0 C
Polska
poniedziałek, Grudzień 18, 2017
tour de france

Fot. ASO[/caption]

O Tour de France napisane zostało już wszystko. To nie tylko największy i najbardziej prestiżowy z wyścigów etapowych. To wydarzenie sportowe o globalnym zasięgu, które podobnie jak Wimbledon czy największe turnieje piłki nożnej przyciąga przed telewizory miliony sezonowych kibiców. Co jednak zrobić, kiedy z roku na rok impreza traci na widowiskowości, a rosnąca w siłę różowa konkurencja wytacza działa największego kalibru? Być może wystarczy zrobić mniej, zmuszając odtwórców pierwszoplanowych ról do improwizacji…

Wobec Wielkiej Pętli można mieć wiele zastrzeżeń – w porównaniu do Giro d’Italia czy Vuelty wypada jako najbardziej przewidywalny z wielkich tourów, a wydarzenia na jej trasie są precyzyjnie reżyserowane przez dyrektorów sportowych. Brakuje elementu chaosu, spontaniczności czy entuzjazmu, z jakimi kolarze ścigają się na włoskich i hiszpańskich szosach. A jednak kiedy się rozpoczyna, przeszywa nas dobrze znany dreszcz związany ze świadomością, że na naszych oczach pisana jest historia.

Jeszcze przed piętnastoma laty, Tour de France zawierało szokującą z perspektywy dzisiejszego widza liczbę kilometrów pokonywanych przeciwko tykającemu zegarowi, natomiast Giro d’Italia było rozrywką dedykowaną niemal wyłącznie włoskim góralom. Od czasu objęcia ról dyrektorów tych wyścigów przez odpowiednio Christiana Prudhomme’a i Michele Acquarone, kreatorzy kolarstwa szosowego w jego najbardziej współczesnej formie wprowadzili zasadnicze zmiany sprawiając, że od kilku lat imprezy te ewoluowały w przeciwnych kierunkach. Ograniczenie ilości i długości etapów jazdy indywidualnej na czas uczyniło Wielką Pętlę przyjaźniejszą góralom, podczas gdy Giro d’Italia stało się tym z wielkich tourów, w którym umiejętności w tej dyscyplinie są nieodłącznym elementem końcowego sukcesu, czego najlepszym dowodem jest zwycięstwo Toma Dumoulina w niedawno zakończonej jubileuszowej edycji.

Z łączną liczbą zaledwie 36.5 kilometra jazdy indywidualnej na czas, trasa rozpoczynającej się już w sobotę 104. edycji Tour de France na pierwszy rzut oka wydawała się logiczną kontynuacją nakreślonego powyżej trendu. Już drugie spojrzenie pozwalało jednak dostrzec, że drastycznie zredukowane zostały również finisze na podjazdach i górskie etapy w ogóle, występując odpowiednio w liczbie (bardzo naciągane) trzy i sześć.

Pojawią się hołubione w ostatnich latach La Planche des Belles Filles i Port de Bales, jednak w niedostatecznie ekscytującym towarzystwie, by zaimponować najlepszym góralom peletonu. Będzie alpejski gigant z bardzo niesłusznie niedocenianym Col de la Croix de Fer i klasyczną kombinacją Col du Télégraphe-Galibier, jednak ostatnie kilometry to zjazd gładki z wyprofilowany tak idealnie, że Ilnur Zakarin zjeżdżałby z zawiązanymi oczami. Będzie wreszcie długo wyczekiwany debiut Col d’Izoard w roli wielkiego finału górskiego odcinka i miażdżący morale dzień w Jurze, który nie otrzyma zaszczytnego miana królewskiego etapu wyłącznie dlatego, że Jura to nie Alpy czy Pireneje. Ale to już w zasadzie wszystko.

O co chodzi? Czy ASO nagle postanowiło przeobrazić największy wyścig etapowy kolarskiego kalendarza w trzytygodniowy festiwal sprintu na tle ciągnących się po horyzont pól słoneczników? Tak! Ale nie tylko..

