a na trasie połączyła indywidualne ambicje z pracą zespołową. Młoda Polka opowiedziała mi nieco więcej o taktyce zespołu na ten wyścig.

Taktyka była bardzo prosta – pomóc Marii. Na początku dostałam wolną rękę, jednak wyścig był zbyt krótki i zbyt interwałowy, czego niestety nie lubię, stąd nie mogę zaliczyć tego startu wspólnego do udanych

– skomentowała Nadia.

Skoro wiemy już jaka była taktyka na wyścig ze startu wspólnego, przeszliśmy do finalnego podsumowania mistrzostw Europy na szosie z perspektywy zawodniczki MAT ATOM Deweloper Wrocław. Podpytałem Nadię m.in. o atmosferę i ogólną ocenę wyników.

Dzięki temu, że w kadrze tak naprawdę znalazło się aż 8 „atomówek”, w tym 4 juniorki, nie musiałam się martwić o atmosferę, bo dość dobrze się już znamy i spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu. Jestem zawiedziona startem w jeździe indywidualnej na czas, bo czułam się na siłach, aby powalczyć o TOP 10 i to był tak naprawdę start docelowy tego sezonu. 30 sekund do startu, szybka wymiana przedniego koła (okazało się, że trochę na wyrost) i niestety przez cały wyścig lekkie obcieranie, które niestety wpłynęło na mój wynik i zwiększony wysiłek [Nadia zajęła finalnie 29. lokatę – przyp. red.]. Wracam jednak z medalem mistrzostw Europy i to jest najważniejsze. Myślę, że w pewnym stopniu zastąpiło to żal za moją czasówkę

– opowiadała Polka.

Jak już wspominałem na samym początku, Nadia ma za sobą nie tylko szosowe mistrzostwa Europy, ale też niedawno zakończone torowe mistrzostwa Polski, podczas których wywalczyła aż 4 krążki (2 złota, srebro i brąz). Jest się zatem z czego cieszyć. Polka podsumowała ten start w kilku słowach.

Start na torze – ostatni start w sezonie 2025. Plan był prosty – dobrze się bawić, godnie pożegnać się z kategorią juniorka [śmiech – przyp. red.] i spędzić trochę czasu z naszą ekipą

– zakończyła Nadia.

Rozmawiał Mateusz Gruszeczka

Poprzedni artykułMatteo Sobrero przechodzi do Lidl – Trek
Następny artykułTeam Picnic PostNL przedłuża kontrakty z Warrenem Barguilem i trzema innymi kolarzami
Mateusz Gruszeczka
Pasjonat biegania i podróżowania. Ulubiony kierunek? Czarnogóra. Miłośnik wszelkich wyścigów - również tych mniejszych i nieco mniej znanych. W wolnej chwili copywriter.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Darek
Darek

Brawo. Wytrwałości i powodzenia w dalszych startach👊👍