Minione edycje Wielkiej Pętli, ale przede wszystkim tegoroczna edycja Giro d’Italia dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że kiedy trasa trzytygodniowego wyścigu obfituje w przeszkody największego kalibru, jedynym zadaniem zawodników rywalizujących o triumf w klasyfikacji generalnej staje się przetrwanie. Unikają przeprowadzania ofensywnych akcji podczas pierwszego tygodnia trwania imprezy, nie chcąc przedwcześnie nadszarpnąć swoich sił. Nie atakują również w ostatnim, ponieważ trudy czternastodniowej rywalizacji zdążyły już odcisnąć na nich swoje piętno.

Założenie jest więc takie: nie dajmy im trasy, którą wystarczy przejechać. Nie dajmy im trasy, która z góry sugeruje wszystkie rozwiązania. Pozwólmy wykazać się taktycznym błyskiem dyrektorom sportowym. Niech atakują od gwizdka na krótkich etapach, na łatwych podjazdach, karkołomnych zjazdach i na wiatrach. To nie jest edycja Tour de France dla specjalistów od jazdy indywidualnej na czas czy dla górali, to jest Tour de France dla obdarzonych szóstym zmysłem ryzykantów. byłaby idealna dla pięć lat młodszego Alberto Contadora lub trzy lata starszego Alejandro Valverde.

Nam pozostaje trzymać kciuki i mieć nadzieję, że uczestnicy wyścigu dobrze odczytają intencje organizatorów, co uchroni nas od bycia świadkami niemal trzytygodniowego rozprowadzenia pod Izoard.

Jak zatem z bliska wygląda trasa 104. edycji Tour de France?

01 lipca 2017 – Etap 1: Düsseldorf › Düsseldorf 14 km jazda indywidualna na czas

104. edycję Wielkiej Pętli otwiera etap jazdy indywidualnej na czas nieco zbyt długi, by mógł być oficjalnie nazwany prologiem, jednak zadziałają dokładnie te same mechanizmy. Zgromadzona w Düsseldorfie publiczność będzie miała okazję dokładnie przyjrzeć się każdemu z uczestników wyścigu – wielu z nich w pachnących świeżością kombinezonach mistrzów swoich krajów w tej konkurencji – a najszybszy z nich założy żółtą koszulkę lidera imprezy. Nieskomplikowana technicznie trasa sprawi, że tego dnia liczyć się będzie przede wszystkim moc w najczystszej postaci, dlatego po pretendentach do wysokich miejsc w klasyfikacji generalnej należy spodziewać się raczej korespondencyjnego pojedynku, niż odgrywania pierwszoplanowych ról. Podjazdami dnia będą mosty na Renie.

02 lipca 2017 – Etap 2: Düsseldorf › Liège 203,5 km

Podczas gdy w finał najwspółcześniejszych edycji La Doyenne wpisany jest krajobraz Ans z jego halami fabrycznymi, stacjami benzynowymi i warzywniakiem, Tour de France odkurza odrobinę bardziej fantazyjny Boulevard de la Sauvenière w Liège. Na tym kończą się jednak dobre wiadomości. Chociaż mniejszych i większych hopek na trasie z Zagłębia Ruhry do wschodniej Belgii nie brakuje, organizatorzy zadali sobie bardzo wiele trudu, by sprezentować sprinterom wyjątkowo rzadką okazję na odniesienie triumfu w kojarzonym z ardeńskimi klasykami mieście. Każdy inny rezultat niedzielnej rywalizacji uznać będzie trzeba za zaskoczenie ogromnego kalibru.  

03 lipca 2017 – Etap 3: Verviers › Longwy 202 km

Złożywszy krótką wizytę w Luksemburgu, wyścig dociera wreszcie do swojej ojczyzny i miejsca, gdzie rozegrana zostanie właściwa część rywalizacji. Po raz pierwszy na trasie 104. edycji Wielkiej Pętli pojawiają się widoczne gołym okiem hopki, co najprawdopodobniej sprawi, że swoje karty odsłonią drugorzędni pretendenci do tytułu króla gór czy najbardziej walecznego harcownika dnia. Wymagający sporej dynamiki finał poniedziałkowego odcinka w Longwy (1.6km, 5.8%) może stanowić podwaliny pod kolejny triumf Petera Sagana w klasyfikacji punktowej, ale również zainteresować Alejandro Valverde.

04 lipca 2017 – Etap 4: Mondorf-les-Bains › Vittel 203 km

W odniesieniu do czysto sportowej rywalizacji sprinterski etap z Mondorf-les-Bains do Vittel fajerwerki wykrzesa dopiero w samej końcówce, co pozostawi wiele miejsca na pochylenie się nad pesymistycznym końcem karier wywodzących się z miasta startowego braci Schleck. Meta w słynącym z pięciogwiazdkowych uzdrowisk Vittel to już pokłon w kierunku jednego z głównych sponsorów Tour de France, producentowi wody spod sztandaru jednego z największych międzynarodowych koncernów. Zbliżamy się do Wogezów.

05 lipca 2017 – Etap 5: Vittel › La Planche des Belles Filles 160 km

Dzień w Wogezach, nawet jeśli relatywnie łatwy, nie mógłby się odbyć bez wielkiego finału na jednym z najgorętszych trendów ostatnich edycji Wielkiej Pętli – La Planche des Belles Filles (5.9km, 8.5%). Pokonywany po raz ostatni w roku 2014, stanowił wówczas zwieńczenie całodziennej wspinaczki, a na jego szczycie triumfował Vincenzo Nibali. Tegoroczne, znacznie delikatniejsze, podejście posłuży zawodnikom za pierwsze przetarcie w górach, bardziej przypominając 7. etap 99. edycji Tour de France, podczas którego po raz pierwszy na niepodległość wyrwał się niejaki Chris Froome.

06 lipca 2017 – Etap 6: Vesoul › Troyes 216 km

Kiedy rozgrywać drugi co do długości etap tegorocznej edycji Tour de France, jeśli nie po pierwszym z jego finiszów na podjeździe? Choć trasa na odcinku dzielącym Velous od Troyes będzie subtelnie wznosić się i opadać niemal do samej mety, kolejny sprinterski pojedynek wydaje się jedynym realistycznym scenariuszem.

07 lipca 2017 – Etap 7: Troyes › Nuits-Saint-Georges 214 km

Jeśli tegoroczna Wielka Pętla nie została do tej pory zdominowana przez jednego sprintera, będzie to dzień rewanżu. Najwyraźniej biegły w dziedzinie meteorologii Christian Prudhomme przepowiada podmuchy wiatru na ostatnich 40 kilometrach piątkowej trasy, ja natomiast przewiduję, że owoc pracy burgundzkich winnic nieco umili czas oczekiwania zgromadzonym w okolicach mety entuzjastom kolarstwa.

08 lipca 2017 – Etap 8: Dole › Station des Rousses 187 km

Pierwszy, zdecydowanie łatwiejszy, z dwóch dni w Jurze to regularne podjazdy i meta w małej stacji narciarskiej Les Rousses. To również pierwszy z odcinków tegorocznej Wielkiej Pętli z tak wyraźnym wskazaniem na ucieczkę, której uczestnicy, przy sprzyjających okolicznościach, być może powalczą również o efemeryczne przywództwo w klasyfikacji generalnej wyścigu. Harcownicy na start!

09 lipca 2017 – Etap 9: Nantua › Chambéry 181 km

W niedzielę organizatorzy wyścigu zaserwują nam natomiast Jurę w wydaniu deluxe. W menu znajdują się piekielnie strome Col de la Biche (10.5km, 9%), Grand Colombier (8.5km, 9.9%) i miażdżący morale Mont du Chat (8.7km, 10.3%), z którego zjeżdża się jeszcze gorzej, niż nań wjeżdża. Można odrobinę żałować, że wymienionych wyżej atrakcji nie udało się upakować na nieco krótszej trasie, ale i tak zapowiada się wyjątkowo dynamiczne ściganie na czele i walka o życie w ogonie stawki.

11 lipca 2017 – Etap 10: Périgueux › Bergerac 178 km

Podczas gdy Giro d’Italia po dniu przerwy proponuje uczestnikom etapy jazdy na czas czy inne górskie harce, Wielka Pętla obchodzi się z nimi znacznie łagodniej. W zamyśle pozbawiony dramaturgii przejazd z Périgueux do Bergerac pozwoli więc rozprostować kości wśród ciągnących się po horyzont pól słoneczników.

12 lipca 2017 – Etap 11: Eymet › Pau 202 km

Pau to taki pirenejski odpowiednik Gap. Z rzadka odgrywa pierwszoplanową rolę, jednak na mapie Tour de France zawsze zwiastuje nadejście mniejszego lub większego trzęsienia ziemi. W podnóża Pirenejów kolejny raz powalczą najszybsi kolarze peletonu, jednak kolejne dni należeć będą do górali.

13 lipca 2017 – Etap 12: Pau › Peyragudes 214 km

Kiedy myślimy o Pirenejach, myślimy Tourmalet, Hautacam, Plateau de Beille czy Pla d’Adet. Ale ponieważ zgodnie z zamysłem organizatorów trasa tegorocznego Tour de France nic nie daje za darmo, zamiast najbardziej brutalnych podjazdów francusko-hiszpańskiego pogranicza otrzymujemy modny w ostatnich latach Port de Balés (11.7km, 7.7%) i znacznie rzadziej występującą w roli wielkiego finału kombinację zazwyczaj przelotowego Col de Peyresourde ze stromym Peyragudes. 

14 lipca 2017 – Etap 13: Saint-Girons › Foix 114 km

Na Dzień Bastylii organizatorzy Wielkiej Pętli z reguły szykują nieco bardziej spektakularny zestaw fajerwerków, choć bardzo możliwe, że najzwyczajniej ponownie nie doceniam taktycznej przebiegłości ekipy Christiana Prudhomme’a. Dystans zaledwie 100 kilometrów gwarantuje dynamiczne ściganie od startu do mety, a czy sekwencja relatywnie łatwych podjazdów uśpi czujność jednego z pretendentów do walki o najwyższe laury, okaże się już niebawem..

15 lipca 2017 – Etap 14: Blagnac › Rodez 181 km

W trzecią sobotę lipca czeka nas mała powtórka z klasyków, i wcale nie dlatego, że pagórkowate tereny departamentu Aveyron nie pozostawią bez szans dzielnych uciekinierów. To właśnie odniesione przed dwoma laty zwycięstwo nad Peterem Saganem na Cote de Saint-Pierre (570m, 9.6%) w Rodez naznaczyło przełom w karierze Grega Van Avermaeta, który doprowadził go do tytułu mistrza olimpijskiego i niekwestionowanego króla minionej wiosny. Czas na rewanż?

16 lipca 2017 – Etap 15: Laissac-Sévérac l’Église › Le Puy-en-Velay 189 km

Jednogłośnie etap dedykowany ucieczce, a tym samym jeden z tych, które warto oglądać od pierwszej minuty – batalia o znalezienie się w odjeździe dnia może okazać się znacznie bardziej pasjonująca, niż ostateczne rozstrzygnięcia. Te natomiast powinny zapaść na charakteryzującym się stromą końcówką Col de Peyra Teillade (8.3km, 7.4%).

18 lipca 2017 – Etap 16: Le Puy-en-Velay › Romans-sur-Isère 165 km

Odcinek z metą w Romans-sur-Isère zapowiada się na typowe przeciąganie liny między odjazdem i liczącym na finisz z dużej grupy peletonem, oferując trasę w równym stopniu faworyzującą zwolenników jednego i drugiego scenariusza. Wiele zatem będzie zależało od stopnia samozadowolenia najsilniejszych sprinterskich ekip, którym tegoroczna edycja Wielkiej Pętli nie szczędziła okazji do odniesienia etapowych triumfów, a dołoży jeszcze kilka.

19 lipca 2017 – Etap 17: La Mure › Serre-Chevalier 183 km

Alpy powitają rywalizujących w tegorocznej edycji Tour de France kolarzy absolutnie brutalnym Col de la Croix de Fer (24km, 5.2%), królem bez korony, który nie tylko nie zajmuje dostatecznie wysokiego miejsca w hierarchii najbardziej legendarnych podjazdów tej części Europy, ale również ostatniej zimy pozbawiony został charakterystycznego żelaznego krzyża. Następująca po nim sekwencja Col du Télégraphe-Galibier wygląda równie obiecująco, lecz wszystko zniweczyć może prowadzący do Serre Chevalier zjazd. Gładki, szeroki i wyprofilowany niczym autostrada, na pewno nie będzie faworyzował samotnie uciekających zawodników.

20 lipca 2017 – Etap 18: Briancon › Izoard 178 km

Fascynujący krajobraz, zdumiewające okoliczności. Pokonywany od legendarnej południowej strony Col d’Izoard (14,1km, 7.3%) po raz pierwszy w historii (!!!) gości metę etapu Wielkiej Pętli, jednocześnie dźwigając na swoich barkach presję bycia jedynym finiszem na podjeździe tegorocznej edycji wyścigu, który może cokolwiek wnieść w odniesieniu do ostatecznego kształtu klasyfikacji generalnej. Występujący w roli subtelnej przygrywki Col du Vars (9.3km, 7.5%) również do najłatwiejszych nie należy. Tu nie będzie miejsca na kreatywność, inwencję twórczą i taktyczne przepychanki. Zwycięży najlepszy góral tegorocznej edycji Tour de France.

21 lipca 2017 – Etap 19: Embrun › Salon-de-Provence 220 km

Po najtrudniejszym finiszu na podjeździe czas na najdłuższy etap imprezy, jednoznacznie dedykowany sprinterom. Zapowiada się mało ekscytująco, pojawiają się jednak głosy, że może dmuchnąć Mistral. Byłoby dość zabawnie, gdyby to wiatr pokrzyżował szyki witającym się z gąską liderom na klasyfikację generalną.

22 lipca 2017 – Etap 20: Marseille › Marseille 23 km jazda indywidualna na czas

Dłuższa i bardziej decydująca z dwóch krótkich i niekoniecznie decydujących o czymkolwiek etapów jazdy indywidualnej na czas. Główną atrakcją będzie skutecznie wytrącający z rytmu stromy podjazd pod Notre-Dame de la Garde (1.2km, 9.5%) i finisz na Orange Velodrome, który wbrew nomenklaturze jest stadionem piłkarskim. Tylko najlepsi specjaliści w tej dyscyplinie będą mogli liczyć na nadrobienie kilkudziesięciu sekund.

23 lipca 2017 – Etap 21: Montgeron › Paris 105 km

Niezależnie od tego, co wydarzy się po drodze, scenariusz na ten dzień znamy wszyscy. Będzie szampan, Łuk Triumfalny, Joanna d’Arc i Kittel z Cavendishem na Champs-Elysées.

 

104. edycja wyścigu Tour de France rozpocznie się w sobotę, 1 lipca.

Każdego wieczoru publikować będziemy bardziej szczegółową zapowiedź najbliższego etapu.

Relacje z wyścigu śledzić będzie można każdego dnia na antenach stacji Eurosport i Eurosport 2.

Pogoda na dziś

Polska
zamglenie
0 ° C
0 °
0 °
89%
1.5kmh
75%
nie
-0 °
pon
-4 °
wt
-7 °
śr
-6 °
czw
-2 °

Polecany Artykuł